G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Reżyser na ekranie "Hana-Bi" Takeshi Kitano

Autor: Jakub Mihilewicz, dodano: 19-12-2009, 16:59

Takeshi ‘Beat’ Kitano, fascynujący twórca z Japonii, zaczynał przygodę z mediami publicznymi od występów jako komik w grupie „The Two Beats”. Zasłynął ze swojego ciętego, prowokacyjnego humoru, wulgarnego języka i naruszania wszelkich dobrych obyczajów. Gdy został już reżyserem, niejednokrotnie zdarzało mu się pobić paparazzich czy nadużywać alkoholu. Zmienił się w roku 1994, po poważnym wypadku na motorze. Blizny i częściowy paraliż twarzy dodały mu powagi, a jego film „Hana-Bi” zdobył największe, jak dotąd, uznanie światowej krytyki.

Takeshi Kitano

Kitano znany jako odtwórca ról twardych gangsterów Yakuzy, których często grywał w swoich filmach, i tutaj występuje w roli mężczyzny z pistoletem – tym razem kreując postać detektywa. Nie mamy jednak do czynienia z typowym filmem gangsterskim. Wyraźnie widać echa niedawnego wypadku reżysera i zmienione spojrzenie na rzeczywistość. Nishi, postać grana przez Kitano, dowiaduje się, że jego żona jest śmiertelnie chora, a postrzelony przyjaciel Horibe musi poruszać się na wózku.

Film nie należy do łatwych w odbiorze - utrzymany w powolnym tempie, zawiera jednocześnie wiele drastycznych scen. Na zasadzie kontrastu pojawiają się one nagle, są gwałtowne, krótkie i obfitujące w krew. Nishi/Kitano nie mówi wiele, jego doświadczona życiem twarz wyraża spokój, prócz wypadu z żoną nad morze i rozbawianiu jej przy ognisku właściwie się nie uśmiecha. Technika gry zaczerpnięta jest z teatru nô, gdzie słowo zastępuje mimika, gest[1]. Żona Nishiego nie wymawia ani jednego słowa przez cały film. Kitano nadal jest silną postacią męską, jak w poprzednich obrazach twórcy, pięścią załatwia większość spraw. Prawidłowe odczytanie dzieła komplikuje również jego sposób narracji - zagmatwany i nieliniowy, widz musi mocno się skupić, aby nie zgubić wątku.

Przyjaciel Nishiego, Horibe, po strzelaninie i paraliżu poszukuje nowego sposobu na życie – okazuje się nim malowanie. Niestety, pasja ta wymaga sporej ilości pieniędzy, które nie są bohaterom dostępne – Nishi sam zapożyczył się w Yakuzie, aby pomagać umierającej żonie. Porachunki z mafią należą do jednego z głównych ekranowych wątków. Warto zwrócić uwagę, że malowidła widoczne w filmie są autorstwa samego Kitano. Często surrealistyczne, mają jeden wspólny mianownik, motyw kwiatów, pojawiający się na każdym z nich, np. występujących zamiast głów zwierząt. Kwiaty pojawiają się również w tytule. „Hana-bi” to w dosłownym tłumaczeniu fajerwerki, ale wyraz ten składa się z dwóch członów: ogień i kwiat.

„Hana-bi” bez obaw można określić mianem filmu autorskiego. Należy mieć świadomość, że nie jest to typowy przedstawiciel kina gangsterskiego czy kina Yakuza. Kitano proponuje widzom swoisty poetycki dramat, otwarty na interpretacje, zmieszany z brutalnym kinem gangsterskim. Ponadczasowy ze względu na liczne symbole: morze, śmierć, śnieg, kwiaty; nagłe, brutalne wypadki, które zmieniają życie bliskich; wszystko to składa się na melancholię zmieszaną z niezwykłym ciepłem. Obraz imponuje pięknem wizualnym, a nastrojowa muzyka Joe Hisaishi dopełnia całości. Specyficzne poczucie humoru Japończyka rozluźnia gęstą momentami atmosferę.

W drugiej części filmu Nishi wybiera się z żoną na wyprawę. Krótkie sceny przedstawiające pewien etap życia małżonków skonstruowane są jak haiku[2]; ważne są w nich emocje, pora dnia czy roku, są swobodną impresją na temat stanu duszy, nie dającą się wyrazić inaczej niż poprzez poezję. Poezję słów lub magię kina. Haiku, tak jak „Hana-bi”, nie daje się jednoznacznie zinterpretować, a dzięki minimalizmowi i innym użytym środkom zostawia w odbiorcy pewne ulotne wrażenie, jak krótki błysk fajerwerków.

W ostatniej scenie dzieła, gdzie wędrujące małżeństwo dociera na plażę, pojawia się dziewczynka z latawcem – w prawdziwym życiu jest to córka Takeshi. Z fabuły filmu wiemy że dziewczynka umarła na długo przed wydarzeniami przedstawionymi na ekranie. „Hana-bi” to wspaniały film, który nosi piętno twórcy, nie tylko poprzez pierwszoplanową rolę; cała produkcja jest autorskim spojrzeniem na świat, relacje międzyludzkie i przy tym zabawą z kinem. Dzięki obsadzeniu samego Kitano w głównej roli film nabiera większej ilości kontekstów i staje się bardziej osobisty. Autor dzieli się z nami swoim stanem ducha, pokazuje swoje malowidła przypisując je sparaliżowanemu policjantowi, i mimo nieprzystępnej dla każdego formy po seansie zostawia otuchę.

 

 
[1] P. Kletowski, Śmierć jest moim zwycięstwem: kino Takeshi Kitano, Kraków 2001.
[2] Tamże.

Tagi: kino film Takeshi Kitano analiza esej Jakub Mihilewicz Hana-Bi kino japońskie kino azjatyckie



Skomentuj
reklama
http://www.roe.pl/

Utwór Tygodnia

Ramona Falls - Russia


Newsletter

basen domowy do ogrodu.
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu