G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Repliki chwiejnej psychiki - opowieść o "Opowieści nr 52"

Autor: Ewelina Burda, dodano: 27-12-2009, 22:20

Wystarczy uprawiać „kawiarnianą” psychologię, aby wiedzieć, że umysł, niczym pancerz, okala ludzką psychikę. Grecki reżyser, Alexis Alexiou, idzie o krok dalej, odrzuca obiegowe sądy i manifestuje, że intelektualny rezerwuar bez trudu przeistacza się w pułapkę. „Opowieść nr 52” to studium przypadku „niewolnika” - replika pewnej historii, którą definiują halucynacje, fobie, paranoje, zachowania kompulsywne i schizoidalne. Śmiem przypuszczać, że Zygmunt Freud nie pokusiłby się o psychoanalizę tego kinowego ewenementu.

Zanim fabuła filmu popada w absurdalną spiralę, przez kilkanaście minut delektujemy się linearną osią wydarzeń. Młody architekt, Jason (Giorgos Kakanakis), urządza kolację, zaprasza znajomych i Penelopę (Serafita Grigoriadou). Piękna kobieta zjawia się spóźniona, od blamażu ratuje ją butelka wina i migdałowe, elektryzujące oczy. Wymowne, przeciągłe spojrzenia zwiastują rychłą strzałę Amora. Etap poznawania, docierania oraz konsumowania zakochani przechodzą w przyspieszonym tempie. Widzowie zaczynają ziewać, a niewiasta osiada na włościach Jasona. Pośród wielu nieodzownych, damskich bibelotów, krwistoczerwone pantofelki hipnotyzują najintensywniej. Unikatowy moment refleksji rujnuje Penelopa, kiedy teatralnie, wręcz pretensjonalnie, komunikuje swojemu partnerowi poważne przeoczenie – brak szczoteczki do zębów. Mimo tego dyskomfortu, para koegzystuje w standardowym, śródziemnomorskim tempie. Chybotliwa linearność obumiera, gdy ukochana wychodzi po zakupy, ale z nich nie wraca. Na domiar złego, Jason odkrywczo zauważa, że utracił pamięć wydarzeń ostatniego tygodnia. Tę rysę na taśmie celuloidowej tylko Freud mógłby zatrzeć, w przeciwnym wypadku stopniowe wyparcie „Opowieści nr 52” zbliża się nieuchronnie.

Psychodeliczny, hermetyczny charakter dzieła dominuje już od zalążkowych kadrów. Początkowo, eksperymentalna aura zaciekawia i angażuje, jednak, kiedy staje się ona motorem wydarzeń, wołamy Freuda do towarzystwa. Pozorna spójność obrazu to pobożne życzenie. Kołowrotek myśli niestabilnie psychicznego Jasona staje się rwącym nurtem bez ujścia. Obsesyjne powtarzanie, niewiele się różniących scenariuszy wyjściowej historii, nie ma klarownie wyartykułowanego celu. Kolejne nieporadne kalki opowieści rozsypują układankę – to, co było oczywiste wcześniej, traci logiczne fundamenty w scenie następnej.

Warstwa treściowa pozostawia wiele znaków zapytania, czasem również wykrzykników. Ustalenie celu spiralnej akcji oraz przyczynowo-skutkowej logiki graniczy z cudem. Bełkot, który otrzymujemy, zyskuje relewantność, jeżeli założymy, że kamera–badacz prześwietla umysł człowieka psychicznie niestabilnego. Pulsuje, drży, zmienia kąty nachylenia, albo leniwie rozciąga się do granic wytrzymałości – to eksperymentalne lawirowanie rejestratora buduje klimat. Montażowa różnorodność i wymowność zdradza więcej znaczeń, niż werbalna dosłowność. Niedobór bystrych dialogów przy jednoczesnej lapidarności językowej przyćmiewa kunsztowne rzemiosło operatora. Finezyjna gra świateł, półcienia oraz minimalistyczna sceneria korespondują ze stanem emocjonalnym bohatera. Istotnym narzędziem jest również dźwięk – oddechy, odgłosy oraz surrealistyczna melodia dopełniająca aurę.

Nieudolne eksploatowanie konwencji sprawia, że uwagę widza skupiają drażniące repliki, podczas gdy, nieliczne migawki potencjału zostają niechybnie pominięte. Co pewien czas, z ekranu przebłyskują wyraziste symbole – wszechobecna woda, krwistoczerwona barwa, czy nieustanne migreny protagonisty. Nietuzinkowym zabiegiem, konsekwentnie aplikowanym przez Alexiou, są eteryczne zwiastuny – futurospekcje nadchodzących wydarzeń.  

Możliwość interpretacji tego co, między kadrami jest wartością bezcenną. Jednak jeżeli obecne na taśmie celuloidowej obrazy są mgliste i chwiejne, widz pozbawiony narzędzi, nie dokona aktu tworzenia. Z pewnością, „Opowieść nr 52” należy do tych filmowych układanek, w których kilka elementów przepadło w otchłani. Dlatego, bezustanne podążając śladem komórek nerwowych neurotycznego mężczyzny, wracamy do punktu wyjścia. Wychodzę, wolę towarzystwo Freuda.

 

Opowieść nr 52 (Istoria 52), reż. Alexis Alexiou, dystrybucja: Vivarto 2008

Tagi: film kino recenzja kino greckie Freud choroba umysłowa thriller Ewelina Burda



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator