Zrealizowana na podstawie głośnej powieści „Kobiety bez mężczyzn”, niemiecko-austriacko -francuska koprodukcja właśnie dotarła do polskich kin. W swoim debiucie filmowym, Shirin Neshat zdaje się podważać treść greckiego przysłowia, w którym kobiety bez mężczyzn określa się mianem „statków bez steru”. U irańskiej reżyserki, statki te samodzielnie wypływają na pełne morze, a co więcej – do pewnego czasu – zdają się im towarzyszyć jedynie pomyślne wiatry.

Iran, lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. Na teherańskich ulicach pojawiają się demonstranci, a w powietrzu zapach nadchodzącej rewolucji. W atmosferze niepokoju o los irańskiego państwa, poznajemy cztery kobiety, których życia znalazły się w równie dramatycznych punktach. Zinat właśnie rozstała się z mężem, którego tak naprawdę nigdy nie kochała. Zarin jest prostytutką. Munis to zafascynowana polityką, opierająca się zamążpójściu, trzydziestoletnia Iranka. Faezeh wreszcie, to nieszczęśliwie zakochana dziewczyna, zgwałcona przez dwóch przypadkowych mężczyzn. Te cztery pozornie tak od siebie odmienne historie, splatają się ze sobą, kiedy wszystkie kobiety trafiają do owocowego sadu , przypominającego nieco tajemniczy ogród z powieści Frances Burnett. Podczas gdy odnalezienie Boga w teherańskich świątyniach wydaje się być niemożliwe, wytworzona w sposób naturalny przestrzeń sacrum , w szybkim tempie staje się miejscem oddechu, modlitwy i swoistego odrodzenia. Reżyserka proponuje nam swoją własną wizję dotyczącą przedstawienia toposu biblijnego Edenu. Kobiety pięknieją i nabierają sił, przypominając rozkwitające w ogrodzie kwiaty. Niestety, drzewa rosnące w sadzie dość szybko zaczynają uginać się – nie tylko pod ciężarem owoców, ale i emocji oraz problemów, które się w nim kumulują. To zbyt dużo, nawet jak na rajski Eden. Podczas gdy ogród zaczyna przekwitać, obumierają i pozornie odrodzone kobiety, które zdają sobie sprawę, że podjęta przez nich próba oswobodzenia się z więzów brutalnej rzeczywistości, zakańcza się właśnie fiaskiem.
Film „Kobiety bez mężczyzn”, mimo – jak mogłoby się zdawać – sympatyzującego z ruchem feministycznym tytułu, tylko do pewnego momentu swego trwania, mógłby usatysfakcjonować jego przedstawicielki. Początkowo wydaje się, że kobiety porzucające Teheran i rozpoczynające całkowicie nowy, samodzielny tryb życia, mogłyby z powodzeniem stać się inspiracją dla ruchu kobiet niezależnych. Kiedy w jednej ze scen widzimy Zarin, „sadzącą” w ziemi papierowe kwiaty, przeczuwamy, że jest to już tylko nieśmiała próba utrwalenia chwilowego szczęścia, odnalezionego w ogrodzie – nawet jeżeli jedyną szansą zatrzymania trwającej chwili, jest sztuczne upiększenie rzeczywistości. Wydarzenia powoli zmierzają jednak do dramatycznego finału, gdzie skrajne emocje wejdą ze sobą w bliskie interakcje, a radosna zabawa będzie trwała tuż obok umierających za ścianą: nadziei, miłości, a nawet samego człowieka.
Mimo umieszczenia wydarzeń na tle o charakterze politycznym, nie przysłania ono najważniejszego tematu filmu. Nawet propagandowe ulotki i gazetki, rozrzucane w konspiracji przez opozycję, zatytułowane „Ku przyszłości”, nasuwają na myśl wiarę reżyserki w zmianę sposobu myślenia irańskiej społeczności. Wiarę w rewolucję, ale tę „umysłową”. W „Kobietach bez mężczyzn” cała akcja spowita jest lekką aurą surrealizmu. Zarówno początek, jak i koniec filmu spięty jest klamrą, którą stanowi śmierć jednej z głównych bohaterek. Jako widzowie, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy cały okres „pomiędzy”, nie jest jedynie pewną wizją bądź snem. Niektóre sceny wydają się być jednak zbyt abstrakcyjne, nawet jak na film niepretendujący do bycia hiperrealistycznym. Może to wywołać lekką konsternację. Dodatkowo, niekiedy odnosimy wrażenie, że świetny pomysł, jakim było wykorzystanie historii czterech bohaterek, nie został maksymalnie wykorzystany. Film w niektórych momentach jest po prostu zbyt przewidywalny.
Shirin Neshat znana jest przede wszystkim jako artystka video artu, toteż dużym atutem produkcji są zdjęcia. Najpiękniejsze z nich przedstawiają ogród – jego tajemniczość, a zarazem niezaprzeczalny urok, co daje widzom poczucie obcowania z miejscem niezwykle ważnym dla rozwoju całej akcji. Dosyć istotne jest również ujęcie, przedstawiające odnalezienie nieprzytomnej Zarin przez Zinat. Obraz pływającej bezwładnie po powierzchni ogrodowej sadzawki kobiety, nasuwa na myśl dryfujące wśród kwiatów ciało szekspirowskiej Ofelii. Neshat znana jest z operowania w swoich dziełach kontrastami, których nie zabrakło również w jej najnowszym filmie. Zabieg polegający na odzianiu w kolory czerni i bieli kobiet, podążających ulicami kolorowego miasta, sprawia że odbieramy je jako jeszcze bardziej wyobcowane i osamotnione. Irańska artystka za swój film została wyróżniona m.in. podczas festiwalu w Wenecji – całkiem słusznie.
Niespełna trzy lata temu, środowisko filmowe zachwyciło się filmem „Persepolis” – animacją, której współautorką była inna irańska reżyserka - Marjane Satrapi . Oba filmy łączy podjęcie podobnego tematu, a nawet całkiem podobne umiejscowienie historii w czasie. Pojawienie się na ekranach „Kobiet bez mężczyzn” uświadamia nam, że problem dyskryminacji kobiet w Iranie, nawet przy ostatnim zainteresowaniu mediów, wciąż nie został odpowiednio rozwiązany. Film Neshat, mimo pewnych niedociągnięć, jest niewątpliwie produkcją ważną, dotykającą tematu, o którym warto rozmawiać, a o którym wciąż mówi się zbyt mało. Zarówno jednak dzięki samej powieści Shahrnoush Parsipour, jak i jej ekranizacji (które wciąż wywołują w Iranie mnóstwo kontrowersji), następna próba „oswobodzenia się”, o którym mówi w finale filmu jedna z bohaterek, być może wreszcie zakończy się sukcesem.
Tagi: Shirin Neshat Marjane Satrapi dramat Magdalena Hołub
szotu25-11-2010, 01:56
ja bym tylko drobne wtrącenie w temacie tytułu. mam wrażenie, że wiele osób nie zauważa, że jamajskie \'no women no cry\' nie zupełnie oznacza \'nie (ma) kobiety nie (ma) płaczu\'. i takoż parafraza nie bardzo trzyma się kupy (że tak kolokwialnie się wyrażę). szotu upierdliwy, ale próbujący trafić w G. :]