To zadziwiające jak łatwo udaje się autorkom „Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” podbić serca czytelników. Mary Ann Shaffer i Annie Barrows umiejętnie łącząc subtelny humor, wnikliwy zmysł obserwacji i żywy język, napisały pełną ciepła opowieść o niezwykłym klubie literackim i jego jeszcze bardziej niezwykłych członkach. Aż wierzyć się nie chce, że jest to literacki debiut.

Kto by pomyślał, że powieść napisana w formie listów może tak człowieka wciągnąć. Brak tu przecież wartkiej akcji i dramatyzmu. Nie sposób znaleźć zaskakujących zakrętów fabuły, a wszystkie wypadki poznaje się jakby z drugiej ręki. Wydarzenia, o których czytamy wszak już miały miejsce, chciałoby się rzec – wszyscy bohaterowie książki już je znają – i tylko my czytelnicy czekamy w napięciu na to, jak opiszą nam je w listach. Jest w tym trochę pierwotnego zamiłowania do podglądactwa. Cudze listy przyciągają do siebie jak magnes, nawet wówczas, gdy są listami fikcyjnymi, napisanymi przez fikcyjnych bohaterów w jeszcze bardziej fikcyjnej opowieści.
Mary Ann Shaffer i Annie Barrows niecnie wykorzystując tą ludzką słabość, zastawiają na czytelnika sidła, podsuwając mu pod nos prywatną korespondencję stworzonych przez siebie bohaterów. A kto raz w ich pułapkę wpadnie, szybko się nie wykaraska. Panie będą bowiem dwoić się i troić, by zatrzymać złapanego delikwenta w swojej mocy, póki nie przeczyta ostatniej strony książki. Cała ta sztuka uda im się z dwóch powodów. Po pierwsze czytelnik, który w epoce e-maili i sms-ów dawno zapewne nie miał przed oczami prawdziwego listu, zaskoczony będzie uroczą dwuznacznością, przyjacielskimi przekomarzaniami i lekkością pióra, jaką odnajdzie u członków Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Po drugie zasłucha się niepostrzeżenie w opowiadanej przez nich historii. Bo skąd do licha w nazwie literackiego klubu pojawił się placek z kartoflanych obierek i co może mieć z nim wspólnego ukrywane przed Niemcami pieczone prosię?
Ale do rzeczy. Jest rok 1946. Mieszkańcy Londynu zaczynają powoli wracać do normalnego życia. Wśród nich jest Juliet Ashton, miłośniczka poezji Charlsa Lamba i autorka satyrycznych felietonów, wydawanych w czasie wojny ku pokrzepieniu serc. Jednak wojna się skończyła i nie sposób w dalszym ciągu poprawiać morali. Juliet postanawia napisać książkę. Temat do książki pojawia się wraz z popołudniową pocztą. Jest nim list od Dawseya Adamsa - mieszkańca wyspy Guernsey, jeszcze do niedawna okupowanej przez hitlerowców. Dawsey, który przypadkiem trafił w antykwariacie na książkę w przeszłości należącą do Juliet, pragnie poznać jej byłą właścicielkę. Przy okazji opisuje jej fascynujące dzieje mieszkańców wyspy i ich nietypowego klubu literackiego. Wojenne historie wciągają Juliet do tego stopnia, że postanawia przyjechać na wyspę…
Więcej zdradzić nie można, żeby czytelnika nie pozbawić uroku odkrywania tajemnic wyspy i jej mieszkańców. Bo czeka tu na niego cały poczet barwnych bohaterów, których nie powstydziłaby się nawet Jane Austen. Autorzy listów mają bowiem swoje charakterystyczne przywary, sympatyczne słabostki i specyficzne style pisania. Spotkać tu można naprawdę niecodzienny korowód postaci, który miło byłoby mieć za sąsiadów i sąsiadki. Aż smutno się robi na myśl, że wszystko to zostało zmyślone.
Ale smutek to naprawdę ostatnia rzecz, jaka przychodzi do głowy w trakcie lektury „Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”. Jest to książka niebywale wręcz pozytywna, napisana ze swadą i humorem, która raduje do tego stopnia, że podczas czytania nieustannie ma się rogala na buzi. I to chyba jest najlepsza rekomendacja.
Mary Ann Shaffer, Annie Barrows, Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, Świat Książki, Warszawa 2010
Tagi: Mary Ann Shaffer Annie Barrows Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek Świat Książki powieść recenzja Paulina Dreslerska