G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

Rewolucja 2.0

Autor: Waldek Mazur, dodano: 08-11-2010, 14:49

Facebook – portal społecznościowy, który okazał się jedną z największych rewolucji w historii Internetu, doprowadził do powstania wielomiliardowej fortuny jego założyciela, zniszczenia kilku przyjaźni, ale co najistotniejsze, w mniejszym bądź większym stopniu wpłynął na życie ponad pół miliarda ludzi na całym świecie. Warto też dodać, że u jego podwalin legły mało szczytne pobudki.

Miliarderzy z przypadku

Z pewnym zakłopotaniem czytałem fragment książki, w którym jeden z jej bohaterów snuł wizję na temat portalu, który przyszli użytkownicy będą odwiedzać niemal zaraz po przebudzeniu, między myciem zębów a poranną kawą, przenosząc swoje życie towarzyskie niemal całkowicie w sferę Internetu. Jestem posiadaczem konta na Facebooku, odwiedzam je niemal codziennie, najczęściej popijając poranną kawę i czuję się niezręcznie z myślą, że jakieś siedem lat temu w kampusie Harvardu grupka genialnych studentów przewidziała jak wyglądać będą moje codzienne rytuały.

Oczywiście ostatnie zdania to lekkie nadużycie. Nadal większość spośród użytkowników Facebooka traktuje go jako formę rozrywki, mało jest przypadków ludzi, ja w sumie nie znam nikogo takiego, dla których portal stałby się drugim życiem, zastępując prawdziwe międzyludzkie relacje. Tak samo ciężko określić wszystkich, którzy przyczynili się do jego założenia mianem geniuszy. Za geniusza w dziedzinie informatyki na pewno można uznać Marka Zuckerberga. Może jeszcze kilku innych programistów, którzy pomagali mu w rozbudowywaniu strony. Reszta postaci, które poznajemy dzięki książce Bena Mezricha to ludzie zdolni, pomysłowi i oryginalni, ale z całą pewnością nie genialni. Bez dwóch zdań dokonali jednak rzeczy wielkiej. „Miliarderzy z przypadku” właśnie o tym opowiadają.

Każdą wielką rewolucję rozpętuje iskra, niejednokrotnie maleńka, niewspółmierna do pożaru, który ma lada chwila wywołać. Podobnie było w tej historii. Drogi Marka Zuckerberga, introwertycznego informatyka idealisty dla którego ważniejszym od pieniędzy zdawało się być dokonanie czegoś przełomowego, oraz Eduardo Saverina, nieśmiałego syna brazylijskich emigrantów marzącego o karierze finansisty, skrzyżowały się na harwardzkim dziedzińcu. Każdy z nich był świetny w tym co studiował. Mark już jako nastolatek napisał program, dzięki któremu miał możliwość odrzucenia wielomilionowego kontraktu Microsoftu, z kolei Eduardo zarobił kilkaset tysięcy dolarów grając na giełdzie podczas przerwy wakacyjnej. Jednak biorąc pod uwagę ich życie studenckie, byli na samym dole uniwersyteckiej drabiny społecznej (Mezrich w książce wyjaśnia, jak szalenie istotna na amerykańskich uczelniach jest umiejętność zawierania znajomości, kontaktów i przynależność do bractw studenckich. To czy jest się członkiem takowego po opuszczeniu uniwersyteckich murów może okazać się istotniejsze niż oceny na dyplomie). W przypadku dwójki bohaterów dochodził też kolejny efekt bycia społecznie nieprzystosowanym – Eduardo i Mark w żaden sposób nie mogli liczyć na najmniejsze zainteresowanie ze strony płci przeciwnej. Jak uciążliwe jest to dla dorastających chłopców wiedzą tylko oni sami. Mezrich może sam nie mógł uwierzyć kiedy zbierał materiały do książki, ale tym co napędzało bohaterów „Miliarderów…” w nie mniejszy stopniu niż chęć zarobienia (Saverin) i przeprowadzenia internetowej rewolucji (Zuckerberg) był seks. Chłopcy nie mieli najmniejszych szans zaimponowania dziewczynom, które wolały studentów bardziej towarzyskich, przystojnych, najlepiej sportowców. Aby zaistnieć w świadomości studentek musieli dokonać czegoś spektakularnego, a że szans na wygranie regat wioślarskich nie mieli, pozostało im zawojowanie Internetu. Stąd nieprzypadkowo „seks” znajdziemy w podtytule książki, a na jej kartach napotkamy scenę, w trakcie której Mark i Eduardo w uczelnianej toalecie konsumują znajomość z pierwszymi fankami Facebooka (w dobie Internetu najwidoczniej nie tylko muzycy mogą mieć swoje groupies).

W Stanach Harvard uchodzi za uczelnię elitarną, skrytą za porośniętymi bluszczem murami arkadię, do której wstęp mają tylko najlepszych. Jeśli już się tam dostaniesz, wówczas stają przed tobą otworem bramy do innych nieosiągalnych dla zwykłych śmiertelników krain. Jedną z nich jest Dolina Krzemowa. I to właśnie te dwa legendarne miejsca przedstawił nam Mezrich. Poznajemy prawa jakim rządzi się staroświecka i nad wyraz poukładana uczelnia (autor sam jest absolwentem Harvardu) oraz do bólu nowoczesna, ekstremalnie rozbuchana i niebezpieczna Dolina Krzemowa. Dwa światy, w których wyznaje się całkowicie sprzeczne kodeksy postępowania i które zawojował jeden chłopak w klapkach i polarze.

Powiedzieć jednak, że „Miliarderzy z przypadku” to książka opowiadająca o amerykańskim śnie, w którym ubogi informatyk staje się właścicielem jednej z największych fortun na świecie, byłoby wielce nieuczciwe i krzywdzące wobec autora. Owszem, z jednej strony na naszych oczach rozwija się jedna z najbardziej spektakularnych karier XXI wieku, ale nie to stanowi o sile książki. Mezrich, jak sam przyznaje we wstępie, przeprowadził setki rozmów, zebrał nie mniej artykułów, a wszystko by jak najbardziej zbliżyć się do prawdy na temat powstania Facebooka oraz do postaci Marka Zuckerberga. Ów piekielnie zdolny informatyk z jednej strony jest głównym bohaterem tej historii, z drugiej jedyną istotną postacią w „Miliarderach…” która z Mezrichem nie zgodziła się zamienić nawet słowa. I choć pisarz nad tym faktem ubolewa, ja uważam, że książce wyszło to nawet na dobre. Zuckerberga otacza aura tajemniczości, nikomu nie udaje się go rozgryźć, a ci którzy uważali go za swojego przyjaciela, prędzej czy później są przez niego porzucani w imię większego dobra. Widzimy w Zuckerbergu wypranego z uczuć geniusza, ale też kogoś kto potrafi dążyć do postawionych sobie celów z uporem maniaka, nie zadowalając się połowicznymi sukcesami. Mezrich przedstawił nam Zuckerberga, którego możemy podziwiać i nienawidzić jednocześnie. Zrozumieć go nie powinniśmy nawet próbować.

Ben Mezrich, Miliarderzy z przypadku. Początki Facebooka. Opowieść o seksie, pieniądzach, geniuszu i zdradzie, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010.

Tagi: Ben Mezrich Miliarderzy z przypadku Facebook wydawnictwo W.A.B. recenzja Waldek Mazur



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator