G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Rewia zamiast Rewizora

Autor: Magda Szpecht, dodano: 27-01-2012, 15:58

Z dziełami klasyków - jak na wojnie i w miłości - wszystkie chwyty dozwolone. Wprawdzie nie było jeszcze wielkiej realizacji „Hamleta” bez postaci księcia, ale pewnie wielu twórców rozważało taki pomysł. Dlaczego nie? Najważniejsze to znaleźć sens, cel, ideę. Agata Duda- Gracz zdecydowała się usunąć głównego bohatera ze swojej interpretacji „Rewizora”, tworząc przedstawienie, które można porównać do gry w tenisa bez siatki. W sumie poodbijać można… tylko po co?

Zdjęcia: Wrocławski Teatr Współczesny

„Według Bobczyńskiego” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym rozpoczyna się obiecująco: bohaterowie w ciemności kluczą między ciasnymi rzędami i zaczepiają widzów. Za moment światło ukaże ich kostiumy, przywodzące na myśl Rosję z początków ubiegłego stulecia, a może jeszcze dawniejszą. Taki prolog zapowiada silną interakcję z publicznością, jednak resztę przedstawienia aktorzy grają już sami dla siebie. Im bliżej nieuchronnego finału, tym bardziej starają się przyciągnąć uwagę. Dyskutują, kłócą się, spiskują, urządzają parady. Niestety: prowokacje są banalne, a gagi nie bawią. Działania sceniczne, będące próbą przełamania tabu, wyśmiania świętości i ludzkich przywar, toną w kaskadach płynącego ze sceny tekstu. Postać niemieckiego doktora (Maciej Tomaszewski), który teutońskim włada na poziomie polskiego licealisty, nie wprowadza intrygującej perspektywy obcości. Pozostaje tylko nieskomplikowaną ilustracją stereotypów powielanych przez kolejne pokolenia Polaków. Oburzona, gotowa do linczu, społeczność miasteczka atakuje lekarza, będącego pars pro toto nazistowskich zbrodni. Podwijają rękawy i eksponują przedramiona, na których więźniom obozów koncentracyjnych tatuowano numery. To jedyna scena, która wywołuje jakiekolwiek uczucia. Szkoda, że tylko niesmak i wrażenie niestosowności. W innej sekwencji, doktor przystrojony nosem klauna, ucharakteryzowany na Hitlera, posługuje się charakterystycznymi gestami dyktatora. Grupa „tutejszych” wypomina mu niemieckie pochodzenie – a przecież Hitler był Austriakiem. Miałoby to jakieś usprawiedliwienie w onirycznej konwencji, którą próbuje zastosować reżyserka, gdyby nie fakt, że w programie do spektaklu ów błąd zostaje powtórzony. (Moim rodakiem jest Fryderyk Nietsche. I Goethe. Moim rodakiem jest również Adolf Hitler – jedyny Niemiec znany miejscowej ludności) Nigdzie nie pada sprostowanie. Poza tym, trudno uwierzyć, że kolejne sekwencje są projekcją świadomości głównego bohatera. Bobczyński w interpretacji Tomasza Schimscheinera kreuje postać rodem z farsy. Mężczyzna jest dokładnie taki, jakim napisał go Gogol; tyle, że Duda- Gracz nieudolnie próbuje wydobyć z niego potencjał tragiczny. Przykurczona postawa, niepewne gesty, tembr głosu – mają wzbudzić współczucie i noszą znamiona szantażu emocjonalnego. Nie działają.

Bobczyński pozostaje śmiesznym Bobczyńskim, przeciętnym obywatelem, wyrastającym na głównego sprawcę zamieszania w rosyjskiej komedii. Zmiana perspektywy niewiele wnosi do tej interpretacji. Punkt kulminacyjny spektaklu to stosunek seksualny bohatera z córką horodniczego (Katarzyna Z. Michalska). Niepozorna okularnica, ubrana w obszytą pluszakami sukienkę, myli przeciętnego mężczyznę z wymarzonym rewizorem. Obraz mógłby być poruszający, jednak znamię wcześniejszych działań nie pozwala mu wybrzmieć. Po ponad półtoragodzinnej krotochwili, ciężko docenić performatywną, zdarzeniową wartość histerii, którą szok inicjacji wywołuje w młodej dziewczynie. Jako kobiecie, jest mi zwyczajnie po ludzku przykro, że Agata Duda- Gracz przedstawia intymność w nieskomplikowany i pozbawiony wrażliwości sposób. Podobnie jest ze sceną, w której Dzierżymorda przebiera się za Żonę i parodiuje ją. To kolejne potknięcie reżyserki, nie potrafiącej wykorzystać semantycznego zasobu własnych pomysłów. Znaczenie męskiego ciała przyodzianego w sukienkę i ozdobiony owocami kapelusz nie wykraczają tu poza obciachowy komizm. A przecież transgresja płci to żadne novum w polskim teatrze! Na premierze niespodziewanie wróciły do mnie obrazy z „Oczyszczonych” Krzysztofa Warlikowskiego. Całkiem niedawno minęło jedenaście lat od premiery, która odbyła się na tych samych deskach. „Według Bobczyńskiego”  za sprawą tego flashbacku stało się w moich oczach żałośnie grzeczną i nieznośnie monotonną rewią. Tym smutniej pobłyskują estetyczne obrazy i nowoczesne wizualizacje, zmieniające się jak w kalejdoskopie. Od razu widać, że reżyserka świateł, Katarzyna Łuszczyk, jest wieloletnią asystentką Warlikowskiego, która doskonale zna zabiegi Felice Ross - autorki oświetlenia w jego spektaklach. Mimo wtórności, oprawa estetyczna i wizualizacje wywierają ogromne wrażenie. Uzupełniają ascetyczną scenografię (pudełko zamknięte kilkoma parami drzwi na horyzoncie) i kreują doskonałą przestrzeń dla kolejnych zdarzeń. Jednak w widowisku nie dzieje się nic istotnego.

Zamiast słów godnych zapamiętania, aktorzy recytują poszatkowaną komedię. Reżyserka zmieniła kolejność scen, uprosiła treści, pozbyła się nadmiaru postaci. Wykreśliła wszystkie kwestie rewizora, nie dając nic w zamian. Wykastrowany Gogol wiele stracił na tym uwspółcześnieniu – kaleki tekst okazał się niezdolny do powiedzenia czegokolwiek nowego. Same komunały: ludzie są dwulicowi i lubią kreować swój obraz w oczach innych. Przeciętni obywatele śnią o potędze. Rodzice pragną dla córek porządnych mężów. Idea niedookreślonego kontrolera, który obserwuje każdego z nas, mogłaby wiele powiedzieć o dzisiejszym świecie; szczególnie przy okazji zamieszania z nowymi mediami. Zamiast palących problemów, pojawiają się u Dudy- Gracz metafory tak pojemne i ogólne, że aż cliché. Dla aktora, rewizorem jest widz, adresat monologów. Zamiast warstwy metateatralnej, wybrzmiewa tu jedynie anachroniczność konwencji. Wydaje się, że Schimscheiner narzucił wszystkim tą komediową, powierzchowną manierę. Postać Żony zlewa się w jedno z Panią Chłopow, kwestie Dzierżymordy, Szpiekina, Ziemlianika, Liapkina- Tiapkina, Horodniczego i Dobczyńskiego nie zapadają w pamięć i powodują problemy z rozróżnieniem poszczególnych charakterów. Zapisane w programie do „…Bobczyńskiego” wypowiedzi aktorów z trzeciego tygodnia prób dowodzą, że oni sami nie do końca potrafią sprecyzować sens i cel grania. To jest postać Niemca, mówią o nim ciągle „Ten Niemiec”, ale kim ona jest, ja do końca nie wiem. Mam nadzieję, że wie to pani reżyser, chociaż ta postać jest na tyle tajemnicza i enigmatyczna, że ona też może do końca nie wiedzieć – mówi Maciej Tomaszewski. Zaś Krzysztof Kuliński stwierdza: Nie wiem wciąż dokładnie, kim jest moja postać. Horodniczy to najkrócej mówiąc szef. Podobnie jest z wypowiedziami innych wykonawców. Przebija przez nie niepewność; między kolejnymi zdaniami pozostają luki, które proszą się o dopełnienie improwizacją. Ów brak pewności ma swoje konsekwencje w aktorstwie, które nie dość, że niedzisiejsze, to jeszcze całkowicie nijakie. Wybrana przez Dudę- Gracz konwencja teatralna domaga się silnych charakterów, potrafiących kreować impresje, z których wyłoniłaby się historia, możliwa do linearnego streszczenia. Obawiam się, że nie jestem w stanie na dzień dzisiejszy stwierdzić do końca, kim jest postać, którą gram. – najwyraźniej te słowa Schimscheinera nawet w dniu premiery nie straciły niczego ze swojej aktualności.
Jedna z ważniejszych idei spektaklu zakłada, że dla postaci scenicznych oczekiwanym urzędnikiem może być Bóg, Szatan, śmierć, mąż albo żona. Każdy jest dla kogoś rewizorem i jednocześnie każdy ma swojego. Cytując reżyserkę: takiego, na jakiego zasłużył. Prawdziwym rewizorem „Według Bobczyńskiego” okazuje się podbudowa merytoryczna i intelektualna. Chlestakow to farsa.  
 

"Według Bobczyńskiego", Wrocławski Teatr Współczesny, premiera 17 stycznia 2012

Scenariusz, reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz muzyka: Jakub Ostaszewski choreografia: Tomasz Wesołowski światło: Katarzyna Łuszczyk multimedia: Karol Rakowski asystent reżysera: Agata Schweiger dramaturg: Aneta Cardet inspicjent:  Elżbieta Kozak

Obsada: Rewizor – x x x  Horodniczy - Krzysztof Kuliński Żona - Ewelina Paszke-Lowitzsch  Córka - Katarzyna Z. Michalska Pani Chłopow - Irena Rybicka Ten Niemiec - Maciej Tomaszewski Liapkin-Tiapkin - Piotr Łukaszczyk Ziemlianika - Krzysztof Boczkowski Szpiekin - Michał Szwed Dzierżymorda – Tomasz Wesołowski Chinka – Wiktoria Pei  Dobczyński – Michał Dudziński Bobczyński – Tomasz Schimscheiner

Tagi: Wrocławski Teatr Współczesny Agata Duda-Gracz Rewizor Mikołaj Gogol Według Bobczyńskiego



Skomentuj

czytelnik29-01-2012, 02:07

KAtarzyna Łuszczyk robiła światła, nie Łukaszczyk...


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator