G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Nieskończoność- fascynujący wykład o sztuce, życiu, ludziach i współczesności

Autor: Katarzyna Pilipionek, dodano: 23-02-2010, 11:59

"Nieskończoność" jak większość prac Wojciecha Gilewicza, jest przedsięwzięciem nietypowym i zaskakującym. Artysta zdecydował się pokazać w galerii Entropia obrazy dosłownie niedokończone i tym samym pozwolił widzom wejść w intymny kontakt z własną sztuką, bezbronną i niekompletną.

Wojciech Gilewicz, NIESKOŃCZONOŚĆ [zdj. dzięki uprzejmości artysty]

Obecność widzów, odbiorców sztuki, jest niezmiernie ważna dla artysty, który bardzo często poprzez swoje dzieła wchodzi z nimi w interakcję. Wyraźnie ilustruje to poprzedni projekt realizowany także dla Entropii na przełomie lat 2006/07. Gilewicz umieścił w przestrzeni publicznej prace-kamuflaże, obrazy imitujące otaczającą nas rzeczywistość. Widzowie niczym poszukiwacze zaginionych skarbów, z mapą w ręku poruszali się w obszarze sztuki Gilewicza, odnajdując w wydawałoby się dobrze sobie znanej przestrzeni miasta, jego ukryte dzieła.

Na wystawie "Nieskończoność" widz, poruszając się w przestrzeni malarskiej Wojciecha Gilewicza ma niecodzienną okazję uczestniczenia w procesie twórczym artysty.

Dla G-punktu artysta zdecydował się opowiedzieć o swojej sztuce i o nowej wystawie "Nieskończoność".

Katarzyna Pilipionek: Stosujesz różne formy artystycznego wyrazu: malarstwo, fotografię, a także wideo, która z nich jest Ci najbliższa?
 
Wojciech Gilewicz: Otrzymałem tradycyjne wykształcenie malarskie i myślę, że wbrew pozorom jest to bardzo współczesna i uniwersalna forma opisu rzeczywistości. Wideo, wprowadzając ruch, doskonale uzupełnia malarstwo. Fotografia to w tym momencie dla mnie cykl autoportretów "Oni", nad którym pracuję od 2002 roku.

Bardzo często w obrębie jednego dzieła łączysz różne techniki, w szczególności malarstwo i fotografię …

Takie łączenie technik i technologii stwarza możliwość szerszego opisu rzeczywistości. One się dopełniają. Pokazują te same rzeczy i zjawiska z różnych perspektyw. Dlatego tez zająłem sie wideo. Najciekawsze rzeczy powstają właśnie ze zderzenia kilku języków, gdy jedno zagadnienie opisujesz z wielu stron i poddajesz je analizie z różnych punktów widzenia.

Inspiracje czerpiesz z życia codziennego. Co sprawia, że dany wycinek rzeczywistości zwraca Twoją uwagę i dostrzegasz w nim malarski potencjał?

Wydaje mi się, że rzeczywistość, ta najbardziej potoczna i zwykła, ma w sobie ogromny potencjał. Wszystko zależy od sposobu patrzenia na nią i od naszej wnikliwości, chęci zainteresowania się nią. Najczęściej posługujemy sie pewnymi stereotypami i uogólnieniami, które pozornie ułatwiają nam orientację w świecie. Jednak w chaosie tkanki miejskiej: na ulicach, murach, w przestrzeni publicznej, jest masa fascynujących rzeczy, wystarczy je odnaleźć i zastanowić sie nad nimi.

Twoje malarstwo kamuflażowe oraz związane z nim działania wymagają pogłębionej percepcji widza. Chcesz edukować ludzi poprzez sztukę?

Zdecydowanie tak, choć może też nie do końca wierzę w pracę u podstaw. Nie żyjemy już w pozytywiźmie. Sukces jest już wtedy, gdy ktoś ma ochotę przyjść na moją wystawę. Jeśli sprowokowany wraca do miasta, aby znaleźć w nim ukryte przeze mnie obrazy, to sukces jest jeszcze większy. Staliśmy sie leniwi, bo zewsząd bombardują nas miliony wizerunków, a jedyną naszą obroną staje się obojętność. To naprawdę miłe, kiedy odbiorca spędza chwilę czasu, aby zastanowić się nad tym co widzi.

Opowiedz o swoim nowym projekcie, w którego skład wchodzą płótna prezentowane obecnie w Entropii. Skąd wziął się pomysł obrazów-plakatów?

To taki mały wycinek z życia. Nisze w metrze nowojorskim. Jest ich tysiące, wszystkie tego samego rozmiaru. Moje obrazy odwzorowują je w skali 1:1. Historia sztuki przeżywała często trudne czasy, niejednokrotnie toczono boje i intelektualne batalie, by pokazać wyższość jednego kierunku nad drugim. Tutaj na tym małym wycinku rzeczywistości znajduje się nieskończona ilość języków malarskich: jest hiperrealizm (fotorealizm), abstrakcja (geometryczna, informel, action painting), liternictwo, pejzaże, martwe natury, pornografia. Co ciekawe - to nie dotyczy samych plakatów, ale również spontanicznych, przypadkowych, a czasem całkiem przemyślanych akcji, domalowań czy wlepek, ale też aktów wandalizmu lub wprost przeciwnie, zamalowywania kolejnych nisz przez pracowników metra, aby jakoś wizualnie je uporządkować. To wszystko naraz jest dla mnie fascynującym, mimowolnym wykładem o sztuce, życiu, ludziach i współczesności.

Na wystawie możemy oglądać również wideo, na którym poddajesz różnym, głównie destrukcyjnym zabiegom, białe, monochromatyczne obrazy. Wiem, że film wynika ze specyfiki otoczenia, w którym był kręcony, jednak można w nim także dostrzec pewne nawiązania do kryzysu malarstwa. Sam często korzystasz z możliwości jakie daje wideo-art. Czy według Ciebie malarstwo przeżywa kryzys?

Malarstwo nie przeżywa kryzysu i nigdy go nie przeżywało. Ono jest natury ontologicznej, a nie historycznej. Zmienia się świat, wszystko staje się bardziej skomplikowane, pojawiają się nowe media, nowe techniki i technologie. Wśród nich swoje miejsce w dalszym ciągu ma malarstwo, już nie na zasadach prymatu, ale współistnienia. Malarstwo zawsze było, jest i będzie. Obecnie jest mniej klasycznych malarzy, bo sztuka znacznie poszerzyła swoje kręgi. Współcześnie, będąc artystą, można robić wideo, akcje społeczne, pracować z bezdomnymi czy konstruować maszyny, wcale nie trzeba być malarzem, rzeźbiarzem czy grafikiem. Nie trzeba posiadać warsztatu rzemieślnika sztuki, żeby się nią zajmować. Zresztą te czyste kategorie coraz bardziej się dewaluują. Kiedy ktoś mnie pyta kim jestem, odpowiadam, że artystą i nie zawężam tego tylko do malarstwa.
Tak naprawdę badam granice malarstwa. Na filmie maluję na biało obrazy i poddaję je działaniom różnych ludzi pracujących w zakładach wytwórczych w Bat Yam, w Izraelu. I tak jeden obraz jest pocięty cyrkularką do drewna, inny posypany ziarnami w piekarni, jeszcze inny oblepiony opiłkami sypiącymi się przy obrabianiu metalu. To wszystko to też trochę cyniczny komentarz do prac tak zwanych "zaangażowanych", bo taki miał być w zamierzeniu ten projekt. Kilkunastu artystów z całego świata zostało zaproszonych przez Muzeum, aby na swój warsztat wziąć zaniedbany i trochę zapomniany teren dzielnicy przemysłowej. Powstawały kolorowe rzeźby, marmurowe podłogi, pokazy świetlne. Ja chciałem zapytać, robiąc mój projekt, jaki jest cel tego typu akcji? Czy proste czynności, wykonywane przez ludzi pracujących w tych zakładach, potrzebują artystycznych ozdobników.

W przypadku wystawy „Nieskończoność"  zdecydowałeś się pokazać płótna dosłownie niezakończone, w trakcie procesu twórczego. Dla artysty jest to odważny krok, nie miałeś momentu wahania?
 
Do samego otwarcia wystawy. Potem następuje już ten moment, kiedy twoje prace są oglądane, w pewien sposób zawłaszczane przez innych ludzi, którzy na nie patrzą, rozmawiają, komentują, śmieją się... Wtedy nie ma już żadnych wątpliwości, bo wszystko staje sie faktem. Obrazy nie są już twoje, nie masz na nie żadnego wpływu. One stają się niezależnymi bytami.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego zdecydowałem się na wystawę. Galeria Entropia poniekąd uratowała te obrazy, odsunęła w czasie moment ich dalszego przemalowywania. Są one malowane warstwowo, każda warstwa to swego rodzaju autonomiczny obraz. Pojawiają się nowe wizerunki, plakaty, napisy, klisze. Myślę, że po tej wystawie będzie mi o wiele trudniej pracować nad tymi obrazami, bo wyrwały mi się gdzieś spod kontroli i zaczęły już żyć swoim życiem.


Wystawę Wojciecha Gilewicza pt. "Nieskończoność" można oglądać we wrocławskiej galerii Entropia do 26 lutego 2010r.

Zapraszamy do fotogalerii z WERNISAŻU!

Tagi: wystawa malarstwo wernisaż sztuka gilewicz entropia



Skomentuj
reklama
http://www.roe.pl/

Utwór Tygodnia

Ramona Falls - Russia


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu