G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Nie całkiem inny Has

Autor: Artur Zaborski, dodano: 06-08-2010, 20:56

Tegoroczny festiwal Romana Gutka we Wrocławiu odkrył zapomniane horyzonty twórczości Wojciecha Jerzego Hasa. Choć znakomita większość polskich kinomanów jednym tchem wymienia tytuły jego długometrażowych dzieł, gdy jednak słyszą nazwisko cenionego twórcy dopasowane do filmów „Ulica Brzozowa” czy „Nasz zespół” patrzą z politowaniem na mówiącego. Mało kto zna twórczość Hasa z okresu, w którym daleko jej było do miana wybitnej. Dzięki pełnej retrospektywie, poza zasadnymi pochwałami, dało się słyszeć również głosy zawodu.

nasze miasto

Projekcjom oświatówek: „Parowóz Pt 47” (1949), „Pierwszy plon” (1950), „Karmik Jankowy” (1952), „Harcerze na zlocie” (1952) oraz „Zielarze z Kamiennej Doliny” (1952) towarzyszył gromki śmiech widowni. Towarzysze, przodownicy pracy, spółdzielnia czy PGR to wyrażenia, które trudno skojarzyć z dorobkiem Hasa. Jego bohaterowie, uwolnieni od polityki, są zdeterminowani osobistymi i indywidualnymi przeżyciami. Dlatego po latach żniwiarze z „Pierwszego plonu”, Janek z „Karmika Jankowego” czy dzieci z „Harcerzy na zlocie” zwyczajnie irytują zaangażowaniem w skompromitowaną ideologię, którą próbują nas oczarować. Chociaż fabuła jest prostacka, aktorstwo mierne, a przekaz pozostaje ideologiczny, to na uwagę zasługują zdjęcia. Przede wszystkim te kręcone ręką Mieczysława Jahody, który stylowo sportretował młodych bohaterów „Karmika Jankowego”.

Temat dziecka pojawił się już w debiucie Hasa z 1947 roku, którym był jedenastominutowy średni metraż „Harmonia”. Reżyser przywołuje tu pozytywistyczne postulaty, wywiedzione z „Janko muzykanta” Henryka Sienkiewicza, dotyczące ograniczonych możliwości rozwoju talentu dzieci, niemających „właściwego” pochodzenia. W „Harmonii” po raz pierwszy pojawiły się motywy, które na stałe zagoszczą w długometrażowej twórczości Hasa – poetyka snu oraz „rupieciarnia marzeń”. Pierwszy z nich realizowany jest poprzez rozmyte zdjęcia Adolfa Forberta oraz grę aktorską. Pojawiające się w scenie dzieci wyglądają na nieobecne, wzrok utkwiony mają w jednym punkcie, są jakby zahipnotyzowane muzyką małoletniego bohatera (Tadeusz Owczarek). Drugi motyw wyraża scenografia i plenery. Zagracony antykwariat przedstawia kondycję gromadzącego rzeczy mieszczaństwa. Jest to świat odchodzący, coraz mniej realny.

W twórczości Hasa okno funkcjonuje niczym oko kamery. Jego bohaterowie patrzą przez szybę z nadzieją albo ze strachem. W „Harmonii” z okna widać świat rzeczywisty. Śnić można jedynie w czterech ścianach obskurnego mieszkania. Wyrzucony przez ojca tytułowy instrument rozbija się wpadając do kałuży, co staje się metaforą konfrontacji snu z rzeczywistością, mającej niekorzystny dla tego pierwszego rezultat. Film pokazano szerszej publiczności dopiero w 1981 roku, gdyż zarzucano mu formalizm, zamiast docenić nowatorstwo środków.

Zainteresowaniem publiczności cieszyły się impresje miejskie. „Ulica Brzozowa” (1947) niewiele się różni od Polskiej Kroniki Filmowej. Rażą błędy językowe („trudny orzech do zgryzienia”), irytuje propagandowy charakter. Jednak, jak zauważa Piotr Litka, już tutaj pojawia się osamotniony bohater, wędrujący przez puste przestrzenie oraz osobliwa scenografia ruin, którym Has nadaje poetycki wymiar bezczasowości. Tytułowa ulica Brzozowa staje się miejscem niedostępnym (jeden z bohaterów zamyka przed operatorem drzwi), nieprzynależącym do budowanej, pyszniącej się wznoszonymi blokami, stolicy. Zrujnowane domy pozostaną w obszarze zainteresowań reżysera.

„Moje miasto” (1950) to z kolei nostalgiczna próba powrotu do Krakowa z przeszłości. Wychowany w tym mieście Has przedstawia widzom elementy, które najsilniej zachowały się w jego wspomnieniach. Realistyczną wędrówkę kamery z „Ulicy Brzozowej” zastępują widmowe obrazy miasta, z których najbardziej wyróżnia się stragan z jabłkami. Owoc ten pojawi się w każdym długometrażowym filmie reżysera – od „Pętli” (1957) aż po „Niezwykłą podróż Baltazara Kobera” (1988). Komentujący fabułę, Tadeusz Makarczyński przekonuje, że u Hasa to właśnie jabłko odpowiada proustowskiej magdalence. „Moja miasto” jest najciekawszym z krótkometrażowego dorobku Hasa. Francuskich wydawców film ten zachwycił do tego stopnia, że dołączyli go do DVD z oficjalnym wydaniem „Sanatorium pod klepsydrą” (1973).

„Nasz zespół” (1955) to ostatnie z krótkich dzieł Hasa. Twórca zarejestrował tu próby amatorów z Zespołu Pieśni i Tańca przy Zakładach Mechanicznych im. J. Strzelczyka w Łodzi. Zaangażowanie młodych przodowników pracy (niepozbawione propagandowego akcentu) jest tu kreślone optymistyczną kreską. Komentarz z offu ustępuje miejsca muzyce i tańcu. Zaabsorbowani śledzimy losy glinianego kogucika – zapomnianego wielkanocnego elementu kujawskiego folkloru – który, ulepiony przez wesołe dziewczęta, próbuje znaleźć nabywcę wśród ciekawskich chłopców. Wszystko kończy się szczęśliwie – kogucik zostaje zakupiony, a przedstawienie odnosi sukces.

W dyskusjach i komentarzach po seansach najczęściej padało stwierdzenie, że Has któryś z wyżej opisanych filmów nakręcił, gdyż „takie to były czasy”. Etiudom twórcy „Pętli” nie da się przypisać doskonałości, trudno dziś chylić przed nimi czoła. Jednak odnajdywanie w nich hasowskich „tropów” daje dużą satysfakcję. Mam nadzieję, że wspomniane filmy będą miały okazję dotrzeć do szerszej publiczności, także tej spoza festiwalu.

Tagi: Era Nowe Horyzonty retrospektywa kino polskie Wojciech Jerzy Has Artur Zaborski



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator