„Kapuściński-non fiction” jest książką ważną nie tylko ze względu na swoją merytoryczną zawartość, ale również dlatego, że wywołała w polskim światku literackim ferment i zmusiła do dyskusji na temat reportażu i zasad pisania biografii. Co wolno reporterowi, jaki jest status faktów w reportażu; gdzie kończy się reportaż, a zaczyna literatura; jak głęboko może posunąć się biograf, przedstawiając swojego bohatera; do jakich granic demistyfikacji legendy może się posunąć, czyli, ujmując rzecz całościowo- wszystko sprowadza się do filozoficznego pytania- czym jest prawda i gdzie leżą jej granice?
Jacek Żakowski w debacie, która toczyła się na łamach „Gazety Wyborczej” zwrócił uwagę na meritum problemu: Stworzyliśmy standard biografii użytkowej. Ma być za albo przeciw. Opisuje wielkość. Albo obnaża małość (…) „Kapuściński – non fiction” się w tym schemacie nie mieści. Domosławski nie pisze przeciw Kapuścińskiemu. Nie pisze też za nim. Pisze o nim. Ta biografia wyłamuje się więc z naszych kulturowych wzorów, a co za tym idzie, pozbawia nas (recenzentów) również narzędzi opisu. Bo co tu oceniać? Ogrom materiałów źródłowych, do których dotarł autor? Fakt, Domosławski wykonał przez trzy lata porządną reporterską robotę, choć według niektórych źródła informacji nie są do końca wiarygodne (np. kobieta, z którą Kapuściński miał trzydziestoletni romans nie chce ujawnić swojego nazwiska, tak jak i kilku innych rozmówców). Odbył podróż sentymentalną śladami swojego Mistrza, gromadząc fakty, które później umieścił w książce. I, podkreślam to jeszcze raz, jest to bardzo rzetelna, niemalże mrówcza praca, ale miejscami Domosławski przesadza, szukając sprzeczności między tym, co Kapuściński umieszczał w swoich książkach, a prawdą .Wystarczyłoby kilka przykładów, ale autor z uporem przedstawia kolejne i kolejne, że w efekcie zastanawiamy się, po co on to robi? Swoją drogą, sprawa tendencja do konfabulacji Cesarza Reportażu nie jest przecież tajemnicą. Kapuściński wszakże opracował swój styl reporterski, nawiązujący do tradycji Melchiora Wańkowicza, w której reportaż oparty jest na efektownym obrazowaniu. Poza tym miał świadomość i o tym zawsze mówił, że radio, telewizja oraz inne media przejęły funkcję informacyjną reportażu, po co więc pisać o tym o czym już wszyscy wiedzą? Reporter musi sięgać „pod powierzchnię”, a jego relacja, by była wiarygodna, musi być pogłębiona osobistą emocją i refleksją.
Niewątpliwą wartością tej biografii jest stworzenie całościowego portretu psychologiczno – moralnego Kapuścińskiego. Domosławski stara się przedstawić i zrozumieć drogę , którą przebył Kapuściński, by stać się autorytetem reporterskim, przedstawia go również jako człowieka, osobę z marzeniami – chłopaka z prowincjonalnego Pińska który wyszedł biedy i ignorancji dzięki sile charakteru i determinacji, bowiem Kapuściński nie wychowywał się w inteligenckiej rodzinie. Kult wiedzy i zamiłowanie do książek nie zostały wyniesione z domu, ale były zakorzenione w reporterze od samego początku niczym wrodzona cecha. Domosławski w pochodzeniu Kapuścińskiego upatruje późniejsze jego lęki i ciągłe dążenie do sławy, chęć bycia na piedestale.
Dużo miejsca w książce zajmuje tzw. „sprawa teczkowa”. Pani Alicja Kapuścińska nie chciała, żeby wspominano w biografii o tym, że jej mąż współpracował z Partią. Domosławski w „Kapuściński-non fiction” przypomina epizod, w którym Kazimierz Wolny- Zmorzyński, znawca literatury i badacz środków przekazu, poinformował Mistrza, że w jednej z poświęconych mu książek znajdą się fragmenty dotyczące m.in. ewolucji jego poglądów politycznych. Kapuścińskie się uniósł: „Nie będzie pan grzebał w moim życiorysie!” i zagroził mu sądem. Teraz jednak reporter nie ma możliwości obrony, ale Domosławski nie wykorzystuje tego. Staje tu po stronie swego bohatera, nakreśla cały kontekst społeczno-polityczny. Fakt, że Kapuściński przez wiele lat był zafascynowany ideą komunizmu, ale autor biografii ukazuje, że ta współpraca ograniczała się do niezbędnego minimum. Domosławski jednoznacznie wskazuje na to, że Kapuściński nie był karierowiczem, który za cenę sławy dopuszczał się czynów, których mógłby się wstydzić. Należał do Partii, bo wierzył, wpadł w pułapkę, w którą większość w tamtym okresie wpadało, ale on nie chciał korzyści, jakie niosła przynależność do Partii, on naprawdę wierzył w jej ideę. Domosławski pokazuje jednak, że nie była to ślepa wiara, bo gdy Kapuściński zdawał sobie sprawę, że Partia odchodziła od swych ideałów, obnażał to ( Domosławski przytacza tu m.in. sławny reportaż o Nowej Hucie). Taki rozdział w biografii jest bardzo istotny ze względu na to, że jest to duża część życia pisarza, która na pewno go ukształtowała. Dzięki partyjnej legitymacji Kapuściński nie tylko mógł podróżować, robić to, co kocha, ale poznał również mechanizmy władzy, o których pisał w swoich książkach.
Niewątpliwie ta biografia to wydarzenie literackie. Pisarz odrzucił hagiograficzną stylistykę, wstał z kolan i spojrzał swemu Nauczycielowi prosto w twarz. Nie bez obaw. Nie bez wątpliwości. Czytelnik co chwilę bowiem natyka się na fragmenty, w których emocje autora biorą niekiedy górę nad dziennikarskim obiektywizmem. Domosławski demitologizuje, ale jest życzliwy wobec swojego bohatera. Jeden mam tylko zarzut do autora – fragmenty dotyczące życia prywatnego, opisujące trudne relacje z córką, relacje z innymi kobietami oraz romans są tej biografii zupełnie niepotrzebne, nic do niej nie wnoszą oprócz poczucia lekkiego niesmaku. Fakt, trzeba przyznać, że Domosławski opisuje wszystko taktownie, nie nadaje tym faktom plotkarsko-skandalicznego charakteru, jednak mimo wszystko narusza prywatną sferę, nie tylko Kapuścińskiego, ale też jego rodziny.
Jedno jest pewne – w Polsce nie mamy wiele dobrych biografii, ale książka Domosławskiego umościła sobie stałe miejsce wśród tych nielicznych pozycji.
Artur Domosławski, Ryszard Kapuściński non fiction, wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2010.
« Poprzednia | Strona: 2 z 2
Tagi: Artur Domosławski Ryszard Kapuściński Kapuściński non - fiction Świat Książki polska szkoła reportażu recenzja biografia