G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Miłosny dysonans

Autor: Daga Gorczyńska, dodano: 18-02-2010, 17:43

Jest w „Dysonansie” taka urocza scena, kiedy Eliza pokazuje Krasińskiemu swoje rysunki. On, znudzony, przegląda je, są poprawne zaledwie, ale nie wybitne, nie najlepsze ma Krasiński o nich zdanie, aż nagle natyka się na rysunek wyjątkowy. Wyrazisty. Piękny. Ze wstydem przyznaje się Elizie, że wcześniej wątpił w jej talent, ale teraz, kiedy ujrzał ten rysunek, widzi, że się mylił, podziwia ją i pada do nóżek. Eliza wyznaje mu prawdę: ten jeden, jedyny rysunek nie jest jej autorstwa, dostała go od ciotki Delfiny...

Dysonans

Eliza – młodziutka, ale wykształcona, oczytana, zainteresowana literaturą, filozofią, zna prace Krasińskiego. Jest dla niego intelektualnym partnerem, tak samo zresztą jak Delfina. Swatanie jest dla Elizy nudne, denerwujące, konfundujące, tak samo jak i dla niego, więc kiedy Krasiński, przymuszany przez ojca generała, pojawia się na bankiecie zorganizowanym tylko po to, żeby swatać młodych – rozumieją się.

On już 27-letni mężczyzna, ona nastolatka (18–19 lat?). On – kocha już Delfinę - o 5 lat starszą od niego żonę damskiego boksera, matkę 4-letniej dziewczynki. Próbuje zniechęcić Elizę do siebie, ale ona wie, że Krasiński to artystyczny duch, rozumie jego podupadanie na zdrowiu, jego słabą psychikę, skłonność do melancholii, chce się nim opiekować, nawet jeśli on jej nigdy nie pokocha.

Dochodzi do ślubu. Eliza wie, że Zygmunt (nazywany pieszczotliwie Sygisem) nigdy nie porzuci Delfiny. Delfina wie, że Zygmunt nigdy nie odejdzie od żony. Wszyscy troje mają świadomość kuriozalnego trójkąta. Czytelnik zaś ma nieskończenie wiele pytań, na które nie odpowie ani „Dysonans”, ani lektura listów Krasińskiego do Delfiny. Zna też czytelnik losy tej trójki, a jednak czyta tę powieść z wypiekami na twarzy.

Takich obrazków, jak ten z pierwszego akapitu, znajdziemy w tej książce mnóstwo. Wszystkie sprawdzone przez autorkę. Tu nie ma żadnych przekłamań. Jedyna zmiana, na jaką sobie autorka pozwoliła, to przeniesienie Idy Szymanowskiej w czasie (prawdziwa Ida zmarła ok. 2 lat później niż w powieści) i przeprowadzenie jej do innego miasta; oraz imię córeczki Delfiny – Vivi (prawdziwe nie jest znane, nawet Krasiński pyta o nie w którymś z listów do Delfiny, ale odpowiedzi nie zachowały się). Zamiast „domyślić” szczegóły, które były potrzebne, autorka dotarła do prawdy.

Zdawałam sobie oczywiście sprawę z ogromu badań, jakie Ewa Stachniak musiała wykonać, żeby napisać „Dysonans”, ale nie miałam pojęcia, że research był aż tak rozległy! Autorka nie tylko przejrzała wszelkie archiwa, odwiedziła też miejsca, w których Potoccy i Braniccy żyli, mieszkali (stare dworki, miejsca po kamienicach, rozrzucone po Polsce i Europie, w Paryżu czy Włoszech), zostali pochowani. Musiała wszystkiego dotknąć, doświadczyć, przeżyć. Nawet niewielka scena u dentysty wymagała zgłębienia literatury na temat leczenia zębów w tamtych czasach (wizyta u dentysty trwała wtedy ok. 7–9 godzin i była tak traumatycznym przeżyciem, że wielu opisywało ją szczegółowo w dziennikach i pamiętnikach).

Nie tylko realia oddane są wiernie, także bohaterowie, nawet ci drugo- i trzecioplanowi traktowani są z wyczuwalną sympatią, by nie rzec pietyzmem. Chopin jawi się jak wyjęty wprost z „Cienia jaskółki” Przybylskiego, choć jest bohaterem drugoplanowym i pojawia się marginalnie. Prawdziwą perłą jest wspomniana w zaledwie kilku zdaniach Ida Szymanowska, która zapada na nieznaną wówczas chorobę (dziś nazwano by ją anoreksją), zostaje uznana za wariatkę i nałożono jej kaganiec. Jej losy Ewa Stachniak opisuje tak obrazowo, że aż boli. Na spotkaniu autorskim opowiadała, że musiała zastosować taktykę jej ulubionego kanadyjskiego pisarza polegającą na topieniu niechcianych dzieci – czyli eliminowaniu rozmnażających się wątków i bohaterów nieznaczących dla książki, a najczęściej ulubionych dla autora. Z tego, co wycięła, na pewno powstałaby jeszcze niejedna powieść!

Klan Potockich i sam „Dysonans” wsysają jak otchłań. Piękny język – lekko tylko stylizowany, na tyle, żeby nie zgrzytał z cytowanymi listami (autentycznymi!), ale żeby w czytaniu nie przeszkadzał – jest gładki, prawie przezroczysty, nie odwraca uwagi od bohaterów; autorka zaś nie pozwoliła sobie na spłycenie postaci, na co pozwala sobie wielu piszących beletrystykę historyczną. To książka nie tylko dla miłośników powieści historycznych, ale też dobrej literatury psychologicznej.

Ewa Stachniak, Dysonans, Świat Książki, Warszawa 2009.

 

Tagi: Ewa Stachnik Dysonans Zygmunt Krasiński Świat Książki powieść



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator