"Tylko wygórowana pycha i ambicja każe kobietom marzyć o doktoratach, niepomnym na płeć swoją, na sytuacje, w których kobieta tak bardzo strzec i chronić sił swych i zdrowia powinna". Głośno, stanowczo, bezapelacyjnie i już w samym prologu. I za chwilę nie mniej kategorycznie: „Oto zapadł wyrok – matką-żoną będziesz!”. Wydawałoby się, że kierunek został wyznaczony. Gaśnie światło, w głębi marmurowo - białej sceny widzimy suknię ślubną. A dalej… dalej jak w szachach – feminizm rozpoczyna ofensywę i w trzech ruchach (a właściwie aktach) wygrywa. Z kim wygrywa? A no właśnie z Ulą Kijak, reżyserką „Sztandaru ze spódnicy” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.

fot. Joanna Siercha
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Wisława Szymborska „Portret kobiecy”
„Co to ten ślub, ty moja sukienko?” – pyta po kolei dziewięć bohaterek spektaklu. Patrząc przed siebie, kroczą w stronę widowni pomału i niepewnie. Jest koniec XIX wieku. Dziewczęce ciała uwięzione w ciasnych gorsetach, wciąż jeszcze stanowią tylko i wyłącznie przyjemny dodatek do posagu. Mimo to, każda z nich widzi w przyszłym małżeństwie jedyną możliwą dla szansę na lepszy, godny i, co najważniejsze, społecznie akceptowany sposób życia. Tak oto piękna suknia ślubna, prawie jedyna ozdoba sceny, nabiera wymiaru rytualnego. Staje się prawdziwym ołtarzem, bożyszczem, ku czci którego płeć żeńska pokornie składa kolejne ofiary. I przy tym wszystkim trudno mówić o jakiejkolwiek zjednoczeniu w obliczu okrutnego, zdominowanego przez mężczyzn świata. Największym wrogiem kobiety wciąż pozostaje inna kobieta, a dżentelmeni co najwyżej występują w roli katalizatora tej złowrogiej, niewieściej biochemii.
Po przerwie przenosimy się do osadzonych w przestrzeni jeszcze bardziej umownej, lat sześćdziesiątych XX wieku. Obecna w pierwszej części konwencja filmowych klipów zostaje jeszcze zaostrzona. Teraz, po każdym ujęciu czeka nas zaciemniona stopklatka, starająca się uchwycić najważniejszą emocję kolejnego mini-dramatu. I chociaż gorsety odeszły już w niepamięć, wciąż w „porządnych kamienicach nic nie może się wydarzyć”. Chyba że kobiety uwięzione w niekończącym się tańcu codziennych czynności, piastują dzieci i prasują mężom koszule, obierają ziemniaki i spierają menstruacyjne plamy ze swoich spódnic. To akurat może się zdarzyć i zdarza się codziennie. Ale raczej tam – w latach sześćdziesiątych. I wtedy powstaję zasadnicze pytanie: czy spektakl ten jest spektaklem, że tak powiem, historycznym? Czyli jednym z tych, które mają nam przybliżyć pewną epokę, kulturę i cywilizację? Takim, który potęgą magii scenicznej ma wskrzesić i ożywić całe historyczno-archeologiczne muzeum? Bo jeżeli nie, to czegoś chyba nie rozumiem.
Diabeł wie wszystko, nie wie tylko gdzie kobiety ostrzą swoje noże
Wiem że po trzech falach feminizmu i postfeminizmie, po wszystkich tych feminizmach liberalnych, radykalnych, egzystencjalnych, postmodernistycznych, trzecioświatowych, lesbijskich, marksistowskich i anarchistycznych (przemilczmy ekofeminizm i tym bardziej teologię feministyczną), niezmiernie trudno wnieść coś swojego do tak bogatego i wszechstronnie opracowanego dyskursu - od Simone de Beauvoir po Mary Daly. Nawet nie trzeba. Żeby się w tym wszystkimzorientować, trzeba poświęcić spory kawałek życia, jeśli nawet nie całe. Jednak w XXI wieku spektakl o pierwszej, przyswojonej już przez zachodni świat, fali feminizmu jest nieco nie na miejscu. „Pani miała posag, to pani miała za co kupić sobie męża. Ja nie miałam, to mnie kupili” czy „Chciałabym być mężczyzną. Nie nosiłabym gorsetu”. Po co wywarzać otwarte drzwi?
A zaczynało się obiecująco. Ula Kijak sięgała już po twórczość Gabrieli Zapolskiej, postaci pod każdym względem kontrowersyjnej, a co za tym idzie - interesującej. W 2006 roku powstała „Moralność” według jednego z najbardziej znanych utworów Zapolskiej, czyli „Moralności pani Dulskiej”. W „Sztandarze ze spódnicy” reżyserka postanowiła stworzyć oryginalny scenariusz na podstawie dramatów, prozy, publicystyki i listów polskiej pisarki. Trzeba pamiętać że autorka „Żabusi” i „Panny Maliczewskiej” bardzo często pisała w celach zarobkowych, poza tym skupiała się na swojej nie szczególnie udanej karierze aktorskiej, co sprawia, że poziom artystyczny utworów jest dość zróżnicowany. Tak więc kompilacja i scalenie najbardziej udanych fragmentów jej twórczości jest zadaniem niezmiernie trudnym. Postaci kobiet są u Zapolskiej zawsze krwiste i bardzo mocno osadzone w swoich poglądach – zauważa Ula Kijak, – zawsze gotowe są walczyć o swoje przekonania do ostatniej kropli krwi i przekonywać świat cały, że jest tak właśnie, jak one same to widzą; u Zapolskiej to właśnie kobiety są dla siebie nawzajem najokrutniejsze i najbardziej bezwzględne. Przedstawienie o kobietach – przygotowane wyłącznie przez kobiety, miało w zamyśle odpowiadać na pytanie o losy kobiecości w czasach, kiedy tak wiele mówi się o kryzysie męskości? Tylko że, moim zdaniem, nie odpowiada. Co więcej, trudno powiedzieć, że w ogóle stawia to pytanie. Szkoda, że obietnica, pozostaje tylko obietnicą. A „Sztandar…” miał być przecież spektaklem o wielkim BRAKU w świecie... kobiet – o braku wzajemnego zrozumienia, który prowadzi do wrogości; o braku nowych definicji po obaleniu starych schematów; o braku zgodności pomiędzy własnymi dążeniami a oczekiwaniami wobec innych; o niemożności ekspresji. Powstało przedstawienia widowiskowe, ale nic więcej. Mimo uczciwych starań aktorek, zwłaszcza Aleksandry Listwan w roli Sprzyciuli, obrazowej Wieśniaczki w wykonaniu Agaty Skowrońskiej oraz Beaty Rakowskiej jako Głupiej Idiotki, spektakl przegrywa zarówno ze współczesnym feminizmem, jak i z samą Zapolską, która jeszcze sto lat temu skarżyła się, że źle pojęta emancypacja wciąż jeszcze zbyt mocno zakorzeniona jest w niektórych głowach. „Sztandar ze spódnicy” niestety tej sytuacji nie zmieni.
adaptacja i reżyseria: Ula Kijak scenografia i kostiumy: Diana Marszałek współpraca scenograficzna: Anna Ławrynowicz muzyka: Maria Rumińska choreografia: Anka Jankowska dramaturgia: Joanna Biernacka Asystent reżysera: Anna Kieca Inspicjent: Marta Giergielewicz
Obsada: Emancypantka: Marzena Bergmann (gościnnie) Kokota: Aldona Struzik (gościnnie) Naiwne Cielę: Anna Kieca Cierpiętnica: Renata Kościelniak Spryciula: Aleksandra Listwan (gościnnie) Wredna Baba: Ewelina Paszke-Lowitzsch Głupia Idiotka: Beata Rakowska Wieśniaczka: Agata Skowrońska (gościnnie) Babunia: Jadwiga Skupnik (gościnnie)
Tagi: Wrocławski Teatr Współczesny Ula Kijak Sztandar ze spódnicy Gabriela Zapolska Moralność Pani Dulskiej
GLjIQnnGTCn21-02-2012, 18:18
J3hMkt <a href="http://vpwjyfddexvp.com/">vpwjyfddexvp</a>
QBUeUSEGSNFH17-02-2012, 15:51
bpEoGF , [url=http://grffjdeewdji.com/]grffjdeewdji[/url], [link=http://ldomyyiaghqs.com/]ldomyyiaghqs[/link], http://fnttmzitqzpq.com/
UsipMFMLgcvBXOMhgZy16-02-2012, 19:08
b4TGYo <a href="http://rnzowhvoalkk.com/">rnzowhvoalkk</a>
JvXHDwghSkM16-02-2012, 10:12
I will be ptuting this dazzling insight to good use in no time.
I-IeO11-11-2011, 21:49
No-no... Zdrowa krytyka - to mi sie podoba. Ciekawie, co na to powie autor spektaklu. Dobry krytyk - to uczciwy krytyk. Tak tzrymac, Henryku.
dok. rt05-11-2011, 18:30
Autor: Henryk Mazurkiewicz - staje się prawdziwym autorem! Pisz - czytamy!
magda sz03-11-2011, 12:21
oczywiście, proszę bardzo! Dziekuję i pozdrawiam - magda szpecht :)
tatiana.drzycimska@wteatrw.pl03-11-2011, 08:45
Autorką zdjęć ze spektaklu "Sztandar ze spódnicy" jest Joanna Siercha - Czy można to jakoś zaznaczyć? Zależy mi bardzo... :-) Droga redakcjo.......