Kupferberg był piękny i zielony. Był miastem górników i browarników. Stała tam gospoda, gdzie odbywały się zabawy i kościół, gdzie odbywały się nabożeństwa. Był też pałac i myśliwski domek. Był rynek, kamienice i małe gospodarstwa. Potem przyszła wojna, a po wojnie nic nie było już takie samo. Kupferberg zmienił się w Miedziankę. Polacy zastąpili Niemców. Kopalnia miedzi stała się kopalnią uranu. A potem domy zaczęły śpiewać. I nie było już Miedzianki.

Teraz przeszłość ożyła dzięki młodemu dziennikarzowi Filipowi Springerowi i książce „Miedzianka. Historia znikania”. Reporter zafascynowany opowieściami o mieście, którego już nie ma, przez ponad dwa lata gromadził materiały dotyczące Kupferbergu, spotykał się z tymi, którzy mieszkali tu jeszcze przed wojną, a także z tymi, którzy przyszli po nich. Wszystkie informacje starannie zebrał i uporządkował. Później przelał je na papier, snując fascynującą historię miasta, które znikło z mapy po siedmiuset latach istnienia. Springer z zacięciem godnym detektywa, stara się odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego tak się stało? Czemu perła Karkonoszy, do której przed wojną przyjeżdżało setki kuracjuszy, po wojnie powoli zaczęła umierać?
W swoim dziennikarskim śledztwie Springer niejednokrotnie natrafi na tematy trudne. Wśród nich najwięcej kontrowersji wzbudzi eksploatacja uranu przez ZSRR po II wojnie światowej i zabójcze promieniowanie, które powoli zabijało polskich górników. Istotną rolę odegra tu kwestia powojennych przesiedleń i pytań o to, czy Miedzianka – Kupferberg by przetrwała, gdyby nadal pozostała w rękach swych pierwotnych mieszkańców. Na wierzch wypłynie sprawa polskich szabrowników, doktorowej Siuty, która miała przyłożyć rękę do ostatecznego zniszczenia Miedzianki i Romów zamieszkujących porzucone domostwa.
Springer zdaje sobie sprawę, że nie ma tu łatwych odpowiedzi. Sam również powstrzymuje się od ocen, przedstawiając czytelnikowi wiele punktów widzenia. Ta polifoniczność opowieści o Miedziance pozwala poznać miasto widziane oczami ludzi bardzo różnych, których w pewnych momentach historii dzieliło wszystko. Gdy jednak bliżej przyjrzymy się pojedynczym historiom na jaw wyjdzie fakt, że ich losy, splecione z losami miasteczka mają wiele punktów wspólnych. Przez przytoczenie wspomnień mieszkańców Miedzianki, miejskich anegdotek, plotek i pojedynczych dialogów, zarówno bohaterowie reportażu jak i samo miasto staje się czytelnikowi niezwykle bliskie. A przez to jego historia, która zmierza do nieuchronnego końca, jest dla odbiorców o wiele bardziej tragiczna.
Książka Filipa Springera jest napisana bardzo sprawnie. Duży talent prozatorski miesza się tu z dziennikarską wnikliwością. A sam reportaż posiada, to coś, co sprawia, że czytelnik prawie może dotknąć opisywanych miejsc i usłyszeć śmiech opisywanych postaci. Plastyczność opisu jest tu niezmiernie ważna, ponieważ oprócz kilku czarno-białych fotografii jest jedynym odbiciem miasta, po którym pozostał tylko krzyż na rozstajnych drogach i kilka kamieni z pięknego niegdyś pałacu.
Na koniec zdradzę, że choć dużo tu smutku i nostalgii, a samo zakończenie nie należy do tych z happy-endem, to w „Miedziance. Historii znikania” znaleźć można też pozytywne historie. Do jednej z nich należy opowieść o słynnym browarniku Bogdanie Spiżu, który swoją przygodę z warzeniem piwa rozpoczął właśnie w Miedziance. Dziś „Spiż” to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc na mapie Wrocławia, a pijąc uwarzone w nim piwo, warto znać jego historię.
Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.
Tagi: Filip Springer Miedzianka. Historia znikania reportaż wydawnictwo Czarne recenzja Paulina Dreslerska
SfMUGSjytmQonxdjz19-02-2012, 19:41
Mc7Ryx <a href="http://lgwoothesdqe.com/">lgwoothesdqe</a>
tHNnEemYhNXIgEWOoMg17-02-2012, 10:25
wrrfhy , [url=http://pomcdzjksphw.com/]pomcdzjksphw[/url], [link=http://cldrjudkgdtp.com/]cldrjudkgdtp[/link], http://sngpghftxuzl.com/
TTpqPUOA16-02-2012, 19:52
AfH8hw <a href="http://cqclxcwhuocb.com/">cqclxcwhuocb</a>
QqEPyRzjFCOmMQdLRB16-02-2012, 09:31
Help, I've been informed and I can't bceome ignorant.
gość02-01-2012, 00:58
piwo się waRZy, a nie waży... chyba że na wagę w worku ktoś chce kupić...
natalka31-12-2011, 23:48
kupiliśmy dziadziowi na gwiazdkę i łyknął w jeden dzień (: polecam!