G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Problemy aktora na wysokości zimnej herbaty

Autor: Aleksandra Kowalska, dodano: 28-12-2009, 22:41

Z Janem Peszkiem - aktorem teatralnym i filmowym, o aktorstwie, teatrze i dziecięcych marzeniach rozmawia nasza redaktorka.

http://www.teatry.art.pl/!Rozmowy/szczesliwis.htm

Aleksandra Kowalska: Ze względu na to, że spotykamy się przy okazji Festiwalu Ewentualnych Talentów Aktorskich, właśnie o aktorstwie chciałabym z Panem porozmawiać. Jak Pan sądzi - aktor, to zawód, czy pasja?

 

Jan Peszek: To jest jedno i drugie. Ja nie uprawiam innego zawodu. Jednak, gdyby zbadać to procentowo, to w przeważającej większości procentami obdarzyłbym pasję. Dla mnie jest to przede wszystkim pasja, dopiero potem zawód. Nie mam innego, z tego żyje i nie narzekam.

 

A czy można być aktorem, jeśli jest się tej pasji pozbawionym, jeśli traktuje się to wyłącznie jako zawód?

 

Można. Ale myślę, że taki aktor nie przekonuje. Publiczność wyczuwa to od razu. Nie sądzę, żeby można było coś wykonywać ciekawie bez pasji. To dotyczy każdego zawodu. Jeśli człowiek nie jest pasjonatem tego co robi, nie lubi tego i nie interesuje się tym, to najczęściej nie osiągnie zbyt wiele.

 

 Więc nigdy nie myślał Pan o tym, dajmy na to, jako dziecko, żeby zostać strażakiem?

 

Oczywiście, że myślałem. To są normalne marzenia. Dzieci z bardzo rożnych powodów potrafią mieć niespodziewane marzenia. Może im się wydawać, że na przykład zawód dozorcy jest nadzwyczajnie ciekawy, albo zawód lotnika - czyli takie zawody, które trudno dziecku w ogóle pojąć. A strażak może być wyjatkowy. Strażak to przede wszystkim bohater, ktoś, kto ratuje z ognia, walczy z żywiołem, taki ekstremalny, graniczny zawód - dla chłopców bardzo pociągający.

 

Jaka jest rola aktora w społeczeństwie? Czy patrząc na czasy, w których Pan zaczynał pracę jako aktor i na czasy obecne, możemy mówić o jej zmianie?

 

Zmienił się zasadniczo punkt obserwacji, zarówno samego aktora jak i społeczeństwa. Zmiana zaszła przede wszystkim dlatego, że pojawiły się mechanizmy rynkowe, w świat aktorski wtargnęła taka prosta, elementarna ekonomia. Zaczęto się tym przejmować. Im więcej jest odbiorców, bez względu na ich jakość, tym te produkty będą się lepiej sprzedawać. A w takiej sytuacji zawsze, a może przeważnie, jakość tych produktów spada. W związku z tym, dzisiejszy aktor popularny to aktor będący bohaterem serialu, sitcomu, telenoweli, quizu, tańca na lodzie. Przeważnie nie jest to aktor zawodowy i nie chodzi tu o wykształcenie, tylko o rozumienie tego zawodu. Pani rozmawia ze mną przed spektaklem [Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego], w którym pada bardzo znamienne zdanie Schaeffera: „Im bardziej sztuka przylega do życia, tym bardziej wulgarne tworzy produkty”. Schaeffer miał na myśli prymitywne, bo sztuka nie jest do powielania życia. Jest do jego przekształcania, transponowania, metaforyzowania, bo człowiek potrzebuje czegoś więcej niż samego życia. A mechanizmy rynkowe spowodowały, iż to, co określa się w tej chwili aktorstwem, jest w gruncie rzeczy powtarzaniem ulicy i nie ma nic wspólnego z aktorstwem, teatrem. W związku z tym ten zawód potaniał. Obserwując zmieniające się twarze w serialach, w większości oczywiście przypadkowe, choć grają tam aktorzy wykształceni, także moi studenci (którym szkoła po nic nie jest potrzebna w tej sytuacji), to się widzi, że to są po prostu ludzie z ulicy. Aktor teraz nie jest kimś wyjątkowym, kimś, kto się zajmuje wyjątkowymi problemami. Problemy aktora teraz są na wysokości podanej zimnej herbaty.

 

Ale, skoro aktor jest produktem, który musi się sprzedać, to czy zostało tu jeszce miejsce dla prawdziwych aktorów?

 

To są elity. Takich aktorów skupiają teatry, które są ostatnimi miejscami, gdzie rzeczywiście aktor może mieć poczucie swojego aktorstwa, swojego bytu. Ja nie dokonuje tutaj żadnego ironicznego podziało na coś lepszego czy gorszego. Dokonuje bardzo prostego wyboru, który jest moim wyborem. Mam do niego prawo, jak i koledzy po drugiej stronie barykady. Na pewno, to co mnie interesuje, to nie jest sztuka masowa.

 

Pracuje Pan ze studentami, więc zapewne bliskie są Panu powody, dla których młodzi ludzie wybierają ten zawód. Co może ich skusić? Blichtr? Sława? Rozpoznawalność? Czy może są też tacy, którzy marzą o aktorstwie z dala od seriali?

 

To jest akurat taki punkt w człowieku constans. To się nie zmienia. Po pierwsze, do tej świadomości, dlaczego się wybrało zawód aktora, się dorasta. A wtedy, kiedy się wybiera ten zawód to najprawdopodobniej, w większości wypadków, myśli się o tej szeroko pojętej akceptacji. Każdy człowiek jej potrzebuje, a ten zawód daje taką bezpośrednią, doraźną akceptację. Jeśli mowa o tym blichtrze, o brawach, rozpoznawalności, to to jest szalenie ważny psychologiczny motyw. Wiele osób na tym kończy, ale wiele, z latami pracy, postrzega, ze to chodzi o coś innego. Aktorstwo staje się sposobem na życie, swoistą autoterapią.

 

Dziś wystawia Pan monodram. Z tym samym zadaniem zmagali się uczestnicy Festiwalu. Mam Jednak wrażenie, że monodram to najtrudniejsze wyzwanie dla aktora. Na scenie jest przecież sam, nie może liczyć na pomoc kolegów. Co czuje aktor, kiedy stoi na scenie zdany sam na siebie i tylko siebie ma pokazać?

 

Muszę powiedzieć, że nie uprawiam gatunku monodramu, choć mój spektakl za monodram uchodzi. Ten tekst został napisany dla mnie w 1963 roku. Tylko dlatego go gram, że się z nim identyfikuje. To jest mój osobisty manifest, jak również pewien zapis stanu teatru sprzed lat. I choć ten spektakl ma już swoje lata, to zmiany w stanie teatru nie są zasadnicze. Monodram nie wydaje mi się najbardziej organiczną wypowiedzią aktora w teatrze. Poza Scenariuszem... nie gram monodramu. Gram go dlatego, że przyjąłem ten tekst jako mój osobisty i nie ma on formy monodramu w tym rozumieniu potocznym. To jest wykład o sytuacji artysty we współczesnym świecie. Ten wykład pęcznieje i zmienia się w trakcie spektaklu. Wygłaszam ten wykład, choć, będąc aktorem, poniekąd też go gram. Monodramom przyglądam się z zainteresowaniem, ale sam się nie podjąłem nigdy, żeby zaadaptować jakiś tekst albo zrealizować spektakl. To wydaje mi się arcytrudne, żeby uzasadnić pobyt pojedynczego aktora na scenie. Kiedy ten aktor wychodzi jako wykładowca - to jest naturalne. Ale kiedy się mówi na głos swoje myśli, to trzeba dobrze umotywować, żeby to było organiczne.




Tagi: jan peszek feta festiwal ewentualnych talentów aktorskich bogusław schaeffer scenariusz dla nieistniejącego lecz możliwego aktora instrumentalnego



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/kiedy_rzeczywistosc_daje_po_pysku_mowie_dziekuje/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator