G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

Odczarowywanie Orientu

Autor: Łukasz Saturczak, dodano: 23-12-2009, 15:32

W najnowszej książce Max Cegielski stara się udowodnić, że kultura Turcji od zawsze przewyższała kulturę europejską. Jeśli coś zamieniło ludzi w potwory, to na pewno nie religia, ale polityka i próba zmienienia historii kraju oraz wykorzenienie tradycji.

Max Cegielski

Pisarstwo autora „Masali” znacznie się zmieniło. Z zafascynowanego orientem laika, który zachwycał się wszystkim, co nie ma nic wspólnego ze starym kontynentem („Masala” „Pijani Bogiem”), Cegielski stał się uważnym obserwatorem „Inności”. W książce „Oko świata…” pisze tym razem o Stambule. Myliłby się jednak ten, kto spodziewałby się kolejnego przewodnika, czy wymyślnych historii mających tyle wspólnego z prawdą, co niektóre wypowiedzi przeciwników wejścia Turcji do Unii Europejskiej. Dziennikarz zajmuje się historią, raczej jej zamazywaniem. O co chodzi?

Turcja od 1982 roku jest laicką republiką. Każda demonstracja religijności spotyka się z dezaprobatą władz, a próby wprowadzenia zasad jakiegokolwiek wyznania, w najgorszym wypadku są stłumione przez wojsko. Wszystko to sprawia, że w państwie, w którym jest więcej meczetów niż w całej Europie, obnoszenie się z miłością do Allacha jest mniej tolerowane niż wydawałoby się laickiej, bądź chrześcijańskiej, Europie. Max Cegielski spotyka się z lewackimi bojówkarzami, intelektualistami i przedstawicielami mniejszości wyznaniowych, aby opowiedzieć o prawdziwym obrazie Stambułu – niegdyś perły orientu, dziś miasta bez historii. Czego by jednak nie powiedzieli bohaterowie tej książki, zawsze będą czuć się Turkami. A jak krytyczny nie byłby autor, to i tak dowodzi wyższości kultury Azji Mniejszej. Autor „Oka świata” często swe poglądy i obserwacje popiera cytatami wyciągniętymi głównie z polskiej literatury. Wśród cytowanych znalazł się np. Henryk Sienkiewicz, dla którego ulice tureckich miast były tak brudne jak te… na krakowskim Kazimierzu. Ważniejsze jednak są rozmowy rozgrywające się współcześnie.

Dlaczego? Cegielski przypomina o historii, od Konstantynopola do Stambułu. Udowadnia, że w porównaniu z Europą, w której kwitły prześladowania innowierców, Turcja jawiła się jako państwo tolerancyjne, które cechowała wolność wyznania. Problem w tym, że poszczególni władcy postanowili stworzyć Turcję bardziej europejską od starego kontynentu. Zmiana nazwy na Stambuł, przeniesienie stolicy do Ankary, czy w końcu proklamowanie republiki miało zlikwidować podziały społeczne. Skutki były jednak opłakane. Prześladowanie mniejszości, tłumienie buntów, zamachy. Dziś próbuje się w pewien sposób o tym zapomnieć, by wrócić do czasów orientu, widząc w tym zysk. Wydaje się jednak że jest za późno. Poza tym nie każdy może. Władza ma monopol.

Za przypominanie o historii grożą surowe konsekwencje. Rozmówcy dziennikarza nie chcą ujawniać nazwisk, Noblista Pamuk musiał wyjechać z kraju, bo grożono mu śmiercią etc. Cegielski wysłuchuje tych wszystkich historii nie ze stanowiska człowieka z zewnątrz, przedstawiciela wyższej kultury. Książka momentami wydaje się być polemiką z Orianą Fallaci i jej niesprawiedliwym często atakiem na „inność”. Pisarstwo Cegielskiego zmierza w dobrą stronę. Eseistyczna forma przypomina momentami „Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego. Jestem ciekaw następnych relacji.

Max Cegielski, Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009.

 

Tagi: MaX Cegielski reportaż



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator