G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

Muzyczna loża honorowa: Marcin "Cinass" Kowalski

Autor: Jakub Kasperkiewicz, dodano: 31-12-2011, 16:36

W ramach naszego projektu "loża honorowa" przeprowadziłem rozmowę z Marcinem "Cinassem" Kowalskim, gitarzystą zespołu Cool Kids of Death, który wydał w tym roku nowy, już piąty w karierze album zatytułowany "Plan Ewakuacji". Podsumowujemy rok 2011, więc nie obyło się bez pytań o retromanię, chillwave i coraz większą siłę Internetu w przemyśle muzycznym.

Jakub Kasperkiewicz: Jakie tegoroczne albumy najbardziej Cię zachwyciły? Chodzi mi zarówno o polskie jak i zagraniczne.

Marcin "Cinass" Kowalski: Najlepszy polski album jaki słyszałem w tym roku to płyta "40 Surfers Waiting Fot The Wave" formacji Őszibarack. Jeżeli chodzi o zagraniczną muzykę, to moją uwagę zwróciła płyta zespołu Tame Impala, chociaż to już chyba staroć z poprzedniego roku, niemniej wciąż chętnie do niej wracam. Młodzi ludzie z Australii, którzy grają bardzo fajną muzykę nawiązującą do lat sześćdziesiątych, a taka ostatnio jest mi szczególnie bliska. Na pewno bardzo lubię Animal Collective, chociaż w ich wypadku również ostatnia wydana rzecz pochodzi z roku 2010. Dokładnie chodzi o tzw. picture album zatytułowany „ODDSAC” - nie wydawano w ten sposób płyt od lat osiemdziesiątych. Po prostu wypuścili wideo z muzyką, co jest bardzo ciekawe i abstrakcyjne, zresztą jak sama psychodeliczna zawartość. Ariel Pink jest dla mnie również ważną postacią - jeżeli chodzi o rok 2011 to warto wspomnieć o jego koncercie na OFF Festivalu, na którym niestety nie byłem. Ostatni wydany przez niego album też jest z roku 2010. Ostatnia płyta Beastie Boys też jest bardzo dobra, ale oni nie nagrywają złych płyt, także był zachwyt, ale bez zaskoczenia. Polecam. W kończącym się, 2011 roku byłem zajęty produkcją płyty c.k.o.d. i w sumie nie miałem czasu na siedzenie w sieci i słuchanie nowości...

A zawiodłeś się na czymś lub na kimś w tym roku?

Nowa płyta Jane's Addiction jest... dziwna. Jestem wielkim fanem tego zespołu, jednak jeśli chodzi o nowy album, to poza singlem, który jest w porządku, nie jestem w stanie przez nią przejść. Wielkie rozczarowanie. Chociaż może jest to jedna z tych płyt, które wymagają czasu, po prostu trzeba w nią wejść i się jej nauczyć. Ale to już nie jest to stare, dobre Jane's Addiction, które kiedyś było dla mnie po prostu zespołem żywych bogów.

Dostrzegłeś w tym roku jakieś intrygujące, nowatorskie nurty? A może zapętliliśmy się w przetwarzaniu przeszłości?

Jeśli chodzi o hip-hop, czy elektroniczne rzeczy, to dla mnie ostatnim wielkim przełomem był grime, z Dizzeem Rascalem na czele. To było dla mnie coś nowego, natomiast od tego czasu nie dostrzegłem na horyzoncie nic bardzo nowatorskiego czy intrygującego. Teraz jest taka moda, że dużo wokalistów wykorzystuje ordynarnie auto-tune. Jest taki gość ze Stanów, Lil Wayne, on robi dosyć oszczędny hip-hop, coś co lubię, natomiast jego wokal jest tak potężnie potraktowany auto-tunem, że brzmi to niemalże jak Black Eyed Peas. Bardzo miło wspominam utwór, który był chyba  jednym z jego pierwszych hitów, czyli "A Milli", ale to pójście w zalewanie wszystkiego ogromnymi ilościami auto-tune'a mi się już nie podoba. Jeśli chodzi o elektronikę, to nie siedzę w niej teraz zbyt mocno, przynajmniej nie na tyle, żeby rozróżniać jakieś tegoroczne czy zeszłoroczne niuanse, ale na pewno dubstep zrobił się teraz bardzo modny. Przedostał się do mainstreamu przez wielkie "m". Jednak jak na moje ucho od okolic roku 2010 nie stało się w tym rejonie nic wyjątkowo wartego uwagi. Moim zdaniem jednym z większych przełomów ostatnich lat była amerykańska fala nowego folku. W tym roku nie spotkałem się natomiast z rzeczą, która by zrobiła na mnie jakieś wielkie wrażenie. Na pewno w najbliższym czasie będę chciał nadrobić zaległości w postaci tegorocznego albumu Fleet Foxes, bo bardzo ich lubię. Również mam braki jeśli chodzi o Toro Y Moi, nie słyszałem jeszcze jego nowej płyty. Jego pierwszy album był dla mnie tak naprawdę rodzajem objawienia – te rzeczy bardzo kojarzą mi się z nowszym, elektronicznym obliczem Animal Collective, co jest w moim wypadku skojarzeniem bardzo pozytywnym. Dlatego bardzo ciekaw jestem tego, jak brzmi "Underneath The Pine". Czytałem tylko, że ludziom brakuje na tej płycie przebojowości.

Właśnie, miałem pytać o chillwave. Co myślisz o tym zjawisku?

Nie do końca wiem, o co chodzi z tym chillwavem. Znam nazwę, ale chyba nie potrafię tego przyporządkować do konkretnych dźwięków, ale obstawiam, że może chodzić o silne nawiązania do lat osiemdziesiątych połączone z onirycznymi, mocno przefiltrowanymi wokalami. Jeżeli to faktycznie to, to muszę przyznać, że bardzo mi się podoba. Jest to moim zdaniem świeże podejście do lat osiemdziesiątych. Nie jestem jakimś wielkim fanem tego okresu. Mam świadomość, że powstało wtedy mnóstwo wspaniałej muzyki, grało bardzo dużo dobrych zespołów, często kształtujących na kolejne dwadzieścia lat cały rynek muzyczny. Ale było również mnóstwo popowego syfu. Jest sporo wręcz psychofanów ejtisów, na przykład Jakub Wandachowicz ode mnie z zespołu, który z tych lat łyka wszystko, zarówno rzeczy dobre, jak i te syfiaste... Mi te ostatnie jakoś nie podchodzą. Natomiast chillwave bardzo mi pasuje, zwłaszcza element psychodelicznego, narkotycznego podejścia do muzyki jest mi bliski. To mi przypomina o kolejnym z moich nowszych odkryć, czyli El Guincho. Genialny człowiek i genialne klipy, zwłaszcza ten do piosenki "Bombay", który wygląda, jakby Luis Buñuel żył i zrobił dzisiaj klip. Serdecznie polecam. Dzięki niemu w ogóle jestem w stanie od jakiegoś czasu strawić muzykę latino. Kiedy powiedziałem o tym koledze, który siedzi w muzyce latynoskiej, trochę się załamał...

Dostrzegasz zjawisko retromanii? Czy znajdujesz je niepokojącym ze względu na to, że może powodować stagnację w kwestii powstawania nowych gatunków, czy też pochwalasz te nostalgiczne muzyczne podróże w lata dzieciństwa?

Trochę mnie niepokoi, trochę mi się podoba. Ciężko dzisiaj zaprezentować coś zaskakującego i nowego - mam swoją teorię na temat tego, skąd to wynika. To się wiąże z historią muzyki w ogólności - muzyka oryginalna nie istnieje, każda nawiązuje do czegoś, co już było.  A w czasach, kiedy każdy ma dostęp do komputera z Internetem, na którym można zrobić całą płytę, jest tak dużo muzyki, różnych nurtów, podnurtów i tak dalej, że ciężko zaprezentować coś nowego, bo tyle głów się łamie nad odkryciem czegoś nowatorskiego, że te nowości się pojawiają, ale bardzo powoli, stosunkowo niewiele różniąc się od poprzednich "lekko przełomowych" rzeczy. Takiej rewolucji jak rock'n'roll już dzisiaj nie będzie. Albo techno - to była chyba ostatnia wielka rewolucja w muzyce. Coś takiego już się nie pojawi, ewentualnie możemy założyć, że nasze umysły są w tej chwili zbyt ograniczone, aby taki nadchodzący przełom przewidzieć. Kiedy myślę o dalszej przyszłości muzyki, to wyobrażam sobie jakieś roboty tworzące ją według pewnych algorytmów, pozwalających na pewien stopień dowolności, a do tego jakichś... improwizujących muzyków? Przełomy raczej będą wynikały z szybko rozwijającej się technologii, a nie odkrywania nowych nurtów. Odejście od zespołowego, rock'n'rollowego myślenia w stronę ludzi robiących dziwne dźwięki.

A zgadzasz się z twierdzeniem, że muzyka gitarowa jest w bardzo kiepskim stanie, a na topie wciąż pozostaje elektronika?

Zgadzam się. Młodzi ludzie słuchają dużo hip-hopu, Rihann, dubstepów, muzyki o rodowodzie elektronicznym. Oczywiście istnieje grupa słuchająca muzyki gitarowej, ale jest ona coraz bardziej spychana do niszy. Nie jestem ortodoksyjnym fanem typowo gitarowej muzyki. Ten instrument można równie dobrze wykorzystywać w muzyce elektronicznej.  Wydaje mi się, że gitary wraz z gitarocentrycznym stylem zostaną anektowane przez jakiś szerszy nurt, który się pojawi albo prawdopodobnie już się wyłania, tylko nie istnieje jeszcze w powszechnej świadomości. Zespoły elektroniczne zaczynają grać dużymi składami - Őszibarack podczas nagrywania poprzedniego albumu wykorzystywali sekcję dętą, a Gorillaz w wersji na żywo to w tej chwili tak naprawdę cała armia ludzi, która gra muzykę określaną jednak jako elektroniczna. W dużej mierze syntetyczna Björk też zatrudniała całe orkiestry. Po prostu nadeszły czasy eklektyzmu. Sam gram muzykę w dużej mierze gitarową, a nie jestem fanem rzeczy stricte gitarowych.

Projekt The Weeknd zdobył ogromną popularność tylko dzięki Internetowi, bez żadnego pośrednictwa wytwórni. Czy nadejdą czasy, w których wszyscy muzycy będą działać w ten sposób?

Dzisiaj rola wytwórni sprowadza się tak naprawdę do tego, żeby przekonać słuchaczy i artystów do przyjęcia, że te wytwórnie są w ogóle potrzebne. Jak wiadomo, płyty sprzedają się coraz gorzej, a one muszą jakoś zarabiać – próbują ratować się wchodząc w rynek empetrójek czy dzwonków, ale to wszystko tak naprawdę można robić bez nich. Moim zdaniem to powinno wyglądać w ten sposób, że muzyka byłaby dostępna za darmo w Internecie, na stronach z reklamami sponsorów i jakiś Internetowy provider - lub ktoś w tym stylu, nie znam się na tym od strony formalnej - powinien w zależności od ilości ściągnięć i wyświetlonych reklam wypłacać artystom określone kwoty. Inaczej tego nie widzę, w innym wypadku wydawanie płyt będzie się sprowadzało do formy reklamy, czyli: ktoś musi zainwestować, żeby pojawiła się reklama w postaci wydanej płyty, przy czym za tym i tak nie idą żadne profity. Tylko z koncertów można mieć sensowne pieniądze. Widziałbym to tak, że nie ma wytwórni i ZAiKSu, jest po prostu Internet, to wystarczy. To jest oczywiście fikcja, ale w dużej mierze dlatego, że wielkie grupy interesów będą walczyć o to, żeby te wytwórnie wciąż istniały.

Czy wydanie w tym roku "The Smile Sessions" miało duże znaczenie dla człowieka wykonującego taką muzykę jak Ty, obficie czerpiącego ze spuścizny Beach Boysów?

Jeszcze tej płyty nie słyszałem, ale tylko dlatego, że wszelkie sesje Beach Boysów mam, ponieważ ukazywały się one wcześniej nieoficjalnie. Co tu dużo mówić - archiwum przejawu czystego geniuszu muzycznego. Jestem olbrzymim fanem zarówno zespołu, jak i Briana Wilsona w pojedynkę - łykam go w każdej postaci, nawet jego śmieszne solowe płyty są dla mnie rewelacyjne. Bardzo się cieszę, że jest zainteresowanie czymś takim, bo to zespół, który dużo dobrego zrobił dla muzyki popularnej. Co ciekawe, na naszym najnowszym albumie "Plan Ewakuacji" kilka osób odnalazło elementy muzyki lat sześćdziesiątych, taki specyficzny oldschool, co bardzo mnie ucieszyło.

Tagi: Jakub Kasperkiewicz loża honorowa Marcin Kowalski Cinass Cool Kids Of Death Plan Ewakuacji wywiad



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator