G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Podróż specjalnej troski

Autor: Marek Olszewski, dodano: 10-11-2010, 00:06

Mogło by się wydawać, że temat drogi został już na gruncie literatury (i nie tylko) wyeksploatowany do granic możliwości. „Dziennik Hadriena i Rumianki” co prawda nie zmienia tego przekonania – nie wnosi bowiem niczego nowego do historii konwencji – niemniej potwierdza, że jest ona wciąż inspirującą formą dla opisywania młodzieńczych aspiracji i otwartości na otaczający świat. Książka ma charakter relacji z czteromiesięcznej podróży 18-letniego bohatera – Hadriena (tożsamego z autorem), który w towarzystwie swej krowy wędruje pieszo przez Francję, zdając się na łaskę bądź niełaskę przypadkowo spotykanych ludzi. Poza zapiskami, wydawca uraczył czytelników także kilkoma zdjęciami z podróży, które wzmagają poczucie autentyczności odczytywanej opowieści.

Dziennik Hadriena i Rumianki

Książka Hadrien’a Rabouin’a miała szansę stać się ciekawym studium socjologicznym, w którym przeglądałaby się współczesna Francja. Niestety, autor zamiast rozbudowanych opisów swoich spotkań z rozmaitymi ludźmi, skupia się raczej na problemach związanych z koniecznością podbicia kopyt Rumianki, mniej lub bardziej korzystnych warunkach atmosferycznych czy brudnych skarpetkach i bieliźnie... Oczywiście „Dziennik Hadriena i Rumianki” należy traktować raczej jako świadectwo odbytej przygody, jednak jej lektura na tym poziomie po pewnym czasie zaczyna wyjątkowo nużyć. Próżno szukać tu wyraźnie zarysowującej się postawy bohatera. Ani nie ucieka on przed cywilizacją (korzysta z telefonów, Internetu etc.), ani nie unika spotkań z elitami (bierze udział w uroczystych bankietach oraz rozmowach z ludźmi kultury, zdobywając w ten sposób nowe znajomości), ani nie buntuje się wobec swojej sytuacji rodzinnej (jest w stałym kontakcie z rodzicami, ciotka robi mu na trasie pranie). Czym jest zatem wyprawa Hadriena? Jaki jest jej sens?

Próbą odpowiedzi na to pytanie wydaje się „Przedmowa” napisana przez zaprzyjaźnionego z bohaterem kowala Jacques’a, który również, podobnie jak Hadrien, odbył w młodości pieszą podróż drogami Francji. Jacques nadaje wędrówce 18-latka moralizatorski wydźwięk: Jestem przekonany, że ma do przekazania pewne przesłanie: niech pokaże młodym ze swego pokolenia, że nie jest „już po wszystkim”, że wciąż istnieją wartości, że po to, by odnieść sukces, trzeba chcieć – i iść do końca ze swoim pragnieniem. W tym kontekście należałoby traktować „Dziennik Hadriena i Rumianki” jako lekturę dla młodzieży i to, jak sądzę, najlepiej by mu zrobiło. Chyba, że ktoś jest szczególnie zainteresowany jak ugotować zupę z owoców dzikiej róży, albo które z przypadkowo zerwanych roślin nadają się do spożycia (książka spełnia również w pewnym stopniu rolę praktycznego poradnika). Oddając sprawiedliwość autorowi, trzeba jednak zauważyć, że jego wyprawa ma charakter performance’u, co najlepiej uwidacznia się w reakcjach ludzi kultury, zainspirowanych otwartością gestu młodzieńca, jego bezpretensjonalnym stosunkiem do własnej niezależności.

Interesującym i znamiennym aspektem wędrówki Hadriena wydaje mi się jego nieustanny kontakt z mediami. Na trasie towarzyszą mu bowiem dziennikarze, patronujący jego przedsięwzięciu. Dzięki ich zainteresowaniu historia 18-latka podróżującego z krową staje się powszechnie znana – ludzie na trasie zazwyczaj rozpoznają Hadriena, proponują mu nocleg i wyżywienie. Tym samym przygody bohatera, który tak wiele zawdzięcza mediom, są pozbawionym krytycyzmu głosem pochwalnym status quo. Co prawda, dziennikarze bywają dla niego irytujący, prowokują go i zmuszają do odgrywania sztucznych sytuacji, jednak nie zmienia to faktu, że ich pracy zawdzięcza sukces swej wyprawy. To również potwierdzenie tezy, że żyjemy w społeczeństwie synoptykalnym, opartym na zasadzie, że „być to być postrzeganym”. Kilkakrotnie zdarza się, że najpierw chłopak zostaje uznany za włóczęgę, po czym rozpoznany jako „ten, który wędruje z krową” z miejsca spotyka się z entuzjazmem ludzi.

Traktując młodość, jako bilet ulgowy autora, nie sposób mimo wszystko zupełnie zamknąć oczy na bijącą z jego zapisków naiwność (przybiera ona postać mimochodem wypowiadanych zdań typu: co mnie pociąga w rolnictwie – bliskość ze zwierzętami, cierpliwość, spokój albo wypowiadanych z pełna powagą truizmów w rodzaju: Wspólnota jest nic niewarta, jeśli nie niesie ze sobą jakiejś nauki lub wzbogacenia duchowego). Z jednej strony pokazuje się jako miłośnik przyrody, z drugiej co chwilę łamie ten wizerunek. Ciekawie można to prześledzić choćby na przykładzie jego relacji z Rumianką. Niby pisze o swej krowie jak o równoprawnej uczestniczce podróży („uczłowieczenie” krowy czasami sięga granic absurdu – zwierzę potrafi dąsać się, być zazdrosną, a nawet „ochrzaniać”), jednak, gdy ta łamie reguły przez niego wyznaczone, pokazuje się jako „pan” i treser. W ten sposób chłopak, który deklaruje chęć uczenia się od natury, góruje nad nią, wyklucza możliwość równorzędnej relacji...

Bohater – rodak Jana Jakuba Rousseau (sic!), zdaje się niechętnie spoglądać w kierunku aglomeracji miejskich, widząc tam jedynie pęd i zakłamanie, jednocześnie idealizując obraz przyrody (jakby w komitywie z nią przestaje się myć, w czym odnajduje pewną radość i „głebię”). Niczym Mały Książę z zaciekawieniem poznaje profesje poznawanych przez siebie ludzi, uczy się od nich podkuwania kopyt, wytapiania stali, lepienia naczyń z gliny, a nawet sztuki kamieniarstwa. Większość z tych, których spotyka na swej drodze wykazuje się niesłychaną wręcz serdecznością, obdarowując Hadriena pieniędzmi, smakołykami, alkoholem (jakby bohater był co najmniej prezydentem Francji, nie zaś skromnym maturzystą). Dość powiedzieć, że na całej trasie w ciągu czterech miesięcy chłopak tylko jeden raz kupuje posiłek z własnej kieszeni!

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obraz Francji, który wyłania się z książki Rabouin’a ma w istocie niewiele wspólnego z rzeczywistością. „Dziennik Hadriena i Rumianki” przypomina mi bardziej czytaną w dzieciństwie powieść Kornela Makuszyńskiego „Wyprawa pod psem” niż przemyślane świadectwo o socjologicznym zacięciu.

Hadrien Rabouin, Dziennik Hadriena i Rumianki, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010

Tagi: Hadrien Rabouin Dziennik Hadriena i Rumianki wydawnictwo Czarne proza podróżna literatura podróżnicza recenzja Marek Olszewski



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.szczyt-kultury.pl
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator