Blogosfera papierkiem lakmusowym współczesnej kultury? Tę tezę bez problemu dałoby się obronić. W G-punkcie rzucamy światło na najciekawszych polskich blogerów w nowym (chociaż znanym z nazwy) cyklu Punkt widzenia. Teksty do przyłapania w każdy weekend. W tym tygodniu Adrian Fulneczek o o Lil Wayne'ie.

Straszny prostak ten Lil Wayne. Dlatego bardzo się wstydzę siebie kiedy podoba mi się coś w jego rymach. Na Carterze Czwartym jest tak niestety w miarę często.
Śmiałem się już z Wayne'a na fejsbukowym fan pejdżu bloga, bo rzeczywiście znowu po raz tysięczny używa milion razy konstrukcji z uprawianiem miłości fizycznej z "życiem" (które jest dziwką więc nie będzie dla nas miłe, ale można chociaż...). Ogólnie nie jest zbyt wyrafinowany, może po prostu prosty? No i oczywiście próżny. A jednak zdarzają mu się te przebłyski geniuszu.
Gdzieś na płycie mówi, że wita nas w swoim świecie (trochę jak Grubson). Może tam zasady są inne i 96% tekstów może być o sexie i tym jak Weezy jest w nim dobry? Może dlatego w recenzji "Watch The Throne" próżność twórców przesłoniła mi wszystkie inne zalety ich albumu, a tutaj nie mam o nią pretensji? Może Wayne nigdy nie umiał i nie robił inaczej.
Jest to więc rozrywka prosta i niewymagająca. Może czasem - do rymu - nam uwłaczająca, a jednak pociągająca. Nicki Minaj krzyczała podczas VMA's, że Wayne to najlepszy z żyjących obecnie raperów. Czasami sam boję się tego, ile jest w tym prawdy. On jest właściwie trochę jak chłopak z osiedla, który nigdy nie chciał poza nie wychodzić i mimo że odpycha tych, którzy czytają książki i skończyli szkołę, to jednak jest w swoich małym rzemiośle mistrzem.
Naprawdę. I ja naprawdę się tego wstydzę. Ale chyba po to ten blog. Szukamy poezji w błocie. A "The Carter IV" to chyba najlepsze ku temu miejsce.
Jest tam np. taki "John", bardzo mocny i skoczny, który Weezy zaczyna od słów:
".44 bulldog, my motherfucking pet
I point it at you and tell that motherfucker fetch"
(Jakąś wyobraźnię trzeba jednak posiadać, żeby w swojej broni palnej widzieć psa, którego można w kogoś wycelować i powiedzieć mu "bierz go", prawda?).
Czy dalej "been fucking the world and nigga and I ain't cum yet" (które ma dużo sensu i przesłania jeśli wziąć pod uwagę, że on robi to z tym światem już od paru lat) i utwór "President Carter", gdzie wątek jest, hm, pociągnięty w "I tried to fuck the world and couldn't even get aroused". Zresztą, tam też jest ciekawy pomysł na dokończ sam linijkę "ain't a muthafucker harder than..." (i tutaj głos dopowiada prezydencki tytuł utworu).
Wracając do połączenia życie-dziwka jest też "karma is a bitch, just make sure that bitch is beautiful" ("She Will") lub nieco absurdalne "life's a crazy bitch... Grace Jones". Jeśli przyzwyczaić się do formy w jakiej to podaje, to jego determinacja jest godna podziwu. Wie, że ma tylko tu i teraz ("i don't need a watch, the time is now or never") więc jeśli zdarzy mu się umrzeć, to lepiej, żeby było to śmierć warta przeżycia ("if I die, I die a death worth living").
Weezy jest też jednym z najzabawniejszych raperów. Często załącza swoje nienaturalne śmiechy do utworów, żeby pokazać nam jak dobrze się bawił i cieszył własnymi wynalazkami. Kiedy np. tłumaczy czemu woli być zły niż dobry odnosząc się do zasady powtarzanej już w wielu utworach i na zbyt wielu pogrzebach ("I'm a bad muthafucka because the good die young") albo gdy przekonuje, że wystarczy mu samogłoska "I" (ang. ja), a resztę możemy sobie zabrać ("I'm all about "I" give the rest of the vowels back") Takich smaczków jest jeszcze kilka, może kilkanaście. Czasami pojawiają się znikąd jak wyjaśnienie czemu Wayne nie może znaleźć kobiety swoich snów (gdyż nie sypia: "women of my dreams - i don't sleep so i can't find her") lub personalizacja wolności do roli dziewczyna, która była jego 'dopóki mu jej nie zabrali' ("freedom was my girl until they fucken took her").
Sexu i wagin jest tyle, że ostatecznie musimy przyjać, że to tylko zabawa jęz... słowami autora. Nawet ci niezwykle pruderyjni powinni się przyzwyczaić. Jest zresztą kilka linijek w "So special" (gdzie głosowo udziela się sam John Legend), które dobrze to obrazują:
I spent the night in heaven,
I slept with an angel
And when we finish,
I swear that pussy said thank you
I said, "You're Very Welcome"
I'm so well mannered
(...)
Zadziwiająco, jest też kilka romantyczniejszych i delikatniejszych utworów. "How to love" czy też "Mirror" ze śpiewającym w refrenie Bruno Marsem (utwór, utworem - nie przepadam - ale te bębny w tle!). Czyli teoretycznie, coś dla każdego? W podsumowaniu nadal się wstydzę, że lubię Lil Wayne'a (okres fascynacji mam raczej za sobą, ale z Carter IV na chwilę wrócił), ale może kilka jego wspomnianych pomysłów i rozwiązań lirycznych sprawi, że sprawdzicie. Dobrze ściągnąć sobie jakieś darmowe mixtapy, gdzie lepiej słychać, że to wszystko to przede wszystkim zabawa.
Pointy chyba nie będzie, bo jak naucza nas gwiazda tego wpisu: "today I went shopping and talk is still cheap". Możecie to sobie powiązać z wyborami i zagłosować na Prezydenta Cartera Czwartego. (Pamiętając, że "don't call him Sir, call him surviver...").
Więcej nisko-kulturalnych tekstów pod adresem niska-kultura.blog.pl.
Tagi: Adrian Fulneczek Lil Wayne niska-kultura.blog.pl
JcAVHWMRvjlYwg21-02-2012, 19:13
WnawbE <a href="http://oqcrzlpaixen.com/">oqcrzlpaixen</a>
NkmPVHAZEIUKIkltY17-02-2012, 15:40
HHShPl , [url=http://ajbstmikcuym.com/]ajbstmikcuym[/url], [link=http://xnfiifxjxaxi.com/]xnfiifxjxaxi[/link], http://zlbxytkcinuq.com/
mJwzbPevtKvNklnF16-02-2012, 18:44
e3UHOL <a href="http://iuqjsmnjoeih.com/">iuqjsmnjoeih</a>
jAbufrLOSzX16-02-2012, 15:08
L?Eau d?Issey aaukrt mi tak bardzo nie przeszkadza. Jest czysty, oszczedny. Ale ogolnie i tak nie w moim stylu. I do Cartiera tez mnie nie zacheciles, niestety.