G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Reżyser z własnym stylem

Autor: Lech Moliński, dodano: 17-01-2012, 09:47

David Fincher należy do wąskiego grona reżyserów, którym praca w systemie hollywoodzkim przynosi więcej korzyści niż strat. Autor „Zodiaka” i „Social Network” potrafi czerpać garściami z możliwości Fabryki Snów, przy tym tworząc kino sygnowane jego niepodrabialnym charakterem pisma. W „Dziewczynie z tatuażem” twórca nie wspiął się na wyżyny swoich umiejętności, ale wciąż utrzymuje wysoką formę.

Fincher jest w tym biznesie od lat, zniechęcony po „Obcym 3”, już trzy lata później powrócił w glorii chwały, kiedy nakręcił „Siedem”. Mroczne przestrzenie miasta, w które nie zaglądają zwyczajni śmiertelnicy, świat za kotarą nocy, a do tego wycieczki do zakamarków ludzkiej duszy i rozważania skąd bierze się zło? Obsesja jako siła napędowa naszego żywota, itd., itd. Katalog absorbujących go tematów David Fincher stworzył minimum dwie dekady temu. Teraz z zawziętością eksploruje owe zagadnienia, w swoim kinie rozpatrując je w rozmaitych aspektach. Tak też wygląda „Dziewczyna z tatuażem”, najnowsze dokonanie filmowca - adaptacja bestsellerowej powieści kryminalnej Stiega Larssona, pierwszej części cyklu „Millennium”, którego bohaterami jest wyjątkowa para – dziennikarz Mikael Blomkvist i hakerka Lisbeth Salander, ale także remake szwedzkiego filmu „Mężczyźni nienawidzą kobiet”. Dla Finchera książkowy i filmowy protoplasta nie stanowią jednak krępującego ruchy bagażu. Reżyser wyłuskuje z oryginalnego materiału te elementy, które od zawsze go fascynowały i poddaje autorskiej obróbce.

W „Dziewczynie z tatuażem” mamy wycieczkę do mroków przeszłości zamożnej rodziny Vangerów. Na oddalonej od społeczeństwa wyspie mieszkają skłóceni ze sobą członkowie familii. Blomkvist ma rozwikłać niewyjaśnioną zagadkę sprzed lat, wspiera go nie kto inny, jak Salander, specjalistka od komputerowych włamów, świetna riserczerka, a przy tym młoda kobieta skrzywdzona przez patriarchalny system, nieprzewidywalna, może nawet...niezrównoważona. Fincher pozwala nam najpierw obserwować ich poczynania dwutorowo, potem bohaterowie łączą siły, wyśmienicie się uzupełniając i zmierzając do rozwiązania zagadki.

Powieści Larssona to ogólnoświatowy hit. Autorowi, który w książkach starał się ukazywać wypaczenia szwedzkiego systemu społecznego i sprzeciwiać patriarchalnemu porządkowi tamtego świata, udało się spopularyzować kryminał skandynawski, niczym Karolowi Wojtyle wadowickie kremówki. Hollywood nie mogło przejść obojętnie wobec potencjalnej fury pieniędzy, jaką można było uzyskać na realizacji amerykańskiej wersji. Projekt dostał Fincher, co bez wątpienia wyszło mu na dobre. Reżyser „Podziemnego kręgu”, znalazł w historii wątki charakterystyczne dla jego twórczości. Efekty widać na ekranie, a powstał film, w którym miłośnicy dokonań Davida Finchera znajdą sporo smaczków. Poczynając od świetnej ścieżki dźwiękowej, przez dynamiczny montaż i szybkie tempo narracji (przypomina się „Social Network”), po portret słabego mężczyzny, który już wcale nie jest macho władającym myślami kobiet, ale to kobieta ratuje go z opresji i przejmuje inicjatywę, wchodząc w buty wcześniej szyte dla mężczyzn. Do takiej roli idealny zdaje się Daniel Craig, aktualny odtwórca roli Jamesa Bonda, i faktycznie aktor staje na wysokości zadania, podobnie jak Rooney Mara, czyli Salander.

Sama historia zmierza bardziej w stronę badania psychopatycznych zachowań i zwyrodnień, porzucając  anty-szwedzki przekaz na rzecz męskiego kina akcji. Fincher z gracją wykorzystuje różne formuły gatunkowe, zaglądając na poletko filmu czarnego, klasycznego kryminału, by w finałowej scenie czerpać z konwencji thrillera o psychokillerze w typie Hannibala Lectera. Całość trzyma się kupy, nie traci też mocy do ostatnich chwil, jednak nie sposób dostrzec, że amerykański film – siłą rzeczy – jest bardziej płaski i powierzchowny. Są też momenty, kiedy Fincher traci na mariażu z Hollywoodem, kiedy musi dopowiadać i wyjaśniać niczym debilowi. Jednak już tylko porywająca animowana komputerowo czołówka rekompensuje pewne kompromisy, na jakie musiał przy tak dużej produkcji pójść reżyser.

„Dziewczyna z tatuażem” przenosi na ekrany pierwszą część cyklu, w kolejce czekają następne. Chyba lepiej, żeby Fincher nie wchodził powtórnie do tej rzeki, bo co miał do odkrycia w tych bohaterach – odkrył. Goszczący właśnie na ekranach polskich kin film nie ma może tej mocy rażenia co „Social Network” czy „Zodiak”, ale na pewno staje się kolejną cegiełką włożoną przez reżysera w budowę spiżowego pomnika, dzięki któremu po latach Fincher może być stawiany wśród najważniejszych filmowych postaci przełomu XX i XXI wieku. Oby tak dalej.

 

Tagi: Lech Moliński David Fincher Dziewczyna z tatuażem Daniel Craig Rooney Mara



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator