G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

Niezwykły świat dziecięcej wyobraźni

Autor: Ilona Rodzeń, dodano: 07-02-2012, 15:10

Książki dla dzieci i o dzieciach nie są tylko dla najmłodszych, bowiem często zdarza się, że to dorośli mogą wyciągnąć z nich najwięcej wniosków. Dzieje się tak w przypadku „Bezludnego raju” Any Marii Matute. To poruszająca opowieść o samotnej dziewczynce, która wyobraźnią i przyjaźnią rekompensuje sobie brak miłości ze strony rodziców. Historię tę powinien przeczytać każdy dorosły. Ku przestrodze.

Hiszpania, pierwsza połowa XX wieku. Adriana, główna bohaterka „Bezludnego raju”, to typowa nieszczęśliwa dziewczynka z typowego dobrego domu. Rodzicie nie kochają ani jej, ani siebie nawzajem. Wyobcowana, przez rówieśniczki wyzywana od dziwaczek i izolowana, żyje w cieniu starszego rodzeństwa. Znajduje jednak sposób na samotność – życie we własnym wyimaginowanym świecie, w którym zwykły przydomowy ogródek staje się ogrodem tajemniczym, żyrandol nabiera magicznych zdolności, a dom nocą staje się prawdziwym rajem pełnym jednorożców. Świat Adriany pokazuje nam, jak niesamowitym zmysłem jest dziecięca wyobraźnia, której niektóre wytwory wydają się wręcz absurdalne i groteskowe.

Jednak wszystko zmienia się, gdy dziewczynka poznaje swojego sąsiada, młodego Rosjanina imieniem Gawryła. Jest synem tancerki, co w świecie ówczesnych konwenansów automatycznie stawia go na samym dole społecznej drabiny i oznacza wyobcowanie. To właśnie poczucie samotności pomaga Adrianie i Gawryle się zaprzyjaźnić, a jej uporządkowany świat staje na głowie. Przyjaźń otwiera przed nią zupełnie nowe możliwości, a chłopiec pomaga jej odkryć nieznane wrażenia, jakich dostarcza wyobraźnia. Oboje kochają czytać książki, bawią się wspólnie w teatr i rozumieją się bez słów. Wraz z dorastaniem tej dwójki zaczyna rodzić się między nimi uczucie, które niepokoi matkę dziewczynki – bo jak jej córka, młoda dama, może przyjaźnić się z synem tancerki?

Adriana była ofiarą ówczesnych konwenansów. Ze względu na swój nietypowy charakter i sposób bycia nie została zaakceptowana przez szkolne koleżanki, co utrudniło jej realizację często powtarzanej przez mamę i nianię zasady: dziewczynki bawią się z dziewczynkami, a chłopcy z chłopcami. Przyjaźń z Gawryłą, która wzmagała jej krnąbrność, dolała tylko oliwy do ognia. Mając świadomość, że nigdy nie będzie tak piękna i grzeczna jak starsza siostra Christina, że nie spełnia oczekiwań mamy i że nie przyjaźni się z dziewczynkami w jej wieku i o podobnym statusie społecznym, Adriana często mówi o sobie, że jest zła. Takie przejawianie przez dziecko świadomości własnej, nieakceptowanej przez bliskich, inności jest czymś porażającym i smutna, a wynika tylko i wyłącznie z braku miłości ze strony przede wszystkim rodziców. Być może dlatego świat dorosłych, zwanych przez nią olbrzymami, nie jest dla Adriany ani trochę atrakcyjny. W dodatku nie akceptują jej rówieśnicy, nic więc dziwnego, że jak w raju czuje się we własnym domu dopiero nocą, kiedy wszyscy śpią.

„Bezludny raj” nie ma wartkiej akcji, nie trzyma w napięciu i nie szokuje zwrotami akcji. Ba, czasami niektóre przemyślenia małej bohaterki mogą wydać się absurdalne i niezrozumiałe. Wszystko dzieje się tu powoli, a wyjątkowo barwne i pomysłowe opisy spowalniają i tak już spokojną akcję. Jednak od lektury tej książki nie sposób się oderwać. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, bo lektura nie powala i nie zaskakuje. Zakładam, że to wszystko za sprawą magicznej atmosfery, jaką przesiąknięta jest opowieść Adriany. Dziewczynka ma tak niesamowitą i bogatą wyobraźnię i opowiada o trudnych sprawach w tak prosty sposób, jak tylko dzieci to potrafią. Jest też niezwykle wrażliwa i ma przygnębiającą świadomość, że nikt nawet nie próbuje jej zrozumieć i pokochać. To wykształcone w dzieciństwie uczucie towarzyszyć jej będzie zapewne dosyć długo.

Ana Maria Matute prowadzi narrację w pierwszej osobie, być może dlatego, że przedstawiona historia jest częściowo autobiograficzna. Ta hiszpańska pisarka pisze także dla dzieci i pewnie dlatego z taką łatwością wczuła się w ich świat. Pisze prosto, ale bardzo plastycznie. Z jednej strony pokazuje nam, jak wrażliwe, a zarazem kreatywne są dzieci, i że można się od nich naprawę dużo nauczyć. Z drugiej uczy nas, że inność nie powinna być postrzegana jako zło, przyjaźń nie zna podziałów, a miłość tak samo, jak może uskrzydlić, może też skrzydła podciąć. „Bezludny raj” zmusza nas do refleksji nad samym sobą i nad osobami z naszego bliskiego otoczenia, co w dzisiejszym zabieganym świecie na pewno się przyda.

Ana Maria Matute, Bezludna wyspa, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011. 

Tagi: Ana Maria Matute Bezludna wyspa wydawnictwo W.A.B. powieść recenzja Ilona Rodzeń



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.szczyt-kultury.pl
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator