G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Pisanie z przypadku

Autor: Jarosław Czechowicz, dodano: 22-05-2010, 21:22

To prawdziwe kuriozum na rynku wydawniczym, że pojawia się książka mająca dokładnie tę samą okładkę, co wolumin wydany przed dwoma laty. Tych, którzy debiutancką powieść Grzegorza Miecugowa ujrzą na półce w księgarni, zastanawiając się - „skąd znam tę okładkę?” - pragnę uspokoić, że déjà vu jest uzasadnione – tak samo prezentował się zbiór opowiadań Wojciecha Chmielewskiego „Brzytwa” wydany przed dwoma laty przez Spółdzielnię Wydawniczą „Czytelnik”. Niestety, rozczarować może nie tylko okładka, ale także treść „Przypadku”.

Przypadek

Tytuł wydaje się o tyle uzasadniony, iż od początku lektury można odnieść wrażenie, że to właśnie książka przypadkiem napisana i przypadkiem też wydana (mało starannie, bo zawiera kilkadziesiąt błędów interpunkcyjnych i w związku z tym nasuwa się pytanie, czy to autor ma problemy ze wstawianiem przecinków czy też korektor wydawniczy). Grzegorz Miecugow zajął się czymś, co po prostu mu nie wychodzi – pisaniem. Otrzymujemy historię przewidywalną do bólu (rozwoju zdarzeń i finału można się domyślić już po kilkunastu stronach lektury), zlepek sensacji, ckliwego sentymentalizmu, papierowych postaci i fabuły zmierzającej do finałowej katastrofy, stanowiącej rozwiązanie akcji, nad którą autor zbyt się chyba nie zastanowił.

Marcin Szuster ma dobrą pracę, wyrozumiałego szefa, wspaniałą kobietę u boku i wszystko, czego można pozazdrościć czterdziestolatkowi. Coś jest z jego życiem jednak nie tak, skoro od początku możemy zauważyć, że ma ogromne problemy ze snem i dręczą go wyrzuty sumienia związane z dramatyczną przeszłością i śmiercią brata, za którą czuje się współodpowiedzialny. Szuster pewnego dnia doznaje wstrząsu wywołanego tym, że przypadkiem dostrzega swą kobietę Martę kopulującą z jego szefem, Wielkim Bo. Nie widzi twarzy dziewczyny, ale przed domem pracodawcy stoi jej samochód, a w pokoju na podłodze leżą jej buty. Po ujrzeniu tej dramatycznej dla bohatera sceny, Szuster działa spontanicznie. Naprędce ustala plan słodkiej zemsty na kochankach, na potrzeby którego musi zniknąć z Warszawy, zdobyć fałszywe dokumenty i wyruszyć na południe Europy, zabierając ze sobą ogromną sumę pieniędzy z sejfu swego szefa jako rekompensatę za doznaną krzywdę. Marcin wydaje w tempie ekspresowym euro Wielkiego Bo, przytomnie lokując większą część fortuny na różnych kontach osobistych otwieranych przez jego poczciwego przyjaciela, któremu obca jest chciwość, choć haruje za marną nauczycielską pensję. I zaczyna się szaleństwo – Szuster ucieka, pracodawca go ściga, Marta popada w rozpacz, niczego z zachowania swego mężczyzny nie rozumiejąc, a pieniądze wydawane są na prawo i lewo przez obłąkanego wizją zdrady i zagubionego Szustera.

Do szaleńczej podróży, nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co, zostają doklejone jeszcze osobliwe wątki fałszerstwa na terenie naszych zachodnich sąsiadów, perypetie prywatnych detektywów, wzruszająca historia pewnej pani doktor i jej sparaliżowanego męża, który rozświetli umysł Szustera pretensjonalnymi kosmicznymi metaforami życia, a nad wszystkim unosi się widmo kryzysu ekonomicznego. Z powodu kryzysu euro wydawane przez Szustera staje się coraz droższe, a Wielki Bo najpierw dowiaduje się o samobójczej śmierci swego bliskiego przyjaciela, biznesmena – bankruta, następnie sam poważnie zapada na zdrowiu z powodu informacji o załamaniach giełdowych i finansowych.

Dla zrozpaczonego Szustera nie jest jednak ważny kryzys, lecz rojenie, jakiemu się poddał. Zachowując się co najmniej nieobliczalnie, miota się po polskich miastach i niemieckiej stolicy bez celu i bez sensu, a cała reszta stara się za wszelką cenę trafić na jego ślad, by wyjaśnić, o co tak naprawdę chodzi i przede wszystkim odzyskać skradzione pieniądze. I tak jak Szuster sam nie wie, co ze sobą zrobić, tak czytelnik może odnieść wrażenie, iż nie bardzo rozumie intencje autora. Miecugow napisał książkę o twardym mężczyźnie, który tak naprawdę roztkliwia się nad sobą niczym mały chłopiec. Książkę, w której nie tylko główny bohater zachowuje się irracjonalnie. Jeśli chodziło autorowi o stworzenie zwartej sensacyjnej fabułki, którą po prostu czyta się w pociągu czy tramwaju, nawet mu się to udało. Pytanie tylko, czy medialna popularność autorów wypromuje tego typu książki. Bo jeśli chodzi o Grzegorza Miecugowa, to jego pisanie jest specyficznym przypadkiem. Ciekawszym nawet niż perypetie jego mocno zaburzonego bohatera. Ale takie pisanie to nie literatura - trzeba to wyraźnie i nieprzypadkowo podkreślić.

Grzegorz Miecugow, Przypadek, wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010.

Jarosław Czechowicz ur. 1978, absolwent filologii polskiej UJ oraz Podyplomowego Studium Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ; niezależny recenzent; publikacje m.in. w "Portrecie", "artPAPIERZE" oraz w portalach "Internetowe Imperium Książki", "biblioNETka", "G-Punkt", "Independent.pl". Prowadzi bloga literackiego „krytycznym okiem”.

 

 

 

Tagi: Grzegorz Miecugow Przypadek krytycznym okiem recenzja powieść wydawnictwo Bellona



Skomentuj

mika02-08-2010, 23:42

Recenzent zarzuca autorowi błędy interpunkcyjne, a tymczasem sam się ich nie ustrzegł, zaś dwukrotne użycie w jednym zdaniu wyrażenia "z powodu" w szkołach niższego szczebla niż UJ jest uznawane za błąd...


reklama
Przypadek

Utwór Tygodnia

Fever Ray - Mercy Street


Newsletter

noclegi nad morzem
rysunki na każdy dzień.
Spełniamy marzenia fundacja pomoc dzieciom w Polsce.
aktywizacja osób starszych jest bardzo ważna.
integracja dzieci niepełnosprawnych jest bardzo ważna.
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu