Jest to książka o pamięci, o cierpieniu i nienawiści – napisał Ryszard Kapuściński w przedsłowiu pierwszego wydania zbioru reportaży Pawła Smoleńskiego. Czytając „Pochówek dla rezuna” – opowieść o polsko-ukraińskim konflikcie spod znaku Wołynia i Zawadki Morochowskiej – trudno się z autorem „Cesarza” nie zgodzić. Trudno zaprzeczyć, że opisana przez Smoleńskiego z reporterską beztronnością krzywda w gruncie rzeczy dzieje się nadal. Obcujemy w tym wypadku ze szczególnym typem historycznej pamięci. Tym dotkliwszej, bo żywej mimo upływu lat i symbolicznych gestów pojednania. Tym trudniejszej, bo uwzględniającej głosy obu stron konfliktu – bez jednoznacznego podziału na katów i ofiary.

Smoleński zawarł w dziewięciu reportażach (składających się na rozszerzone wydanie „Pochówku dla rezuna”) istotę dramatu, który apogeum osiągnął na Kresach w latach 40-tych ubiegłego wieku, lecz trwa nadal – w Polsce współczesnej. Czas historyczny i teraźniejszy ulegają w książce wyrównaniu – reporter obrazuje polsko-ukraińską relację zarówno w oparciu o bogaty materiał źródłowy, jak i naoczną obserwację aktualnego przebiegu konfliktu. Pomiędzy rekonstrukcją zbrodni dokonywanych przez UPA w latach 40- tych czy wizją masowych przesiedleń ludności ukraińskiej na Ziemie Odzyskane znajdziemy więc także opis wypadków współczesnych – m.in. bojkotowanego przez przemyskich oficjeli Światowego Kongresu Kresowian, burzliwej debaty nad treścią pamiątkowych tablic lub tytułowego problemu z pochówkiem „rezunów”, pogrzebanych przed kilkudziesięcioma laty w naprędce wykopanym dole. Smoleński zaciera granice między tym, co przeszłe, a tym, co teraz. „Pochówek dla rezuna” wykracza więc poza tradycyjne ramy reportażu, zyskując po części charakter kompleksowego studium historii polsko-ukraińskich relacji – także tych najnowszych. Z jednej strony reporter tworzy przekaz jasny i klarowny – bo skonstruowany z zebranego w terenie i podpartego źródłową dokumentacją materiału, a także rozmów ze świadkami zdarzeń lub zaangażowanymi w problem komentatorami. Z drugiej natomiast – kluczy w odmętach historycznych niedopowiedzeń, wzajemnych pretensji i „niewygodnego” odkłamywania krajowych mitów.
Stereotypowy obraz upowca – rezuna, zbrodniarza, fanatycznego nacjonalisty – ulega w książce zachwianiu, co podkreśla przytoczona przez reportera deklaracja ukraińskiego działacza niepodległościowego, Jewhena Stachiwa: Ja, były członek antypolskiej organizacji, marzę o pojednaniu naszych narodów. Stereotypowy obraz AK-owca – patrioty, męczennika, bojownika o wolność – burzy opis polskiego oficera, odwracającego się plecami do mordowanych przez kolegów z patrolu Ukraińców. Smoleński daleki jest jednak od moralnych rozliczeń i bezrefleksyjnej klasyfikacji: to kat, to ofiara. Właśnie reporterskiemu obiektywizmowi i wielowymiarowości obrazowania zawdzięcza „Pochówek dla rezuna” mnogość perspektyw, z których można rozpatrywać polsko-ukraiński antagonizm. Książka niewątpliwie obfituje w fakty z wielu względów trudne do przyjęcia. Wspomniany przez Kapuścińskiego i podjęty przez Smoleńskiego problem rozpamiętywania historycznych sporów narodowościowych jest bowiem w kontekście polskiej historiografii – a tym bardziej twórczości reporterskiej, podejmującej polemikę z rodzimą przeszłością – szczególnie kontrowersyjny. Prowokował Włodzimierz Nowak, opisując w książce „Obwód głowy” powstanie warszawskie z perspektywy młodego, przerażonego okrucieństwem wojny żołnierza Wehrmachtu – krok śmiały, zważywszy na utrwalony w narodowej martyrologii mit Polaka walczącego. Prowokowała także Anna Bikont, pisząc wprost o dokonanym na Żydach ludobójstwie i polskiej zmowie milczenia w miasteczku Jedwabne. Na tle książek reporterskich o analogicznej problematyce „Pochówek dla rezuna” wypada o tyle ciekawie, że kwestię „złej pamięci” obrazuje w sposób podwójnie zawiły. Pisze bowiem Smoleński o bólu pojednania – doświadczanym jednako przez obie strony konfliktu i może właśnie dlatego niemożliwym do zażegnania.
Współczesnej literaturze faktu, podejmującej tematykę zbrodni wojennych i odkłamywania historycznych mitów, nieobca jest postawa reportera targanego wątpliwościami. Biorąc pod uwagę zawiłość polsko-ukraińskich relacji i ogrom niejasności towarzyszących podjętej w książce problematyce, trudno więc dziwić się wyznaniu autora: Czuję się tak, jakbym brodził po szyję w historii, zawikłanej, pokrętnej, pełnej przedziwnych zwrotów, przynoszącej jedną naukę: nic nie jest dane raz na zawsze. Oprócz – jak można by stwierdzić po lekturze „Pochówku dla rezuna” – wiecznej pamięci o krzywdzie. Niewątpliwie złej pamięci.
Paweł Smoleński, Pochówek dla rezuna, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011
Tagi: Paweł Smoleński Pochówek dla rezuna Wydawnictwo Czarne reportaż recenzja Katarzyna Frukacz