G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

O praniu, fotografii i swędzących ranach. Rozmowa z Agatą Kalinowską

Autor: Magda Zięba, dodano: 23-12-2009, 19:44


Agata fotografuje i pisze bloga, ujawniając absurdalną stronę rzeczywistości. Traktuje życie z ironią i ogromnym dystansem, a wrażliwość ukrywa w słoiku po dżemie malinowym z pokrywką pozostałą po kiszonych ogórkach. Jest niebanalną postacią, a kiedy mówi, to naprawdę chce się jej słuchać.
Dla G-Punktu opowiada po trochę o wszystkim i o niczym oraz o ostatniej wystawie jej zdjęć - "Jak się goi to swędzi" w Galerii Szewska 36 (4-17.12.2009).

Jak się goi to swędzi, proj. mamaryba

Magda Zięba: Co Cię skłania do dręczenia ludzi lampą aparatu fotograficznego? Czy fotografia to Twój fetysz?

Agata Kalinowska: Ciekawość na pewno, trochę też obsesja. Fotografia to wyćwiczone patrzenie, więc jest to dla mnie rzecz najbardziej naturalna pod słońcem.

Co byś robiła, gdybyś nie fotografowała?

Przez całe dzieciństwo powtarzałam, że chcę zostać sprzątaczką, więc pewnie zamiatałabym na Wall Street.

Wystawa Twoich fotografii w Galerii Szewska 36 jest drugą wystawą Twoich prac we Wrocławiu. W Falansterze zaprezentowałaś fotograficzne portrety w czerni i bieli. Jest Ci jednak bliższa estetyka brudno-kolorowego świata, dlaczego? Uważasz, że rzeczywistość jest raczej brudno-szara czy zabrudzona?

Portrety gejów i lesbijek, które powstały w ramach serii "Yes I am", były trochę ćwiczeniem z rzemiosła i jako projekt też miały lekko polityczny wydźwięk. Ja uciekam od polityki, poza tym zdecydowanie bliższa jest mi estetyka snapshotów, bo wolę fotografię agresywną, fleszową i kolorową, z przypadku. Dlatego z "Jak się goi to swędzi" utożsamiam się o wiele mocniej. Myślę, że spojrzenie na świat jest zawsze zapośredniczone jakąś intencją, moja intencja rzeczywiście jest taka, żeby trochę zabrudzić, ale rzeczywistość sama w sobie jest po prostu rzeczywista i przez to tak naprawdę niedostępna.

Prowadzisz bloga fotograficznego, więc większość zdjęć została już opublikowana. Czy wcielenie ich w materialną formę było wobec tego konieczne? Wolisz sztukę zakotwiczoną materialnie, a nie ulotność wirtualnych obrazów? A przecież Twoje zdjęcia to esencja tego, co chwilowe, raczej nieuchwytne...

Tak, ale tutaj dochodzą prozaiczne problemy jak jakość skanów, docieranie do szerszej publiczności, tworzenie pewnej historii przez zestawianie zdjęć ze sobą. Blog jest blogiem i jego celem jest pewna regularność, trochę też funkcjonuje jako blog środowiskowy, nie oszukujmy się. W bardzo prosty sposób przekonałam się, że dobra odbitka albo wydruk zdjęcia to coś zupełnie innego niż miniaturka dostępna w internecie; poszłam raz na wystawę George'a Crewdsona w Pradze i nigdy więcej jego zdjęcia nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak na tamtych odbitkach. Internet i słabsza jakość zdjęć to pewien standard, ale trzeba drukować, żeby odbiór był pełny.

"Jak się goi, to swędzi" - czym jest i czym objawia się to metaforyczne swędzenie? A co z rozdrapywanymi ranami?

Znasz uczucie guli w gardle albo wrażenie, kiedy nagle ogrania cię chłód i z miejsca tracisz apetyt? Albo motylki w brzuchu? Oddzielenie ciała od emocji jest niemożliwe, więc ciało nieuchronnie staje się wektorem tych emocji. Metafora gojenia i swędzenia jest bardzo prosta, dlatego tak bardzo mi się podoba. Wszyscy czasami rozdrapujemy wewnętrzne rany tak samo, jak zdrapujemy strupki. Taka jest ludzka natura, trochę przewrotna, jednak.

Co Cię skłania do pokazywania świata ludzi, którzy nie są przecież ani piękni ani wylansowani, nurzają się w dymie papierosowym i wyczyniają głupstwa podczas imprez w Niskich Łąkach?

Ja pokazuję taki świat, jaki znam. Nie towarzyszy temu jakaś głęboka refleksja o pokoleniu albo środowisku, chociaż aparat pozwala mi na chwilę dystansu. To tak jak powiedziała kiedyś Nan Goldin - robiąc zdjęcia mocniej uczestniczy się w chwili albo nawet to dzięki zdjęciu uczestnictwo staje się możliwe. Niektórzy mają ten defekt, że bez aparatury nadającej sens "momentom",  nie mogą się w nich zatracić. Fotografia to wojna z ulotnością, która jednocześnie jest tej ulotności pochwałą.

Czy dążysz do oddania w fotografiach jakiejś prawdy o ludziach czy raczej skupiasz się na kompozycji i kolorze?

Prawda to mój priorytet, chociaż brzmi naiwnie. Rozmawiałam o tym ostatnio z Kasią Roj, która zapytała mnie czy prawda musi być brzydka. Absolutnie nie. W udawaniu często jest też dużo prawdy, takiej na opak. Co nie zmienia faktu, że praktycznie wszyscy których mam na zdjęciach zwykli mi powtarzać, że nikt im nigdy tak brzydkiego zdjęcia nie zrobił. Myślę, że to mój największy atut.

W jaki sposób dokonujesz weryfikacji dobrych i złych zdjęć? Cenisz sobie minimalizm czy jednak pustka jest dla Ciebie przerażająca?  Poza tym - długie ujęcia czy moment i niespodziewany efekt?

Zdjęcia funkcjonują w zestawach. Każdy upload na bloga jest przemyślany i jeśli jakieś zdjęcie nie pasuje do całości to po prostu wypada z zestawu. Różnica między dobrym, a średnim zdjęciem jest cienka. To się po prostu wie i w tym tkwi cała tajemnica fotografii, że jednak nie ma absolutnych wytycznych. I tak, zdecydowanie fotografuję chwile ulotne, ganiam moment ze swoim fleszem i z tego też powodu używam aparatów typu małpka - są szybkie, precyzyjne i na tyle małe, że nie widać jak się z nimi czaję.

Co sądzisz o opinii, że teraz każdy może robić fotografię, wystarczy dobry aparat i już?

Wystarczy czasami i zły aparat. Nie ma nic nadzwyczajnego w fakcie utrwalania obrazu na matrycy czy kliszy, każdy może to robić. W fotografii chodzi o coś więcej niż utrwalanie obrazu, chodzi o sam obraz.

Jesteś też blogerką, utrwalanie jest dla Ciebie bardzo ważne. Uważasz się za dziecko reality show?

Niezbyt, ale owszem, jest w tym trochę ekshibicjonizmu i on uzależnia.

Jest miejsce na tajemnicę w Twoich zdjęciach?

Tylko i wyłącznie.

Uwaga, teraz czas na absurd. Za dużo już tej wzniosłości. Ostatnio przytoczyłaś historyjkę o kobiecie w balii piorącej, swoje skarpetki pierzesz w pralce czy ręcznie, używasz płynu do płukania tkanin?

Piorę w pralce na programie do bawełny przy 40 stopniach i wszystko na raz. Moje ubrania są bardziej szare niż czarno-białe.

Pranie brudów czy czystka zatem?

Czystka, eksterminacja, mord na smrodzie.

Homo... wiadomo czy nie wiadomo?

Homo - wiadomo i nie ma zmiłuj.

Zamierzasz być sławna?

Wszystko mi jedno. Wolę być ceniona.

I tego też więc Tobie życzę.

AGATA KALINOWSKA (1984) - nieodrodne dziecko wszelkich marginesów, związana z wrocławskim OPT, gdzie uczyła się od samych twardzieli. Skończyła kulturoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim. Na co dzień zagląda światu pod sukienkę. Prowadzi bloga, którego polecamy: www.relativelyhuman.blogspot.com.

Tagi: kalinowska sztuka wystawa wernisaż fotografia



Skomentuj

AVW31-12-2009, 02:53

Bida z nędzom ten blog nieszczęsny. Ma pewnie jakąś wartość pamiątkową dla autorki ale nie wiele więcej. Do publikacji nadaje się może z 10% tych nudnych zdjęć z Niskich łąk czy czego tam... Mniemam, że na wystawie cóś więcej można obaczyć... Ot moje skromne zdanie


mm23-12-2009, 16:06

kalinoska na prezydenta


reklama
http://www.roe.pl/

Utwór Tygodnia

Ramona Falls - Russia


Newsletter

bułgaria domy mieszkalne i wypoczynkowe.
mazury noclegi
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu