G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Przegrana z kretesem

Autor: Lech Moliński, dodano: 24-03-2011, 13:31

Polscy widzowie powinni się cieszyć, że w naszym kraju na świat przyszedł i z niego nie wyemigrował Janusz Gajos. Polscy reżyserzy powinni się cieszyć, że pamiętny Janek Kos właściwie każdą postać potrafi natchnąć niespotykaną energią, a już szczególnie radować powinien się Wiesław Saniewski. Gajos w jego „Wygranym” zagrał na takim poziomie, że nikt nie tęskni za planowanym w obsadzie na wcześniejszym etapie produkcji Harveyem Keitelem. Nawet wybitnemu aktorowi nie udało się jednak zamaskować mankamentów całości.

thewinner

Wiesław Saniewski nosił się z zamiarem realizacji scenariusza „Wygranego” już dwie dekady temu. Jednak czas, w którym kultura za sprawą Leszka Balcerowicza miała się wyżywić sama, nie sprzyjał gromadzeniu funduszy na produkcję filmową. Skrypt poszedł w odstawkę, z szuflady został wyciągnięty po kilkunastu latach. Opowieść o utalentowanym pianiście młodego pokolenia Oliverze Linowskym zaplanowano ze sporym rozmachem, angażując w projekt międzynarodowe środki. Jednak w roli Franka Góreckiego, mentora i przyjaciela głównego bohatera, nie ujrzeliśmy ostatecznie hollywoodzkiego gwiazdora, a właśnie naszą rodzimą ikonę aktorstwa. Kryzys ekonomiczny i rezygnacja z udziału w produkcji TVP nieco przyhamowały impet realizacyjny, ale na sprowadzenie nad Wisłę Pawła Szajdy („Pod słońcem Toskanii”) i zatrudnienie polskiej czołówki aktorów (Wojciech Pszoniak, Marta Żmuda Trzebiatowska, Grażyna Barszczewska) wystarczyło.

Wspomniany pianista (Szajda) pogrąża się w marazmie, stopniowo wypala się jako artysta. Czarę goryczy przepełnia odejście małżonki. Wtedy bohater zrywa starannie przygotowywany koncert we wrocławskiej Hali Stulecia, mający inicjować europejskie tournee, czym blokuje sobie możliwość powrotu do Stanów Zjednoczonych i niejako skazuje się na pobyt w nadwiślańskim kraju swoich przodków. Z pomocą przychodzi mu Frank, matematyk grający regularnie na wyścigach konnych, który otacza go iście ojcowską opieką. W filmie przyglądamy się również machinacjom, związanym z ocenianiem sztuki, tutaj rozchodzi się konkretnie o konkursy pianistyczne, ale łatwo przenieść obserwacje Saniewskiego na grunt innej, podobnego typu rywalizacji pomiędzy artystami czy dziełami sztuki.

Poddanie osądowi i refleksji samej idei tego rodzaju zmagań stanowi interesujący punkt wyjścia. Podobnie jak założenie, żeby bohaterowie nie byli typowymi polskimi cierpiętnikami postromantycznymi. Tyle że doskonale wiemy, co jest wybrukowane dobrymi chęciami i jakie znaczenie przy odbiorze mają najsłuszniejsze nawet intencje. „Wygrany” natomiast nie spełnia podstawowej funkcji filmu fabularnego: nie budzi emocji. Z ekranu bije sztuczność, na którą składa się cała gama elementów, począwszy od aktorstwa w stylu Pinokia (Szajda, Żmuda Trzebiatowska), po wyrugowanie z ekranu drugiego planu i statystów. Saniewski już w latach dziewięćdziesiątych miał w swoich filmach problemy z prowadzeniem aktorów, ale pozostałe elementy warsztatu zazwyczaj przekładał na kino przez najmniejszego zarzutu. Tymczasem „Wygranemu” brakuje niezbędnego napięcia, dusi się straszliwie, oddech odzyskując chyba tylko w scenie gonitwy Baden-Baden. Niewiarygodne są także niektóre zachowania bohaterów, począwszy od tego, że Oliver zatrzymał się w rozwoju emocjonalnym na poziomie 14-latka, a skończywszy na postaci demonicznej matki, której finalna przemiana nie znajduje najmniejszego uzasadnienia w akcji, a ponadto została przeprowadzona łopatologicznie. Do tego jeszcze wypadła fatalnie od strony czysto filmowej.

Gdyby skoncentrować się na moralnych dylematach, które w swoim najświeższym filmie chce nam przedstawić Wiesław Saniewski, nota dla „Wygranego” byłaby wysoka. Nieoklepany temat, tak różni od typowych postaci z polskich filmów bohaterowie, aspiracje reżysera do opowiedzenia historii z krzepiącym przekazem – to dawało nadzieje. Niestety, autor „Bezmiaru sprawiedliwości” poległ w miejscu najbardziej zaskakującym, czyli na płaszczyźnie warsztatowej. W efekcie optymistyczny „Wygrany” nie przynosi pożądanej satysfakcji, trudno się nim zachwycić kiedy kolejne niedoskonałości realizacyjne nie pozwalają się skoncentrować na treści.

 

"Wygrany" (The Winner, Polska/Szwajcaria/USA 2011), reż. Wiesław Saniewski, dystr. Forum Film

Tagi: Wiesław Saniewski Janusz Gajos Wojciech Pszoniak Paweł Szajda Lech Moliński



Skomentuj

qkQFZyfjMqqffOBEsPU26-10-2011, 13:48

WBYF8n , [url=http://pdvrmthqzazt.com/]pdvrmthqzazt[/url], [link=http://phtagxiptikr.com/]phtagxiptikr[/link], http://otjioentgmyd.com/


qmuJPBKqL24-10-2011, 14:20

guS8QH , [url=http://tbyxbdlmrqnb.com/]tbyxbdlmrqnb[/url], [link=http://vejvcdddmfey.com/]vejvcdddmfey[/link], http://pmumrqmwrgor.com/


ZonNPudlFxJyWI23-10-2011, 12:12

3nxQTZ <a href="http://ypeagkndzpug.com/">ypeagkndzpug</a>


zHyhJeWiBxYnAHr22-10-2011, 21:08

I thought finidng this would be so arduous but it's a breeze!


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/zainspirowani_swiatem/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator