Pasożytują w nim artystyczna degrengolada, erotyczna ekstrawagancja oraz narkotykowy amok. Dla jednych – malarz, pisarz, dramaturg, fotografik, dla innych – pseudointelektualny dziwak. Jacek Koprowicz z pewnością postrzega Stanisława Ignacego Witkiewicza jako artystę nieśmiertelnego. Reżyser odważnie proponuje sensacyjną tezę, jakoby Witkacy (nazbyt teatralny Jerzy Stuhr) w 1939 roku upozorował swoje samobójstwo i żył jeszcze przez wiele lat, ukrywając tożsamość… Biografia autora „Szewców” kipi od zaskakujących zwrotów akcji, czy jednak założenie Koprowicza opiera się na racjonalnych fundamentach?

Prawda, inwencja reżysera, a może fantastyczna prowokacja? Wątpliwości tego rodzaju przewijają się niezwykle często w czasie 104-minutowej opowieści. Ryzykownie można pokusić się o akceptację hipotezy o rzekomej mistyfikacji śmierci Witkacego. Bowiem jego ówczesna kochanka, Czesława Oknińska, która próbowała wraz z artystą targnąć się na swoje życie, nigdy nie widziała zwłok ukochanego. PRL-owska „szopka” ze sprowadzeniem do Zakopanego domniemanych szczątków twórcy, które okazały się prochami młodej Ukrainki, tę aurę zagadkowości jeszcze wzmocniła.
Reżyser postanowił cofnąć się do 1968 roku. Oprócz Witkacego i jego kochanki (fenomenalna Ewa Błaszczyk), w rzeczywistości PRL-u umieścił agencika Łazowskiego (Maciej Stuhr jako komunista w krzywym zwierciadle), który przypadkiem wpada na sensacyjny trop. Zuzia (za dobra do tej roli Karolina Gruszka), jedna z nałożnic pisarza, ujawnia pierwszy dowód w mistyfikacyjnym łańcuszku. Kolejne poszlaki niczym kostki domina odtajniają, jak się okazuje, niezbyt uważnie strzeżoną tajemnicę. Agent SB, bawiąc się w szpiega, przypomina karykaturę Sherlocka Holmesa – obsesyjnie śledzi, węszy, podejrzewa, wypytuje…
Czyżby reżyser celowo umieścił Witkacego w mdłych realiach Polski Ludowej? „Wiecznie żywy” Witkiewicz okazuje się wierną kopią swojej młodszej wersji. Do znudzenia przypatrujemy się tym samym nawykom i skandalom. Zakopiański prowokator z lubością uprawia modernistyczną samowolę, pije swoje ukochane piwo, podgląda młode dziewczęta, wydaje zboczone rozkazy swojej najwierniejszej metresie. Poszukiwania czystej formy i metafizycznych impulsów w przedwojennych okolicznościach elektryzowały awangardą. Na PRL-owskim tle na dudka-wystrychizm, kłamizm, neo-naciągizm, fałszyzm, nabieryzm i w pole-wyprowadzizm wołają o odautorski komentarz…
Do Witkacego trzeba mieć wątrobę i twardą głowę mówi jeden z bohaterów, do tego zestawu dodałabym niezwykle otwarty umysł. Fakty mieszają się z iluzją, a absurdy wymykają się spod kontroli. Filmowe wygłupy powielone z przedwojennej biografii nie wnoszą nowatorskiej perspektywy. Artysta przypomina pionka, który przypadkiem trafił na pole rozgrywki między metresą, żoną a SB-ckim kapusiem. Zatem, czy dla Witkacego nie ma już żadnej roli do odegrania? „Mistyfikacja” stwarza szansę dla zaistnienia Czesławy Oknińskiej, jego wielkiej miłości i muzy. W jednej z wizji (Witkacego bądź Koprowicza) Czesia w sukience komunijnej, z pomalowanymi krwistoczerwoną szminką ustami, ogoloną na łyso głową, trzymając w ręku gromnicę bierze udział w specyficznej orgii. W innej urojeniowej abstrakcji podróżuje pociągiem w stroju zakonnicy, bawiąc się w inscenizowanie bajki o Czerwonym Kapturku. Surrealistyczna fatamorgana? Dzieło epatuje podobnymi absurdami, które momentami wypadają groteskowo, zwłaszcza gdy mają erotyczny podtekst. „Mistyfikacja” uwiera brakiem spójności przy jednoczesnym nadbagażu form i bodźców. Sensacja, wokół której ogniskuje się film, to odkrycie warte uwagi, ale zdaje się, że twórca zbyt usilnie pragnie udowodnić swoje mistrzostwo, gubiąc po drodze sedno filmowej opowieści.
Przekaz „Mistyfikacji” pozostaje rebusem, w którym brak ostatecznego rozwiązania. Porywającą, metafizyczną twórczość autora „czystej formy” sprowadzono do kilku językowych neologizmów i formistycznych portretów Czesławy. Okalająca filmową intrygę muzyka Włodka Pawlika i aktorskie talenty nie zrekompensują istotnych niedostatków fabularnych. Ostatnia kartka faktograficznego pamiętnika zakopiańskiego prowokatora nadal krąży w obiegu. Na pewno nie odnalazł jej Koprowicz w mrokach szorstkiego PRL-u. Być może szukamy nadaremno…
Mistyfikacja, reż. J. Koprowicz, dystr. Syrena Films 2010.
Tagi: Jerzy Stuhr Maciej Stuhr Karolina Gruszka Witkacy Ewelina Burda