G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

Rok, w którym wypłynęła ryba

Autor: Przemek Dudziński, dodano: 04-01-2011, 23:56

Dobiega powoli końca gorący okres w środku zimy, kiedy to każdy krytyk, czasopismo lub portal okołofilmowy czują się zobligowane do wypreparowania list najlepszych filmów zakończonego roku. Postanowiwszy spróbować czegoś innego, zapraszamy do małej podróży w czasie: oto najlepsze filmy... 1967 roku, w subiektywnym doborze i kolejności.

fish

Odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat rok 1967 może brzmieć po prostu: „A dlaczego nie?”, albo: „gdyż 1967 to tuż przed wiosną '68”. Miloš Forman tak wspomina atmosferę tamtych czasów: w Nowym Jorku i całej Ameryce miały miejsce burzliwe wydarzenia. Zamordowano Martina Luthera Kinga i Roberta Kennedy'ego, dochodziło do zamieszek na tle rasowym, protestowano przeciw wojnie w Wietnamie i przewracano do góry nogami hierarchię wartości kulturalnych i społecznych.

Jednak ówczesne filmy nie tylko pobrzmiewały nadchodzącą rewoltą – w kinie popularnym powstawały szczytowe osiągnięcia takich gatunków jak kaijū eiga, a wielcy modernistyczni mistrzowie tworzyli swoje kolejne dzieła. Oto 25 najważniejszych filmów 1967 roku z celowym pominięciem kina polskiego i „Absolwenta”:

25. „Dzień, w którym wypłynęła ryba” („The Day the Fish Came Out”), reż. Michael Cacoyannis

Brytyjsko-grecka komedia o zabarwieniu lekko czarnym o poszukiwaniach zagubionej w wypadku broni masowego rażenia na maleńkiej greckiej wyspie. Nie jest to niestety nic porównywalnego z „Dr. Strangelove”, ale film darzony sentymentem, rozsławiony przez Andrzeja Kołodyńskiego, przez wiele lat poszukiwany przez pewne, dość wybredne kręgi. Zwraca uwagę muzyka Mikisa Theodorakisa.

24. „Quatermass i otchłań” („Quatermass and the Pit”), reż. Roy Ward Baker

Trzeci, ostatni i najlepszy z filmów o profesorze Quatermassie wyprodukowanych przez brytyjską wytwórnię Hammer. W duchu Howarda Ph. Lovecrafta łączy science-fiction z horrorem. Po latach nadal dziwnie przyciągający w sposób właściwy produkcjom „Hammera”.

23. „Mrożony peppermint” („Peppermint Frappé”), reż. Carlos Saura

Polityczna alegoria ówczesnej Hiszpanii i/lub przypowieść o esencji kobiecości i, daremnych oczywiście, próbach zbliżenia się do niej, ale na pewno hołd dla mentora Saury – Luisa Buñuela. W dwóch, a może i trzech, rolach hipnotyzująca Geraldine Chaplin (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa).

22. „Frankenstein stworzył kobietę” („Frankenstein Created Woman”), reż. Terence Fisher

Twórcy z miejsca stają okoniem Vadimowskiej tezie jakoby to „Bóg stworzył kobietę”. Oczywiście, że za czyn ten odpowiada baron Frankenstein (Peter Cushing po raz kolejny w swej legendarnej roli)! Typowy film wytwórni Hammer. Wielki sentyment i w sumie jeszcze większa legenda.

21. „Obłok Andromedy” („Tumannost Andromedy”), reż. Yevgeni Sherstobitov

Ekranizacja powieści Iwana Efremova. Na tle komunistycznej utopii historia załogi statku Tantra antycypuje „Obcego 8. pasażera Nostromo”. Socjalistyczne science-fiction bez pretensji do bycia czymś innym.

20. „Bunt” („Jôi-uchi”), reż. Masaki Kobayashi

Kolejna po „Harakiri” próba rozprawienia się z japońskim feudalizmem w dorobku Kobayashiego. Historia Sasahary – samuraja, który przeciwstawia się rozkazom swego seniora i ceny, jaką przyjdzie mu zapłacić za ten bunt. Poza metaforyczną klaustrofobiczną atmosferą film ma przede wszystkim dwie zalety: Toshiro i Mifune.

19. „Wiedźmy” („Le Streghe”), reż. Franco Rossi, Luchino Visconti, Mauro Bolognini, Pier Paolo Pasolini, Vittorio De Sica.

W połowie lat 60. niedawno zmarły, legendarny producent Dino de Laurentiis miał zachciankę uczcić swoją żonę, włoską aktorkę Silvanę Mangano, filmem reżyserowanym przez najgłośniejszych wówczas reżyserów włoskiego kina. Auteurs czy nie, panowie wymienieni powyżej zakasali rękawy i spłodzili pięć nowel składających się na „Wiedźmy”, z których dziś najlepiej broni się chyba groteska Pasoliniego.

18. „Santo przeciw marsjańskiej inwazji” („Santo Contra la Invasion de los Marcianos”), reż. Alfredo B. Crevenna

Kolejny film z supergwiazdą meksykańskich zamaskowanych zapasów i tamtejszego kina popularnego – Santo. Tym razem, zamiast walczyć z wampirami czy zwiedzać Atlantydę, zamaskowana legenda przeciwstawia się, raczej niskobudżetowej, inwazji półnagich Marsjan. Oglądać koniecznie w oryginalnej wersji językowej!

17. „Smak ciała” („A Taste of Flesh”), reż. Doris Wishman

Film podpisany nazwiskiem męża reżyserki. Wishman, która wyszła parę lat wcześniej ze swego okresu nudystycznego, daje przykład zdrowego pseudokryminalnego sexploitation na pięciu aktorów, dwie lesbijki i nieistniejący budżet. Film dobry dla przekonania się, co podniecało widzów przed „Głębokim gardłem” i nienajgorsze miejsce, żeby zacząć przygodę z tą kultową już twórczynią.

16. „The Trip”, reż. Roger Corman

Roger Corman może pochwalić się tym, że znał swoich odbiorców i wiedział, co im sprzedać. W 1967 roku jako pierwszy „udokumentował” rodząca się kulturę LSD, ekranizując scenariusz Jacka Nicholsona do „The Trip”. Efektem jest klasyk filmu fazowego. Ciekawa podróż.

15. „Koniec sierpnia w hotelu Ozon” („Konec srpna v Hotelu Ozon”), reż. Jan Schmidt

Socjalistyczne science-fiction, dla odmiany z pretensjami. Czyli „Mad Max w reżyserii Tarkowskiego”. Schmidt i często współpracujący z nim jako scenarzysta Pavel Juráček nie tylko jak wszyscy obawiają się zagłady świata, jaki znamy, ale też czytają „Władcę much” w kluczu genderowym. Postapokaliptyczna sceneria czeskiej(?) prowincji – niezwykle przygnębiająca.

14 „Samuraj” („Le Samouraï”), reż. Jean-Pierre Melville

Minimalistyczna i enigmatyczna historia ostatniej akcji płatnego zabójcy. W roli tytułowej Alain Delon. Bez tego filmu nie byłoby ani „Killera” Johna Woo, ani „Ghost Doga” Jima Jarmusha, ani „Leona zawodowca” Luca Bessona. „Samuraj” nie był jednak najlepszym filmem o cynglu, jaki powstał w 1967 roku (patrz pozycja nr 2)

13. „Waleczne czyny buntowniczego ninja” („Ninja bugei-cho”), reż. Nagisa Oshima

Nagisa Oshima popełnił w interesującym nas roku aż trzy znakomite filmy. Z „Podwójnym samobójstwem latem w Japonii” i „”Rozprawką o japońskiej piosence erotycznej” (ach, te polskie tytuły!) „Waleczne czyny buntowniczego ninja” wygrywają niespotykaną formą. Ta ekranizacja mangi Sampei Shirato składa się ze sfilmowanych nieruchomych kadrów komiksowych z dogranymi dialogami i efektami dźwiękowymi. Bardzo specyficzne doświadczenie dla widza i niepowtórzony chyba już więcej pomysł na „kino komiksowe”.

12. „Dracula w Pakistanie” („Zinda Laash”), reż. Khwaja Sarfraz

Film nie tylko dla kompletystów filmowych przeróbek mitu Draculi, ale dla wszystkich spragnionych dobrej, kampowej i najlepiej lekko zapijanej zabawy. Miłośnicy tureckiego kina popularnego powinni się przyjrzeć Pakistańskim osiągnięciom z uwagą.

11. „Jestem ciekawa – w kolorze żółtym” („Jag är nyfiken – en film i gult”), reż. Vilgot Sjöman

Dokumentalny esej, który próbuje być zaangażowany politycznie, społecznie i seksualnie. Tak jak i jego młoda bohaterka. Ogrom materiału zmusił Sjömana do podzielenia filmu na dwie części w kolorach szwedzkiej flagi. Szwedzka cenzura (sic!) miała problem z warstwą polityczną, światowa – z, dziś już raczej mało szokującymi, scenami seksu np. przed pałacem królewskim. Po latach najciekawsza jest chyba autotematyczność filmu.

10. „Marat/Sade”, reż. Peter Brook.

… albo prześladowanie i zabójstwo Jeana-Paula Marata wystawione przez pacjentów przytułku dla obłąkanych w Charenton w reżyserii Markiza de Sade – jak pełny, słusznie najczęściej skracany tytuł, streszcza fabułę. Od strony formalnej można by pewnie zaryzykować również tytuł Artaud/Brecht. W każdym razie Brook daje nam okazję świadkowania debat między politykiem rewolucji a pierwszym filozofem, który wyciągnął konsekwencje ze „śmierci Boga”. Ważnym kontekstem historycznym filmu jest z pewnością modny wówczas ruch antypsychiatrii.

9. „Pali się, moja panno!” („Hoří, má panenko!”), reż. Miloš Forman

Ostatni czechosłowacki film Formana to „smutna komedia” z obsadą pełną naturszczyków. Reżyser wypiera się, jakoby historia lokalnego balu w strażackiej remizie miała być alegorią polityczną, ale ówczesna cenzura sądziła inaczej. Prawdopodobnie był to jeden z rzadkich przypadków tak bystrej cenzury.

8. „Nieustraszeni pogromcy wampirów” („The Fearless Vampire Killers”), reż. Roman Polański

Wałęsające się natenczas po kinowych ekranach, jak widzieliśmy nawet w Pakistanie, wampiry domagały się wysokobudżetowej hollywoodzkiej parodii. Pytanie, czy musiał ja robić akurat Polański, jest otwarte. Na pewno bez niego nie zagrałaby tu Sharon Tate.

7. „Mouchette”, reż. Robert Bresson

Krytyk tak pisał o tym, co działo się w „Mouchette”: Znowu zło zataczało metafizyczne kręgi nad światem, wystarczająco okrutne samo w sobie, by nie potęgować go melodramatycznymi chwytami, z dawien dawna stosowanymi w kinie do opiewania losów uciśnionych sierot. Nie rozumiemy, ale doceniamy głębię przemyśleń...

6. „Król Edyp” („Edipo re”), reż. Pier Paolo Pasolini

Pasolini rozpoczyna swoją przygodę z mitem śródziemnomorskim, którą z większym chyba jeszcze efektem kontynuował w „Medei”, rozpinając go między inscenizacją współczesną a surową, błotnistą, przedjęzykową barbarią. Znak czasów, które wierzyły, że synowie muszą zabijać swoich ojców.

5. „Długość fali” („Wavelength”), reż. Michael Snow

Kanoniczny film kina strukturalnego dla jednych, dla innych niezbyt rozgarnięty eksperyment z 45-minutowym zoomem kamery. Malkontenci zapominają jednak nie tylko o fakcie, że długość fali to odkrywcze laboratorium fenomenologii kina, ale także, że w filmie pada nawet jeden trup!

4. „Ucieczka King Konga” („Kingu Kongu no gyakushû”), reż. Ishirô Honda

Absolutna perła Hondy powstała na obrzeżu serii o Godzilli. Czy to bonder w przebraniu Kaiju Eiga, czy monster brawl zapatrzony w sukcesy „Dr. No” i jego następców? W każdym razie jest wódka, zakąska i mechaniczny King Kong w cenie jednego filmu. I dinozaury z Wyspy Czaszek. Mój Boże!

3. „Week End”, reż. Jean-Luc Godard

Kronika wypadków drogowych we Francji dojrzałego kapitalizmu, nad którą unosi się gotowość do rewolty. Para burżujów w podróży ma okazje m.in. podpalić Alicję i przedyskutować jej status jako postaci literackiej (a swój jako postaci filmowych). Walka klasowa to nie zabawa karnawałowa?

2. „Naznaczony do zabijania” („Koroshi no rakuin”), reż. Seijun Suzuki.

Najlepszy film Suzukiego i powód zwolnienia go przez wytwórnię „Nikkatsu” za robienie filmów, które nie mają ani sensu ani szans na zarobienie pieniędzy. Bohater, Zabójca Numer Trzy (w miejscowym rankingu) zaplątuje się w coraz dziwniejsze sytuacje, a może po prostu pogrąża się w obłędzie. W międzyczasie Suzuki ze złośliwym uśmiechem rozbraja około czterdziestu ośmiu konwencji gatunkowych, estetycznych i narracyjnych, najczęściej za pomocą prostego zabiegu podnoszenia ich do kwadratu.

1. „Piękność dnia” („Belle de jour”), reż. Luis Buñuel

Zdobywca weneckiego Złotego Lwa w interesującym nas roku. Zawiązanie akcji rodem z erotyku trzeciej klasy – znudzona żona, w tej roli sama Catherine Deneuve, szuka, jako dorywcza prostytutka, możliwości zrealizowania swoich oryginalnych fantazji erotycznych – prowadzi do jednego z bardziej przystępnych, ale i najbardziej hipnotyzujących filmów Buñuela. Scena z trumną – bezcenna!

 

Tagi: Miloš Forman Carlos Saura Roger Corman Roman Polański kino popularne wytwórnia Hammer Przemek Dudziński



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/miasto_inspiruje_i_przeszkadza/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator