G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Magia zmierzchu

Autor: Sebastian Sadowski, dodano: 21-12-2009, 22:30

Kiedy wiosenny płaszcz utkany z niedzielnego marazmu stopniowo zaczynał męczyć i wydawało się, że już nic nie zdoła wypełnić energią nieśpiesznie płynących godzin ostatniego dnia tygodnia, członkowie duetu Twilite – Paweł Milewski i Rafał Barwisz złapali swoje akustyczne gitary i rozpoczęli koncert w podziemiach wrocławskiego Absyntu. Magia muzyki płynącej prosto z serca stała się namacalna, a publiczność w niezwykłym skupieniu pochłaniała kolejne kawałki, by mieć możliwość jak najwięcej uroczych dźwięków zabrać ze sobą na wynos. 

http://www.myspace.com/twilitemusic

Trzeba zaznaczyć, iż Absynt to idealny klub na takie właśnie małe, klimatyczne koncerty. W niedzielę pojawiło się tam nie więcej niż piętnaście osób, wszyscy pomieścili się bez problemu, a niewielka liczba słuchaczy pozwoliła na bezpośredni kontakt z twórczością muzyków. Kiedy tak siedziałem w cichociemnym kącie jednej z sal klubu, miałem nieustające wrażenie, że jestem na jakimś koncercie z serii Unplugged, w którym na szczęście żadne MTV czy też inne tego pokroju licho swych palców maczać się nie odważyło.

 

Pomimo ponad godzinnego opóźnienia, nikt nie wykazywał najmniejszych oznak zniecierpliwienia, choć początkowo miałem wrażenie, iż to właśnie publiczność poprzez przekroczenie umownej granicy zbudowanej z dwóch krzeseł zdecydowała, kiedy koncert ma się rozpocząć. Zaczęło się tak, jak na promowanej płycie „Bits & Pieces” od „What you want” i od razu wszelkie skrywane po kątach wątpliwości wyparowały z mej głowy.

 

Twórczość Twilite bardzo zyskuje przy bliższym poznaniu – dostrzec można wtedy drzemiącą w muzykach pasję, urzeka również ich naturalność i swoboda. W Absyncie zaprezentowali swoje dwa nowe utwory, które zaostrzyły apetyt na przyszłe wydawnictwo – w porównaniu z pierwszym albumem prawdopodobnie bardziej energiczne i bogatsze o dłuższe partie akustyczne  Pojawił się również zaskakujący cover utworu „Don’t ask why” shoegazowego My Bloody Valentine, który idealnie wpasował się w repertuar polskiego duetu i należy mieć jedynie nadzieję, że pozostanie z nim na dłużej. Pod koniec rozległy się niecierpliwie przeze mnie oczekiwane dźwięki moich faworytów z „Bits & Pieces” - utworów „Messanger” i „Disobey”.  Koncert, tak jak nagle się zaczął, tak niespodziewanie się zakończył, a oficjalnie podawanym powodem były połamane na gitarze paznokcie oraz dopiero jedna płyta w dorobku. Nagły przeskok do rzeczywistości okazał się dla publiczności zbyt bolesny, dlatego też pomimo „drobnej niedyspozycji” muzyków udało się wywalczyć dodatkowe dwa utwory w czasie bisów.

 

Podobno grupie towarzyszyć miały podczas koncertu również wizualizacje. Ale myślę, ze dobrze się stało, że gdzieś tam po drodze się zagubiły i koniec końców występu nie ubarwiły. Dzięki temu  łatwiej można było skupić się na tym, co tego wieczoru było bez wątpienia najważniejsze, mianowicie na chwytającej co chwila za duszę muzyce.  Dziewięć zgrabnie skrojonych przez zespół utworów w zupełności starczyło, by jedną z wielu niedziel zamienić w dzień godny zapamiętania. Jak bowiem śpiewał w piosence “All you need” Paweł Milewski, and all you need is what you have right now. Tak właśnie było. Niczego więcej tego wieczoru do szczęścia nie potrzebowałem.

Tagi: relacja koncert muzyka Absynt Twilite,



Skomentuj

lechu19-12-2009, 15:52

w tym artykule nie ma zdjęcia...


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator