G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Mówię "NIE"!

Autor: Jarosław Czechowicz, dodano: 23-12-2009, 11:00

„Wolałbym nie” to fraza, którą wypowiada bohater tekstu Hermana Melville’a i obsesyjnie wręcz powtarzana mantra, jaka tkwiła w głowach dwunastu młodych polskich pisarzy, którym Korporacja Ha!art zadała zadanie domowe, mające być próbą swobodnego nawiązania do tego specyficznego zdania, w którym ukrywa się świadectwo buntu i sprzeciwu, a z drugiej strony duża bierność, brak asertywności i wieloznaczność.

Wolałbym nie. Antologia

Bo zawartość tego zbiorku jest wieloznaczna. Założeniem, jakie miało przyświecać twórcom i o jakim Grzegorz Jankowicz informuje we wstępie, jest próba wyrażenia sprzeciwu wobec wszelkich możliwych instytucji, norm, praw i obowiązków życia społecznego. To także antologia niemocy i antologia wycofania – bohaterowie podejmują walkę z tym wszystkim, co ich osacza i niszczy, ale tak naprawdę nie są w stanie się sprzeciwić, tkwiąc w bierności i wyrażając jedynie tytułowe „wolałbym”, co nie zawsze związane jest z „chciałbym”.

Sam pomysł ciekawy i chwalebny. Jaką bowiem wartość i znaczenie może mieć literatura protestu w czasach, kiedy protestuje się przeciwko wszystkiemu, a idea kontestacji jest niejako wpisana w rytm życia w świecie, który rozwija się tak szybko i prężnie, bo opiera się głównie na negowaniu, zastępowaniu i niszczeniu tego, co zostało zastąpione czymś zupełnie nowym? Pisarze w antologii próbują pokazać wielopłaszczyznowość sprzeciwu i odnieść się także do samej jego istoty. Opowieści z tego zbioru są przesycone jaskrawością, są krzykliwe, śmiałe i buntownicze oraz pokazują, jak trudno jest się mierzyć twórcy z materią słowa, które jak nic innego nie poddaje się łatwo innowacjom, potrzebnym przecież do twórczego i oryginalnego napisania o formule sprzeciwu i o czymś takim jak sprzeciw bierny.

Ogólnie „Wolałbym nie” to zbiór dość przypadkowych, bardzo nierównych i mało odkrywczych tekstów, wśród których wyróżnić można autoironiczną prozę Sylwii Chutnik, wieloznaczną „Omegę” Łukasza Orbitowskiego i igrającego z paroma literackimi konwencjami „Pajaca” Jerzego Franczaka. Reszta to teksty zwyczajnie słabe. Takie, które mają chyba pełnić rolę terapeutyczną dla samych autorów i takie, w których dekonstrukcja rzeczywistości wywołuje także wewnętrzny rozpad tekstu. Czy „Wolałbym nie” to antologia, która zwróci na siebie uwagę? Niekoniecznie. Jest w niej zbyt wiele przypadkowości. Ogólna idea łącząca teksty to tylko założenie, od którego wychodzi się w sfery rozumienia otoczenia tak różne, jak różna jest tematyka i forma opowiadań. Wolałbym, żeby nie było w tym zbiorze tak natrętnie wskazywanej już od początku ścieżki interpretacyjnej, ale jest niestety obecna i co więcej, za każdym razem przypominana tak często, że nie sposób ujrzeć w tych tekstach niczego więcej jak szybkich i niekoniecznie przemyślanych prób spłodzenia kilku stronic tekstu na potrzeby wydawnictwa, z którym przecież większość pisarzy była lub jest związana.

Bohaterom opowiadań trudno jest się przeciwstawić temu, co ich otacza i zniewala, bo często mają problem z określeniem własnej tożsamości. Kobiety Chutnik, Dzido, Pawluśkiewicz czy Żulczyka nie mają jasno sprecyzowanych poglądów, są podmiotami i przedmiotami jednocześnie, próbują zerwać ze swoim dotychczasowym życiem i nie potrafią się zbuntować, chociaż akt sprzeciwu w ich świadomości widoczny jest bardzo wyraźnie. Młodzi bohaterowie z tekstów Zygmunta, Shutego czy Franczaka to jednostki-symbole, które egzemplifikują tezy o rozdźwięku między rzeczywistością, a naszymi oczekiwaniami względem niej. Wspomniany już tekst Łukasza Orbitowskiego „Omega” to najbardziej wyraźna i interesująca literacka prowokacja w zbiorze, w której zaciera się granica między opisywaniem tego, przeciw czemu powstaje bunt, a empirycznym poznawaniem przedmiotu opisu. Warto także zwrócić uwagę na tekst Jacka Dehnela (fragmenty „Fotoplastykonu”), w którym najważniejszy jest nie przedmiot opisu autora, lecz wszystko to, co w związku z tym przedmiotem pojawia się w wyobraźni czytelnika.

Wolałbym nie krytykować tej pozycji, bo to dokonanie mające duże ambicje. Nie sposób jednak nie wyrazić swego sprzeciwu jednoznacznie, skoro ma się do czynienia z tekstami, które od tej jednoznaczności uciekają, a w założeniu miały stanowić dość spójną całość. „Wolałbym nie” to książka z kluczem, ale jednocześnie zbiór tekstów o małej sile wyrazu. Nie, nie i jeszcze raz nie dla tej publikacji. Choć wolałbym tego „nie” tak bardzo nie podkreślać.

Wolałbym nie. Antologia, Korporacja Ha!art, 2009.

 

Tagi: recenzja antologia opowiadania Korporacja Ha!art "Wolałbym nie. Antologia"



Skomentuj

vwXbnkPaXmYJrfKXw08-12-2011, 17:30

RKmAFg , [url=http://kvttxefivops.com/]kvttxefivops[/url], [link=http://dgnkkxswkrmo.com/]dgnkkxswkrmo[/link], http://wpvrjatdpvmk.com/


TTimzyJonNAQKEFF04-12-2011, 11:57

ObYIEz <a href="http://jlgiyymkikww.com/">jlgiyymkikww</a>


ydIygcVBQyGPwGwEP01-12-2011, 14:29

rWMEhC <a href="http://uxsyjoloommi.com/">uxsyjoloommi</a>


bzrIgGzJHek01-12-2011, 06:17

You rlaely saved my skin with this information. Thanks!


Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator