G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Miłosz wydymany

Autor: Jarosław Czechowicz, dodano: 12-05-2010, 01:02

Manuela Gretkowska jakiś czas temu wszem wobec ogłosiła, że Polska jest kobietą. Jej najnowsza powieść to historia pewnego neurotyka z piętnem DDA, który symbolicznie się w tej Polsce zakochuje. I – mówiąc kolokwialnie, a przecież kolokwializmy i wulgaryzmy Gretkowska lubi i „Miłość po polsku” bynajmniej nie jest od nich wolna – zostaje przez tę Polskę wydymany, obraża się nań i próbuje uciekać.

Popełniłem już największy grzech recenzenta, czyli w jednym zdaniu, i to już na wstępie, streściłem całą powieść, ale moje uproszczenie interpretacyjne wydaje mi się całkiem na miejscu, bo o najnowszej publikacji Manueli Gretkowskiej można napisać krótko – nihil novi. Będzie tu szereg eksploatowanych do znudzenia przez autorkę rozważań na temat związków międzyludzkich, będzie bezceremonialna nagonka na Polskę, polskość i absurdy polskiej codzienności, będzie oczywiście dużo erotyki i erotycznych traum, będzie o miłości, zazdrości, zdradzie i cierpieniu. I naturalnie musi być – koniecznie!– o rolach płci, ich uwarunkowaniach i społecznych normach, poza które kontestatorzy w prozie Gretkowskiej muszą za wszelką cenę wychodzić. Myślę, że tytułując powieść można było po prostu zamienić słowa jednej z poprzednich, bo tym razem zamiast „Kobiety i mężczyzn” mamy „Mężczyznę i kobiety”. Historię, w której pisarka usiłuje wejść w skórę mężczyzny, przekonać o tym, iż zna męski punkt widzenia. Dedykując książkę swemu mężowi, zmusza do zastanowienia, czy takie dowody miłości nie lepiej zostawiać pod poduszką o poranku w formie maszynopisu niż publikować…

Miłosz Kencki zbliża się do pięćdziesiątki i opowiada o swym burzliwym życiu, w którym kobiety odgrywają ogromną rolę. Irmina, Zosia, Magda, młodziutka Pia i w końcu dojrzała Alicja, u boku której Miłosz przechodzi swoistą metamorfozę i postanawia po latach spędzonych w Szwecji z wiedźmowatą żoną Karin powrócić do ojczyzny, na nowo budować swoje życie i poczucie własnej wartości, tak przecież stale przez otaczający bohatera świat kwestionowane. Jest to zatem historia o sentymentalnym powrocie i pojednaniu z krajem, gdzie wszystko jest byle jakie, szare i smutne w porównaniu z nowoczesną Szwecją - cywilizacyjnym eldorado, w którym mimo wszystko Miłosz nie jest w stanie odnaleźć swego szczęścia.

Mężczyzna u Gretkowskiej nabiera znaczenia dopiero u boku kobiety. Miłosz najpierw ośmieszany i wyszydzany przez Karin, potem staje się wzorowym kochankiem i partnerem w związku, którego nie chcą wraz z Alicją sankcjonować założeniem na palce kawałków metalu. Okazuje się, że dążący do perfekcji i stale szukający akceptacji u innych dorosły syn alkoholika, odnajduje w swej porzuconej ojczyźnie własne miejsce i sens działań. Chociaż to Polska, która w sumie niewiele różni się od kraju, jaki opuszczał i której transformacja ustrojowa pozwoliła jedynie inaczej nazywać mechanizmy życia w absurdzie i upodleniu, staje się dla Miłosza miejscem pewnym, stabilnym i dającym nadzieję na przyszłość. Związek z Alicją wikła go w szereg problemów rodzinnych kochanki, jak choćby kłótnie jej córki ze swym wybrankiem, czy teorie spisku, jakimi zatruwa umysł Miłosza jego „teść”, ale okazuje się, że nasz bohater potrafi dzielnie stanąć nie tylko naprzeciw własnych lęków i urojeń, lecz także toksycznych odczuć i emocji niszcz ących życie ludzi z jego otoczenia. I kiedy wydaje się, że miłość po polsku to miłość kwitnąca, piękna i spełniona, Miłosza wszyscy zaczynają dymać… Ambitny projekt ekskluzywnego SPA znajomego psychologa, dający Kenckiemu pracę przy maszynie do biofeedbacku staje się misternym spiskiem, w którym Miłosz czuje się wykorzystany i odrzucony. Ukochana Alicja przestaje być wspaniałą kochanką, wyrozumiałą kobietą i bliską partnerką, a staje się kimś obcym… Czy wszystko to dzieje się realnie czy też jest kolejnym chorym rojeniem umysłu DDA? Gretkowska wikła fabularnie żywą opowieść po to, by postawić na niedopowiedzenia, znaki zapytania. Wikła i jednocześnie upraszcza wszystko, bo jej modelowy mężczyzna mimo wszystko myśli jak kobieta, czuje jak kobieta i zachowuje się jak kobieta, a tak naprawdę Miłosz to kolejna po Klarze z „Kobiety i mężczyzn” tuba propagandowa Manueli Gretkowskiej, która powtarza wciąż to samo i wciąż z niezmiennym dla niej uporem maniaczki.

„Miłość po polsku” to także śmiała powieść obyczajowa o egoizmie i skomplikowanych oraz patologicznych czynnikach, które zmuszają nas do wyboru takich, a nie innych partnerów życiowych. To powieść o seksie jako formie onanizmu emocjonalnego obu płci (Uprawiając seks, każdy śpi sam ze sobą, bo nasze ego jest zbyt wielkie, by zmieścił się ktoś inny), o męskiej potrzebie dominacji i pragnieniu realizowania tej formy onanizmu (Mężczyźni potrafią rozwalić budowany latami dom dla jednego mebla – łóżka), o strukturach społecznych czyniących ze związku klatkę i o niemożności wydostania się z tej klatki. Powieść o trudnej miłości i jeszcze trudniejszym jej przeżywaniu. Książka, w której autorka nieudolnie próbuje wyjść z siebie i stanąć obok, spojrzeć na świat z innego punktu widzenia. Wychodzi jej to marnie i mimo wszystko zabawnie, toteż najnowsza publikacja Gretkowskiej nie jest może tak kiepska jak poprzednie, bo jednak dostarcza specyficznej rozrywki.

Manuela Gretkowska, Miłość po polsku, wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2010.

Jarosław Czechowicz ur. 1978, absolwent filologii polskiej UJ oraz Podyplomowego Studium Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ; niezależny recenzent; publikacje m.in. w "Portrecie", "artPAPIERZE" oraz w portalach "Internetowe Imperium Książki", "biblioNETka", "G-Punkt", "Independent.pl". Prowadzi bloga literackiego „krytycznym okiem”.

 

 

 

Tagi: Manuela Gretkowska Miłość po polsku Świat Książki powieść recenzja Jarosław Czechowicz krytycznym okiem



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator