Miłość fascynuje i przyciąga ludzi niebezpiecznie, kusząc niczym Ewa zielonym jabłkiem. Co jednak, jeśli smak owocu nas rozczaruje, nie do końca spełni nasze oczekiwania? Czy odważymy się spróbować czegoś innego czy uparcie zaczniemy połykać kolejne jabłka w nadziei, że smak któregoś z nich nas zadowoli? Przed takim dylematem stoją właśnie bohaterowie dramatu Andrew Bovella - „Nie do pary” - wyreżyserowanego przez Agnieszkę Olsten.

Scena, na której toczy się akcja spektaklu, została podzielona na trzy części. Każda z nich symbolizowała jakąś zamkniętą przestrzeń – raz bar, raz hotel, innym razem mieszkanie. Ściany, ograniczające poszczególne obszary, zostały ozdobione zdjęciami rodem z australijskiego buszu. W tle sączyła się muzyka w latynoskim stylu. Widzów od razu wprowadzono w upalne klimaty, bo i historia którą mieli obejrzeć, rozgrywała się w gorącej, pełnej napięcia atmosferze.
Na początku poznajemy dwie pary małżeństw- Pete'a i Jane oraz Sonię i Leona. Pozornie wszystko jest między nimi w porządku. Każdy z bohaterów na pytanie czy kocha męża bądź żonę odpowiada bez wahania – tak. Ale mimo wszystko są oni w swoich związkach nieszczęśliwi. Dlatego decydują się na zdradę swojego partnera z przypadkowo poznaną osobą. O tym i konsekwencjach z tym związanych, opowiada pierwszy akt. Zdarza się również, że bohaterowie na moment odrywają się od swoich własnych problemów i zaczynają nam opowiadać o życiu swoich znajomych, których poznamy dopiero w drugiej części spektaklu (dobry zabieg, który umożliwia nam przyglądanie się historii z wielu perspektyw). Oni też nie mogą znaleźć szczęścia w miłości: albo kochają za bardzo, albo za mało, albo są po prostu znudzeni sobą nawzajem.
Często zdarza się tak, że o wyborze określonego przedstawienia, decyduje obsada aktorska. Jeśli chodzi o „Nie do pary” jest ona idealnie skomponowana. W momencie, gdy na scenie pojawiają się jednocześnie Mariusz Bonaszewski i Maciej Tomaszewski nie wiadomo, który z nich bardziej zachwyca i olśniewa, a Katarzyna Bednarz jest wprost stworzona do odgrywaniu ról femme fatale. Jedyna postać do której mam zastrzeżenia to Alby Holder, pełniąca rolę narratorki. Pojawia się ona na początku każdego aktu i streszcza jego fabułę. Pytanie tylko po co mówić widzowi o tym, co sam za chwile zobaczy?
Jeśli chodzi o sam tekst dramatu, jest on dosyć prosty, ale i w nim można doszukać się licznych aluzji i niejednoznaczności. Poza tym twórcy przedstawienia doskonale umieli uwypuklić to, co w przekazie słownym najważniejsze. Spektakl rozpoczyna się w momencie, gdy bohaterowie przybywają dwójkami do pewnego hotelu (Jane towarzyszy Leonowi, a Pete Sonii). W trakcie trwania tej sceny zdarzy się niejednokrotnie, że różni aktorzy wypowiadają te same kwestie w analogicznych sytuacjach. Przez to łatwo zauważyć, jak wiele ich wszystkich łączy. Czasami jednak te same słowa odnoszą się do zupełnie innego kontekstu – tym samym nabierają różnych znaczeń.
Fakt, że podczas trwania powyższej sceny wszyscy bohaterowie przebywają ze sobą w jednym pomieszczeniu dowodzi, że choćby niewiadomo co robili, zawsze ciągnie się za nimi widmo ich partnera bądź partnerki. Obrączka zaczyna ciążyć, jest nieznośnym przekleństwem, ograniczeniem jak smycz u szyi psa...
„Nie do pary” mogłoby być kontynuacją jakieś wielkiej produkcji hollywodzkiej, z której szczerzy się do nas nieznośna momentami twarz happy endu. Na początku każdej znajomości damsko - męskiej jest pięknie i cudownie. Zachwyt, radość, namiętność, ale co z tego wszystkiego zostaje po latach, gdy związek staje się rutyną. Czy bohaterowie spektaklu są faktycznie źle dobrani? A może zaprezentowane postacie nie nadają się po prostu do życia u boku drugiej osoby, może są stworzone do tego, by pozostać singlami? Ale przecież to zwykli, normalni, przeciętni ludzie. Karmieni od dzieciństwa bajkami o uczuciu, które jako jedyne nadaje sens życiu, stali się jego niewolnikami. Czemu właśnie w ich wypadku sen o pięknej, niezwyciężonej miłości nie ziścił się? Czemu musieli tak brutalnie się obudzić? Co jest z nimi nie tak? Nic. I to właśnie jest najgorsze...
"Nie do pary" Wrocławski Teatr Współczesny
reżyseria: Agnieszka Olsten, scenografia: Teodor Sobczak, kostiumy: Joanna Kaczyńska, muzyka: Bartłomiej i Marcin Brat Oleś, układ tańca: Alba Holder, koncepcja świateł: Wojciech Puś
Obsada: Katarzyna Bednarz, Elżbieta Golińska, Renata Kościelniak, Ewa Skibińska (gościnnie), Mariusz Bonaszewski (gościnnie), Tomasz Cymerman, Maciej Tomaszewski, Bartosz Woźny, Robert Wrzosek (gościnnie)
żródło zdjęcia: www.wteatrw.pl
Tagi: nie do pary agnieszka olsten wrocławski teatr współczesny wtw mariusz bonaszewski katarzyna bednarz alby holder mariusz bonaszewski