Aleksandria połowy XX wieku to zdumiewająca mieszanka kultur, narodów, języków i religii. To miasto, w którym obok meczetów wznoszą się cerkwie, a przy synagogach stoją kościoły. W tym świecie, w którym sąsiadowali ze sobą Grecy, Turcy, Żydzi, Egipcjanie i Rosjanie wychowywał się mały Andre Aciman. Pisarz urodził się w rodzinie sefardyjskich Żydów w czasach, gdy Aleksandria była nie tylko największym portem Egiptu, ale także miejscem zasiedlonym przez bardzo różnorodnych ludzi. Andre swoje wspomnienia zamknął w sadze rodzinnej pt. „Wyjście z Egiptu”.

Rodzina Andre Acimana wyemigrowała do Aleksandrii z Konstantynopola w latach 30. ubiegłego wieku. Tam też zapuściła swe korzenie. Rządy prezydenta Nassera i wojna, którą prowadził z koalicją izraelsko-brytyjsko-francucką spowodowała liczne nakazy bezzwłocznego opuszczenia kraju przez obywateli „wrogich” państw. Dotknęły one także rodzinę pisarza. Te niepewne czasy, pojawiające się prześladowania sprawiały, że rodzinę Acimana połączyły więzy niezwykle silne, które nigdy później nie były już takie same. W „Wyjściu z Egiptu” autor utrwalił moment, w którym jego wielopokoleniowa rodzina po raz ostatni siedziała przy jednym stole, by później rozproszyć się po całym świecie.
Książkę Acimana zamieszkują ludzie nietuzinkowi. Postacie pełnokrwiste z charakterystycznymi dla siebie nawykami i humorami. Osoby o temperamentnym usposobieniu i różnorakiej mentalności. Pisarz ze swadą nakreślił relacje pomiędzy swoimi babkami: Świętą i Księżną, opisał wzloty i upadki wujostwa, przetaczające się przez małżeństwo rodziców burze i narodziny ich miłości. Naszkicował portret matki, głuchej od dziecka i określanej przez sąsiadów epitetem tarsha. Opisał ich wzajemne stosunki, jej wieczne targowanie się z handlarzami, podniesiony głos i niecodzienny urok. Sportretował swój pobyt w Victory School i związane z nim problemy z nauką arabskiego, kary cielesne i szykanowania, które nastąpiły po wojnie sueskiej. Zwrócił uwagę nie tylko na dyskryminację, ale także na naukę tolerancji, która była konieczna w tym wielonarodowym społeczeństwie.
Na kartach „Wyjścia z Egiptu” słychać gwar ulic i ciszę zaułków niegdysiejszej Aleksandrii. Pisarz oprowadza czytelnika po pełnych smaków i zapachów kolorowych straganach. Przewozi trzeszczącym tramwajem, licząc na głos mijane przystanki. Zachęca do biegu po plaży, by poczuć na policzku dotknięcie odświeżającej bryzy. Sprawia, że odnajdujemy magię wspólnych, wieczornych wycieczek do kina i marszczymy nos czując zapach hilby, który towarzyszył Egipcjanom, pijącym tę substancję w dużych ilościach. Mimowolnie wsłuchujemy się w zawodzący, monotonny śpiew Om Ramadan – praczkio jednym oku, a w myślach nucimy utwory Schuberta, granego na fortepianie przez ciotkę Florę. Tu etniczność zderza się z europejskością, a królujący na salonach język francuski z wszechobecnym w kuchni arabskim. Nowoczesność współegzystuje z tradycją. Granice zaś nieustannie przesuwają się w walce, jaką toczy ze sobą chęć asymilacji z potrzebą odrębności.
Książka napisana jest bardzo dynamicznym stylem. W dialogach odnajdziemy zarówno cięty język, jak i ostre wymiany zdań, dowcipne riposty i zabawne powiedzonka. Żywe, barwne opisy sprawiają, że proza Acimana nie jest jedynie echem odległych czasów. To język, który wprawia w ruch wspomnienia, raz po raz przeżywane na nowo. Gdzieniegdzie pisarz wplata rozmowy z członkami rodziny, które przeprowadził, będąc już dorosłym mężczyzną, wiele lat po opisywanych w książce wydarzeniach. W tych pogawędkach o dawnych czasach pobrzmiewa tęsknota za miastem, które stało się ich miejscem na ziemi i za ludźmi, którzy dawno już odeszli. Pierwszoosobowa narracja tworzy zaś tę cichą, nierzeczywistą atmosferę, charakterystyczną dla rozmów przy kominku, prowadzonych w długie zimowe wieczory. Czytelnik jak dziecko wsłuchuje się w historie opowiedziane przez Acimana. Historie o świecie, który powoli odchodzi w zapomnienie.
Takie książki, jak „Wyjście z Egiptu” udowadniają, że czas można jednak zatrzymać, a pamięć mimo swej ulotności wciąż ma zdumiewającą moc. Wspomnienia wcale nie są czarno-białe. Są tęczowe. Niczym kolaż zbudowany z drobnych przedmiotów codziennego użytku, pokrytych całą paletą olejnych farb wspomnień. Andre Aciman z niebywałym talentem wykroił ze swojej przeszłości kontur tego, co ją identyfikowało najbardziej. Powroty wymieszał z pożegnaniami. Młodość ze starością. Miłość z nienawiścią. Jak to w życiu.
Andre Aciman, Wyjście z Egiptu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009.
Tagi: Andre Aciman Wyjście z Egiptu proza sentymentalna Wydawnictwo Czarne