Blogosfera papierkiem lakmusowym współczesnej kultury? Tę tezę bez problemu dałoby się obronić. W G-punkcie rzucamy światło na najciekawszych polskich blogerów w nowym (chociaż znanym z nazwy) cyklu Punkt widzenia. Teksty do przyłapania w każdy weekend. W tym tygodniu Adrian Fulneczek o debiucie kinowym Richarda Ayoade - "Mojej łodzi podwodnej".

Nie sądziłem, że "Moja łódź podwodna" okaże się uzupełnieniem lektur Jamesa Joyce'a i Oscara Wilde. Film jest świetny, nie wypada go przegapić.
Oglądanie debiutu kinowego Richarda Ayoade zbiegło się u mnie z lekturą "Portretu artysty z czasów młodości" Joyce'a i "Bądźmy poważni na serio" (co za tłumaczenie tytułu..) Wilde. Świetnie się złożyło, bo "Moja łódź podwodna" to kolejny z - z założenia trochę zabawnych - filmów, w którym głównym bohaterem i narratorem jest szukający swojej drogi w życiu nastolatek. Konwencja łatwa i przyjemna, a więc często wykorzystywana (niedawno choćby "Była sobie dziewczynka"). Film Ayoade wyróżnia się jednak wyraźnie wśród tej gromady opowieści o pierwszych miłościach, presji rówieśników i codziennych szkolnych dramatach.
Przywołuję Joyce'a, bo "Moja łódź..." jest też takim powracaniem do wyspiarskiej młodości i wychowania. 15-letni Oliver Tate, którego historię śledzimy w filmie, to oczywiście zupełnie inna para kaloszy (załóżmy, że to określenie ma związek z ważnym fragmentem soundtracku i ostatniej sceny). Nie chodzi do szkoły prowadzonej przez księży i nikt nie namawia go do zostanie duchownym (jak w przypadku sławnego pisarza). Jest jednak tak samo indywidualistą, który od towarzystwa rówieśników woli przechadzki po szarej plaży w swoim małym miasteczku w Walii. "Preferuje własne towarzystwo", bo ma dzięki temu czas na myślenie.
A tego ostatniego będzie potrzebował coraz więcej. Próba zdobycia dziewczyny, próba utrzymania dziewczyny, problemy rodziców... Sporo jak na młokosa, który twierdzi, że jedynym sposobem na poradzenie sobie z życiem jest wyobrażanie sobie siebie w zupełnie innej, oderwanej od tej rzeczywistości. Oliver, zagubiony trochę bardziej niż większość jego rówieśników, zawdzięcza to może swojemu oczytaniu: wie już, które dzieło Szekspira jest tym najdojrzalszym, a poza tym często zajmuje go lektura... słownika, z którego wybiera sobie jedno nowe słowo na każdy dzień. Przy ilości problemów, które spadną w jednej chwili na jego głowę, taka wiedza może jednak nie wystarczyć. Nawet jeśli część z nich "nie będzie wydawała ci się ważna, gdy będziesz miał 38 lat".
Przywołuję Wilde'a, bo dokładnie obmyślony i zawsze celnie uderzający sposób rozwijania fabuły, to też cecha narracji Ayoade. Reżyser prowadzi widza niesamowicie dobrze. Zaskakuje go, bawi, ale przy tym manipuluje jego umysłem. Zawdzięcza to pewnie kilku osobom. Po pierwsze Joe Dunthorne'owi, autorowi opowiadania, na którego podstawie Ayorade stworzył swój scenariusz. Po drugie, swoim montażystom, bo prawie każde ujęcie ma swoją funkcję i wydaje się dokładnie pasować w miejsce, w którym zostało użyte. Zachowując pozory przypadku i chaosu wyciągniętego wprost z umysłu uczącego się życia 15-latka, "Moja łódź podwodna" bawi się w ten sposób z oczami widza. Przyjemność jest jednak odczuwalna obustronnie.
"Celność" Wilde i Ayorade'a dotyczy też stosowanego przez nich humoru. Obaj są Anglikami więc możecie spodziewać się czegoś w rodzaju Terry'ego Gilliama, ale mniej absurdalnego i opartego w całości na rzeczywistości. To jej absurdy wyciąga dla nas Ayorade. I podobnie jak Wilde, reżyser potrafi z wielką gracją przemycić w swoim filmie krytykę szeregu naszych zachowań, rozmieszając nas w ten sposób (związek rodziców, którzy nie kochali się od 7 miesięcy itd.). Co najlepsze, mimo tej komediowej warstwy, im dalej w film, tym bardziej przejęci ("nie na żarty") przygodami Olivera jesteśmy. Może zaczynamy sami wspominać swoją 15-letniość? A może sytuacje, które widzimy należą jednak do grupy na tyle poważnych i ważnych, że pamięta się je również mając 38 lat?
Richard Ayoade wydaje się w to wierzyć, a "Moja łódź podwodna" przekonuje mnie, że tak rzeczywiście jest. W związku z tym, że siła tego filmu w naprawdę dużej mierze jest zasługą reżysera, przyglądajmy się rozwojowi jego kariery kinowej bardzo dokładnie. Oby utrzymał poziom. Wtedy na pewno zacznie otrzymywać liściki z komplementami tej jakości co (zaczerpnięty z filmu - pewnie pochodzący z opowiadania - przykład na świetność dialogów) "jesteś jedyną osobą, której - po zmniejszeniu do mikroskopijnych rozmiarów - pozwoliłbym pływać w swoim ciele". Równie oryginalnymi, romantycznymi i silnymi, co jego debiut.
Więcej nisko-kulturalnych tekstów pod adresem niska-kultura.blog.pl.
YZAprfjyGZKeP14-01-2012, 15:41
SJfgCz , [url=http://ipfkdlbfwizc.com/]ipfkdlbfwizc[/url], [link=http://vrddiozraewj.com/]vrddiozraewj[/link], http://rxylrfbrwecv.com/
WSWhTUMsQUThw12-01-2012, 13:43
r5eCvW <a href="http://aixchystufcf.com/">aixchystufcf</a>
xSbwgWagSAFsCkB09-01-2012, 17:29
4DOuqn , [url=http://lwcczxkkvnlp.com/]lwcczxkkvnlp[/url], [link=http://owdtuepsrapt.com/]owdtuepsrapt[/link], http://mkyrvfudiefq.com/
fhbWDAKYTgIDbseSV09-01-2012, 12:08
ToatXW <a href="http://duecqgdwtyih.com/">duecqgdwtyih</a>
uMAkurIexSKo09-01-2012, 00:49
Articles like this are an examlpe of quick, helpful answers.