G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Motylek już wybrał

Autor: Łukasz Dziechciarczyk, dodano: 15-10-2010, 23:35

Czwartek, pierwszy dzień Wrocławskiego Soundu, od rana nastrajał pozytywnie. Nawet teraz o 1:36, kiedy po zakończonym już koncercie piszę ten tekst, ciężko mi się z nim rozstać. Wszystko przez zespół, który pochwalił się niesamowicie wciągającym materiałem. Premierę płyty „Sova” zespołu Mikromusic z całą pewnością można nazwać wyznaczeniem nowej jakości i nakreśleniem dobrego kierunku muzycznego w Polsce.

W niebieskich światłach sceny Impartu lata motylek i siada na ramieniu Dawida Korbaczyńskiego. Coś ujmującego w trafnym guście owada jest. Dawid kończy solówkę, muzyka płynie dalej. Istnym fenomenem są zespoły, które ze sceny przekazują więcej energii niż wszystkie elektrownie atomowe świata i przyjemnością jest trafić na taki koncert. Zawsze dziwiło mnie, że głos, Natalii Grosiak otulający i tworzący niemal rzeczywistą miękką poduszkę jednocześnie zapraszając do

potulnego odpoczynku, na koncercie działa wręcz odwrotnie. Szyja automatycznie zaczyna się rytmicznie kołysać, stopa tupać, ręce klaskać, kciuki pstrykać i po chwili ciężko powstrzymać się od wytańczenia smutków wszelakich precz. Funkujący Mikro wcale nie pomaga zasnąć i bardzo dobrze. Nowy materiał jednak to nie tylko bardziej funky niż zwykle, ale również więcej poruszającej melodii momentami z uderzeniem. Głównie chodzi mi o pozostawiające łzy w oczach okazyjne harmonie wokalu i gitary. Bardzo zaskoczyła mnie piosenka „Jesień”. Znalazłem tam chyba wszystko co daje mi radość z obcowania z Mikromusic. Trzeba posłuchać. Na koniec „Niemiłość”. Wizja świata, w którym ważne jest się nie przejmować. I tak mi śpiewaj Natalio G.

Przechodzę więc z zespołem na „ty”. Pozwalam sobie na to, bo oni przeszli na „ty” ze mną.Koncert był kameralny. Nie czułem się jak na pełnej pięciuset osobowej sali. Byłem tylko ja i sześciu świadomych, dojrzałych i niespotykanie wrażliwych dźwiękowo muzyków. „Tej piosenki trochę się boję”. Nagle w środku koncertu nawiązał się dialog z publicznością. Czułem się jakbym wszedł komuś nieznajomemu na imprezę, a ten ktoś na mnie od dawna czekał. Bardzo zabawna sytuacja. Natalia przedstawia swojego nauczyciela portugalskiego. Na scenie zjawia się João Teixeira de Sousa. Kiedyś zupełnie przypadkiem byłem na koncercie zespołu Pensão w Falanstrze, w którym João jest wokalistą. Siada obok Natalii i razem wykonują utwór po portugalsku.

Opiszmy Mikromusic z Wrocławskiego Soundu. Zaczynając od Roberta Szydło, który (jeśli to czytasz, tak – to jest wielki komplement ) czuciem instrumentu bardzo subiektywnie przypomina mi Victora Wootena, szczególnie nadał „Sovie” miejsce w funkującym nurcie młodej muzyki. Nie da się ukryć, że zespół z doświadczeniem i autentyczną radością z grania porozumiewa się bez słów. Bas doskonale uzupełniał drumowe wejścia Łukasza Sobolewskiego. Bez takiej perkusji zespół straciłby wyjątkowy ostry charakter tak wspaniale okiełznany przez Dawida, Adama Lepkę i Roberta Jarmużka. Ostatni jest pianistą o wspaniałym charakterze muzycznym. Rzadko udaje mi się usłyszećpopisowe dwadzieścia kilka sekund solowej gry, które nie przytłaczają całości utworu. Czapki z głów i dzięki Robert za dobre dźwięki. Adam to człowiek, który przeszkadzajkami o dziwo nie przeszkadza a wypełnia malutkie luki w przestrzeni nagrań Mikromusic. Poza tym świetnie docenia użyteczność instrumentów dętych.Kawał dobrej roboty udał się naszej perełce sceny Wrocławskiej. Nikt mnie tak jeszcze nie potraktował na koncercie. Czułem się bardzo indywidualnie w masie i oprócz przyjemności słuchania niewyobrażalnie smakowitej muzyki, dostałem możliwość intymnego dialogu. Płyta poleca się sama.

 

 

żródło ilustracji: http://www.salonkulturalny.pl/

Tagi: koncert relacja Mikromusic Wrocławski Sound 2010,



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator