Do miasta jazzu, Wrocławia, zawitał jazz skumulowany w jednej osobie. Pat Metheny. Przy tej okazji postanowiłem przysłuchać się nowemu wynalazkowi jednego z moich ulubionych twórców muzyki jazzowej. Artysta - geniusz, kompozytor, wirtuozer gitary. W tym roku zaskoczył mnie płytą zatytułowaną "Orchestrion". Tytuł zupełnie nie przypadkowo zmodyfikowany, tak jak Pata orkiestra, w której ludzi nie ma wcale.

Pata Metheny’ego nikomu raczej nie trzeba przedstawiać. Pamiętam, że pięć, sześć lat temu przyjaciel, który uczył mnie grać na gitarze, przyniósł mi koncert More Travels z '93 roku. Bardzo rozbawiła mnie straszna szopa na głowie Pata, ale pięć sekund później nie bawiło mnie już nic. To co się działo dalej tylko zachwycało, a gitarę chciałem jak najszybciej oddać potrzebującym z przeprosinami, że w ogóle ośmieliłem się dotknąć ten instrument. Piosenka "Have you heard" na otwarcie koncertu ma tak przejmująco optymistyczną melodię, że ciężko było mi się pogodzić z faktem, że na Ziemi istnieje geniusz muzyczny, któremu raczej nikt nie dorówna. Zaraz potem w dźwięki gitary wplata się wokal i to uczucie znika jak bańka mydlana. Na jego miejsce natomiast pojawia się coś, czego nie jestem w stanie wyrazić słowami. Zresztą posłuchajcie sami.
Tym razem artysta też mnie nie zawiódł i na dodatek zaskoczył. Na festiwalu, nie razem z Pat Metheny Group, ale sam, grał z orkiestrą, a raczej Orkiestrionem. Nie mam nawet pojęcia czy istnieje takie słowo w języku polskim, ale wiem, że wcześniej nie istniało w moim wyobrażeniu. Pat bowiem wymyślił sobie, że stworzy orkiestrę z solenoidów i układów pneumatycznych, podłączy do instrumentów i tak wszystko zaczaruje, że będzie to grało w harmonii z jego gitarą, a tak w ogóle zrobi podkład pod piosenkę. No dobrze, odtwarzam film odsłaniający nieco tajemnicę tego niesamowitego projektu. Powiem szczerze, że kiedy zobaczyłem klawisze fortepianu wciskające się bez żadnej pomocy i, oczom nie wierzę, grające butelki z płynem, to nie wiedziałem czy skupić się na przepięknym jazzie płynącym z głośników, czy na tej całej bezosobowej orkiestrze.
Pat mówi, że projekt Orkiestrion pozwala mu na utworzenie przestrzeni. Uniwersum instrumentalne. Może kontrolować instrumenty w dowolny sposób. Jednak musi poznać ich charakter i jak zachowują się podczas gry. Na filmie pokazuje wibrafon, który gra w harmonii z jego gitarą. Potrafi też podłączyć w ten sam sposób inne instrumenty. To nie jest tylko szczyt geniuszu muzycznego, jakim niewątpliwie jest dla mnie Pat, ale też góra nie do zdobycia dla zwolenników konwencjonalnych rozwiązań technicznych w muzyce. Dźwięk, który gra ta niesamowita orkiestra jest identyczny jak oryginalny. W talerze i bębny uderzają pałeczki, w struny piórka i nie ma w tym żadnych sampli.
Jedyne czego mi brakowało, to wokalu wypełniającego nieco front piosenek. Głębia należy do Pata i trzeba mu oddać, że opanował ją w stopniu zachwycającym słuchacza. Natomiast subiektywnie rzecz ujmując, dopełnienie melodii siłą i barwą wokalnych partii byłoby wręcz definicją rozkoszy muzycznej.
Nie można jednak mieć wszystkiego na raz, kto wie, być może następnym razem Pat zaskoczy nas czymś jeszcze. Chociaż wątpię, żeby zrobił to w ciągu najbliższych lat, to już w ciągu czterech czy pięciu wypatrywałbym powrotu mistrza z kolejną bestią. Wtedy niech wszystkie pop gwiazdki opuszczą głowy i ustąpią miejsca na scenie uwielbienia. Tego właśnie życzę wszystkim. Żeby zrobili na swoich półkach troszkę miejsca dla jazzu. Niekoniecznie klasycznego, ale takiego, który omamia brzmieniem i zachwyca melodią, z pełną mocą elektrycznej gitary i głębokiego basu.
Pat Metheny, Orchestrion, 8 lutego 2010, Warner Music Poland
1.Orchestrion
2.Entry Point
3.Expansion
4.Soul Search
5.Spirit of the Air
Tagi: recenzja płyta 2010 nowości płytowe Pat Metheny Orchestrion jazz Warner Music Poland Łukasz Dziechciarczyk