W dość zamierzchłej już przeszłości, kolega mój, notabene wspaniały trębacz, zainteresował mnie jazzem. Powiedział — stary, jest taki saksofonista — Shorter. Posłuchaj sobie, zacznij od Footprints live. No i zacząłem.
Po jakimś czasie znowu się spotkaliśmy i mówię mu - przesłuchałem płytę piętnaście razy, jest świetna, jest piękna, jest genialna. On na to — puść ją sobie pięćdziesiąt razy, wtedy będziesz mógł powiedzieć, że ją przesłuchałeś. I tak przez miesiąc nie mogłem się oderwać. Rzeczywiście, wrażenie które na mnie robiła rosło wprost proporcjonalne do liczby odsłuchań. To z pewnością jest płyta wybitna, to wybitny grający na płycie kwartet (bodajże najlepszy kwartet jazzowy na świecie). Magiczny kolektyw, w którym każdy wie kiedy przestać grać.
Tu tematy utworów przechodzą po kolei przez wszystkie instrumenty. Muzycy instynktownie wyczuwają, kto ma w danej chwili przejąć pałeczkę. Shorter daje sporo pograć swoim młodszym kolegom, zresztą wybitnym muzykom i wirtuozom. Jest troszkę z tyłu i atakuje ze straszną siłą w kluczowych momentach. Jednak jako lider doskonale trzyma w ryzach całość, jest zachwycający i mimo swoich lat (wtedy już blisko siedemdziesięciu) utrzymuje świetną formę.
Utwory spokojnie dążą do punktów kulminacyjnych, gdzie Shorter wraz z kwartetem dają czadu jak na rockowym koncercie. Mamy tu też przegląd najlepszych tematów tego kompozytora - Footprints, Masquelero, Juju, i to w takich wersjach, że włos się jeży. Należy dodać także, że jest to płyta live i w tle słychać okrzyki przeżywających swoją muzykę jazzmanów. Mój, wyżej już wspomniany, kolega był oczywiście na koncercie Shortera i słyszał to wszystko na żywo. Jak się okazuje, koncert, mimo tego samego materiału był zupełnie inny niż płyta. Po zakończeniu tego jazzowego widowiska ma się niezwykłą satysfakcję z tego, że specjalnie dla Ciebie, ktoś na scenie stworzył coś zupełnie nowego, absolutnie niepowtarzalnego.
Album Footprints Live ukazał się w 2002 roku, po nim nagrano uhonorowaną nagrodą grammy Alegrię i kontynuujący footprintsowe granie, bardziej zaawansowany Beyond The Sound Barrier. Jednak przed tymi albumami było oczywiście dużo, bardzo dużo innych. Cofnijmy się trochę.
W 1964 roku Miles Davis powołał do życia swój drugi, wielki jazzowy kwintet. Po współpracy, między innymi, z wielkim Johnem Coltranem, z którym nagrał legendarne Kind of Blue, przyszedł czas na nowy skład. Miles szukał nowego saksofonisty na miejsce Coltrane'a, który to zaproponował mu właśnie Wayne'a Shortera.
To właśnie Shorter - zaangażowany wtedy jeszcze w Jazz Messengers Arta Blakey'a - miał zostać głównym kompozytorem kwintetu Milesa, a stworzone przez niego utwory z czasem stały się standardami. Współtworzyli ten najbardziej zgrany kwintet Milesa - Herbie Hancock (klawisze), Ron Carter (bas) i Tony Williams (bębny).
Kolejne cztery lata, to wspaniałe Miles Smiles, Sorcerer, Nefertiti, Miles in the sky i Filles de Killimangaro... Mimo rozpadu kwintetu Milesa, muzyk grał z nim jeszcze aż do 1970 roku. Jednak nie sposób tu przedstawić wszystkich wspaniałych kompozycji.
Z najważniejszych wydarzeń jego dalszej kariery warto wspomnieć o współtworzeniu fusion — jazzowego Weather Report, z takimi gigantami jak Joe Zawinul czy Mark Vitous. Potem przyszła bliższa współpraca z Hancockiem — kumplem-buddystą, tu warto wspomnieć o wspaniałym 1+1.
W latach 80. nagrał sporo bardzo ciekawych płyt solowych, na których każdy dźwięk był dokładnie rozpisany. Potem byli też Joni Mitchell i Santana, a ostatnie trzy płyty, to już genialny kwartet w składzie Wayne Shorter, Danilo Perez, John Patitucci i Brian Blade.
Wayne Shorter, to jeden z najbardziej kreatywnych jazzowych muzyków, ciągle poszukujący nowych inspiracji. Niezwykłe tematy jego utworów pokazują, że ma ogromną wiedzę o muzyce, doskonale potrafi wyeksponować zalety instrumentów.
Często mówią o nim, że gra na saksie jak na trąbie, co oznacza, że unika sztampowych saksofonowych pasaży. Można też zaznaczyć, że zachowując swój styl potrafi mistrzostwo wtapiać się w muzykę którą gra, dostosowując barwę, stylistykę do danej muzyki. Pisząc poszczególne partie kontroluje obraz całości, która jest niesamowicie spójna. Nie wiem za co bardziej go cenić - za wirtuozowską grę na instrumencie czy za geniusz kompozytorski.
"Zjawiskowo" - seria zupełnie subiektywnych artykułów o artystach i zespołach, które mieszają i mieszkają nam w głowach. Znane i nieznane, grające od lat dwóch lub dwudziestu, istniejące i dawno rozwiązane. Zjawiskowe jak ciała niebieskie - krótkożyjące komety i niewzruszone słońca.
Tagi: Zjawiskowo Wayne Shorter Footprints