Dobrze pamiętam jedno zdanie z „No Logo” Naomi Klein. Było nieco prorocze. Chodziło w nim o przeświadczenie autorki, że oto nadejdzie pokolenie, które wreszcie powie głośno i swobodnie chrzań się Fukuyama. Ten sam Fukuyama, dla którego demokracja liberalna, kapitalizm i wolny rynek stanowiły koniec historii. Nie ten koniec, o którym mówi kalendarz cywilizacji Majów. Ale koniec w sensie wysiadamy, przyjechaliśmy… nic lepszego nie znajdziemy. Wtedy tylko się uśmiechnąłem. Mogłem sobie wyobrazić młode pokolenie zaangażowane w aktywną i kreatywną krytykę kapitalizmu pod kątem politycznym . Lecz tu, w środku Europy, pokolenie które będzie tworzyć tego rodzaju sztukę!?

I chociaż sam Michał Kmiecik w jednym z wywiadów powiedział, że zbyt wiele osób skupia się na jego wieku, a nie na tym, co on chce powiedzieć, trudno nie uwzględnić jego daty urodzenia. To rok 1992. Jeżeli się nie mylę, autor Wesela i Śmierci pracownika musi mieć lat 19. Zdążył jednak wyreżyserować spektakl Until Lions Have their Historians, Tales of the Hunt Shall Always Glorify the Hunter w Teatrze Dramatycznym w Warszawie oraz Karabiny Yanga Youdego. Dobry człowiek z Hubei, stanowiący koprodukcję Teatru Polskiego we Wrocławiu i Krytyki Politycznej. Jego utwór Wesele trafił do półfinału IV edycji Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, a interesująca nas Śmierć pracownika otrzymała nagrodę jury oraz wyróżnienie przez publiczności podczas tegorocznego konkursu Metafory Rzeczywistości.
Powinniśmy być wdzięczni Adamowi: odebrał nam błogosławieństwo lenistwa i dał w zamian przekleństwo ciężkiej pracy. Mark Twain
Śmierć pracownika nie ma tradycyjnie rozumianej fabuły. Jest to, jak mówi Michał, tekst samplowany. Rozpoczynając się wierszem Broniewskiego Bezrobotny, swobodnie przeskakuje do współczesnej wizji mitu o Tezeuszu. Labirynt Minotaura jako symbol poszukiwania pracy. Znajdziemy również odwołanie do Larsa von Triera, cytaty z Sartre’a, fragmenty Sztuki wojny Sun-tzu, przepisane ogłoszenia i wiele innych. Czasami miałem wrażenie, że autor próbuje wepchnąć w tekst każdą lekturę, którą ostatnio przeczytał. Ale tylko czasami. Dramatis personae – asystenta, posiadacza czy to rozkręcającego – też trudno nazwać pełnokrwistymi bohaterami. Są oni raczej pewnymi aspektami czy przejawami głównego problemu sztuki. Za nazwę tego problemu może służyć tytuł tej recenzji.
Stopa bezrobocia w Polsce wynosi około 13%. Jeżeli w wymiarze makroekonomicznym jest to tylko cyfra, to na poziomie personalnym może stać się prawdziwym horrorem. Zwłaszcza dla ludzi młodych, którzy świeżo po studiach próbują znaleźć na rynku pracy miejsce dla siebie, swojej wiedzy i talentów. I co ja niby mogłem zrobić z tą moją bezrobotnością i nieporadnością życiową zrobić co ja mogłem niż tylko pisać cv i wysyłać cv i pisać listy motywacyjne i wysyłać listy motywacyjne i robić zdjęcia i załączać zdjęcia i przychodzić na rozmowy o pracę i z tych rozmów wracać. Czasami podczas czytania mimowolnie przypominały mi się sowieckie karykatury z czasów zimnej wojny. Czasami widziałem chytrą twarz Lenina. Co mam zrobić jestem made in USSR. Chociaż wielkim błędem byłoby kojarzyć każdą krytykę kapitalizmu z poglądami socjalistycznymi, a zwłaszcza z tym co przez 70 lat działo się w Rosji i okolicach. Podstawowa sprawa brzmi że my rządzimy światem a nami przelewy wami rządzą przelewy i ich braki ale wy nie rządzicie światem lub jego brakiem nas jest na to stać żeby nie musieć pracować i do pracy przychodzić żeby nie siedzieć cały dzień po prostu na Majorce czy gdzie indziej w ciepełku. I jeżeli powyższe ktoś śmiało może nazwać banałem i pewnym toposem zmęczonej kryzysem Europy, to dalej znajdzie tekst, który mnie osobiście przestraszył w sztuce najbardziej. Więc proszę sobie być biednym jak ktoś lubi ale nie trzeba z tym na nasze strzeżone osiedla wchodzić. Boje się że za 10-15 lat z takim hasłem można będzie i wygrać wybory. Ponieważ od myśli, że kto nie pracuje, ten nie je, jest tylko krok do: kto nie pracuje – ten nie głosuje. Powinno się jednak całe świata tego zło ogrodzić w jednym konkretnym miejscu i je tam trzymać niż parcelować na kwadraty cały wielki świat porządnych ludzi tego świata którzy kupili sobie na niego wejściówkę do loży vip.
Jeśli będziesz przykładnie pracował osiem godzin dziennie, może ci się kiedyś uda zostać kierownikiem i pracować dwanaście. Robert Lee Frost
Dla mnie kapitalizm jest jedną wielką metaforą, za pomocą której próbujemy opisać dzisiejszy świat. Jak każda metafora pewne aspekty rzeczywistości podkreśla i uwypukla, inne pozostawia w cieniu . Warto zawsze o tym pamiętać, jak również czasami przypominać, że ta metafora jest tylko jedną z wielu. Nie jest też uniwersalna. Jak świetnie to pokazuje autor we fragmencie nawiązującym do Małych zbrodni małżeńskich Erica-Emannuela Schmitta. Tylko mnie trochę wiesz nie zadowalasz mnie jako moja w ciebie na przyszłość lokata kapitałowa i chciałbym trochę zmienić formę inwestowania w ciebie pieniędzy. Język kupna - sprzedaży wydaje się absurdalny i śmieszny w zastosowaniu do miłości i innych najważniejszych stosunków międzyludzkich. Jednak jeżeli tak nie mówimy (być może to kwestia czasu) to na pewno - chcąc tego czy nie - zaczynamy w podobny sposób myśleć. O czym nas już ponad pół wieku temu ostrzegał Erich Fromm w swojej The Art of Loving. Miłość często nie jest niczym innym jak korzystną wymianą pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy otrzymują maksimum tego, czego mogli się spodziewać, wziąwszy pod uwagę ich wartość na rynku osobowości. Nieco smutne to wszystko. Mam tylko nadzieje że moje dziecko pewnego dnia nie zapyta czy opłaciło się jako długoterminowa inwestycja w przyszłą siłę roboczą? Na coś ponadto trudno liczyć. Chyba, że na Majów z ich kalendarzem.
Śmierć pracownika. Tragedia z życia gospodarczego w której jedynie ja przeżyję Michała Kmiecika przeczytałem w grudniowym numerze miesięcznika Dialog.
Tagi: Michał Kmiecik Śmierć pracownika Dialog