G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Osobliwa szajka

Autor: Mateusz Kowalski, dodano: 13-09-2010, 17:47

Nie owijając w bawełnę – „Bazyl. Człowiek z kulą w głowie” Jean-Pierre’a Jeuneta to film udany. Twórca „Amelii” z właściwą sobie lekkością bawi się kinem, prowokując widza do uśmiechu; z niewłaściwą – przyjmuje postać moralizatora, co jednak schodzi na drugi plan. Widzowie – syci tym, co zobaczyli wcześniej – o końcówce filmu gotowi są zapomnieć.

Bazyl

Kim jest główny bohater, Bazyl (Danny Boon), zdradza nam tytuł. Upierdliwy rekwizyt utkwił w jego głowie przypadkowo, a że wyciągnąć go stamtąd nie sposób, to trzeba z nim żyć. Choć życie Bazyla wywraca się do góry nogami, nie traci on pogody ducha. Nawet mimo tego, że karton, pod którym śpi jest za krótki, a od buta odkleja się podeszwa. Jego los odmienia się za sprawą ulicznika Placarda, który zaprasza go do świata ludzkich wyrzutków, na nowo układających otaczającą ich rzeczywistość. Kogo w tym świecie nie ma! Rekordzista Guinnessa w strzale z armaty (z sobą jako nabojem) Thierry Henri (przez „i”, nie przez „y”!), ciemnoskóry etnograf Remington czy tamtejsza babcia Mostowiakowa, trudniąca się mieszaniem zupy Tambouille. Prawdziwy kocioł ludzkich charakterów w baśniowej scenerii wysypiska śmieci.

Jak to w baśniach bywa – najważniejsi są przyjaciele. A skoro Bazyl już ich ma, może przystąpić do odwetu na handlarzach bronią. Tych, którzy wyprodukowali minę, na której zginął jego ojciec i kulę tkwiącą w jego głowie. Jeden z nich to kochanek żony premiera, drugi jest znajomym prezydenta i kolekcjonerem posiadającym m.in. paznokcie Churchilla. To, że nie trzeba być Jamesem Bondem żeby wykonywać karkołomne misje, wiemy choćby za sprawą Johnny’ego Englisha. Z pozoru dorównujący mu intelektem Bazyl, tylko to potwierdza. Co prawda nie ma u swego boku nikogo o urodzie Natalie Imbrugli, ale przecież towarzyszą mu wierni kompani.

Następujący po sobie ciąg zdarzeń, udowadnia że intelekt Bazyla został oceniony przedwcześnie. By zrealizować swój plan nie pręży muskuł, nie ma nawet specjalnego farta, a po prostu rusza głową. Klucz do powodzenia akcji tkwi we właściwych informacjach. Sposób ich zdobycia schodzi na dalszy plan. Przyznać jednak trzeba, że niektóre pomysły naprawdę zadziwiają.

Osadzając fabułę w ramach ogranego schematu walki dobra ze złem, Jeunet mógł się łatwo potknąć. Francuz debiutantem jednak nie jest. Tchnął w „Człowieka z kulą w głowie” opary absurdu, napotkane miny rozbrajając humorem. Nic więc dziwnego, że szajka Bazyla w przerwach w akcji rozprawia o istnieniu miniaturowych pigmejów, a handlarze broni urozmaicają rozgrywki piłkarskie umieszczając na boisku minę (swoją drogą, w naszej nudnej jak „Ulisses” lidze pomysł mógłby się przyjąć).

I gdy uśmiech wciąż gości na twarzy widza, zbliża się końcówka filmu. Nachalna, moralizatorska i odkrywająca prawdy powszechnie znane. Taką jak ta o sile Internetu, w którym pewien demaskatorski filmik zdobywa sławę szybciej niż ten, w którym forfiter spotyka się ze szwagrem. Prywatna zemsta na „panach życia i śmierci” schodzi na drugi plan, gdy pierwszy przejmują konteksty globalne. Prawdziwy strzał kulą w płot.

Próba zepsucia ogólnego wrażenia Jeunetowi się jednak nie powodzi. „Człowiek z kulą w głowie” cieszy tak oko (świetne zdjęcia Tetsuo Nagaty), jak i duszę, napawając optymizmem. Bazyl wkracza do panteonu filmowych postaci pozytywnie zakręconych, gdzie czeka na niego spore grono bohaterów filmów twórcy „Delicatessen”. Fejsbukowe „lubię to!”.

 

Bazyl. Człowiek z kulą w głowie (Micmacs à tire-larigot). reż. Jean-Pierre Jeunet, dystr. Syrena Films, 2009.

Tagi: Jean-Pierre Jeunet kina francuskie komedia Matetusz Kowalski



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/miasto_inspiruje_i_przeszkadza/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator