G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Nie na własne życzenie - relacja z AFD MovieWro

Autor: Marta Doniec, dodano: 27-04-2011, 01:06

Na kolejnym spotkaniu z AFD "MovieWro" mogliśmy zobaczyć ,,Warszawę do wzięcia”. Zupełnie nieoczekiwanie, dokument Karoliny Bielawskiej i Julii Ruszkiewicz okazał się bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. A przecież mimo, że się do tego rzadko przyznajemy, lubimy widzieć świat przez różowe okulary: przyjazny, bez skazy i pełny bajeczek z ,,happy endem”. To natomiast nie jest piękna historia o kilku dziewczynach z popegeerowskich wsi, które opuszczają pozbawioną perspektyw okolicę i ruszają na przeciw świetlanej przyszłości, czekającej tuż za rogiem.

kadr z filmu "Warszawa do wzięcia"

Po zakończeniu zdjęć okazało się, że efekt końcowy pracy jest inny, niż to początkowo planowały reżyserki. Z założenia miała to być opowieść o ,,stawaniu się”, o przeistaczaniu i odnajdywaniu siebie w Warszawie. Bohaterki do filmu zostały wybrane (ostatecznie zostały nimi trzy dziewczyny wykazujące największą chęć zmiany swojej sytuacji życiowej), kamery włączone, a duet reżyserski zaczął pracę nad obrazem, mającym pokazać sukces młodych kobiet z prowincji w wielkim mieście. Jednak dziewczynom w stolicy wcale nie było łatwo. Jedna z nich – Ania - już po paru dniach poddała się i wróciła do swojej rodzinnej miejscowości. Wiele osób, które wzięły udział w państwowym programie Promocji Zawodowej Dziewcząt, postąpiło podobnie. Dlaczego nie chciały skorzystać z tak ogromnej szansy? Co było słabym punktem projektu warszawskich urzędników? Podczas dyskusji, która odbyła się tuż po pokazie, udało się wskazać kilka przyczyn porażki. Błędem było przede wszystkim tworzenie programu z ,,warszawskiej” perspektywy. Powstawał zza urzędniczych biurek, bez zaznajomienia z realiami popegeerowskich wsi. Według pomysłodawczyń filmu programy aktywizacji zawodowej powinny zaczynać się na długo przed osiągnięciem przez dziewczyny pełnoletności i najlepiej w miejscu, gdzie się wychowywały. Wszak trudno jest przesadzić drzewo, które już dość głęboko zapuściło korzenie…

Przy braku podstawowych „narzędzi” do funkcjonowania w dorosłym życiu (obsługa komputera, znajomość angielskiego, czy chociażby umiejętność sprawdzenia rozkładu pociągów), wyjazd do Warszawy nie ma większego sensu. Lęk przed poznaniem świata, brak wiedzy o tym, że można żyć inaczej i, przede wszystkim, bieda ,,mentalna” (termin stosowany przez autorki filmu), przekazywana z pokolenia na pokolenie, nie pozwalająca na osiągnięcie szczęścia – przy takim bagażu ciężkich doświadczeń nawet najlepsza lekcja savoir-vivre wydaje się śmieszna i bezsensowna. Tu potrzebne było wsparcie, którego dziewczyny, niestety, nie dostały i to chyba stało się główną przyczyną ich porażki. Ale czy na pewno można to nazwać niepowodzeniem? Już sam fakt, że zdecydowały się opuścić swoje domy rodzinne, stanowi dowód ogromnej odwagi. Są wygrane, bo spróbowały. Czujemy jednak w pewnym momencie pewien niedosyt i rozczarowanie, że im się nie powiodło? Jedno jest pewne – za niewykorzystanie ogromnej szansy możemy winić, przede wszystkim, ich destrukcyjne i blokujące rozwój otoczenie, a nie same uczestniczki programu. Nie zrezygnowały z marzeń na własne życzenie.

Wobec dokumentu Bielawskiej i Ruszkiewicz krytycy byli dosyć życzliwi. Nie obyło się jednak bez zarzutów – reżyserki posądzono o to, że pokazują obraz wsi w krzywym zwierciadle, a ludzi w nich mieszkających jako niewykształconych. Film jednak okazuje się być autentycznym odbiciem rzeczywistości ludzi w byłych pegeerach – ,,Nie musiałyśmy szukać dinozaurów. Takich dziewczyn jak nasze bohaterki są setki” – stwierdziła jedna z autorek podczas dyskusji. Patrząc z perspektywy bardziej globalnej można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że takich jak one są tysiące, a może nawet miliony, na całym świecie. Największą zaletą tej produkcji wydaje się być niesamowita uniwersalność, bo sam problem wcale nie jest lokalny, tylko przybiera różne formy w zależności od miejsca występowania. W każdym większym mieście są hermetyczne dzielnice, z których nie sposób się wyrwać.

,,Warszawa do wzięcia” okazała się być filmem nie o zdobywaniu sukcesu zawodowego i towarzyskiego w stolicy, ale o odnajdywaniu własnej tożsamości. Kim chcesz być w przyszłości? Na czym Ci zależy? Co chcesz osiągnąć? – to pytania, z którymi uczestniczki programu państwowego, a jednocześnie bohaterki filmu, miały największy problem. Miejmy nadzieję, że w przyszłości osób bez pomysłu na siebie i na własne życie będzie znacznie mniej.


Tagi: Marta Doniec film AFD MovieWro relacja Warszawa do wzięcia



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/kiedy_rzeczywistosc_daje_po_pysku_mowie_dziekuje/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator