G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Romans z Williamem Blake'em

Autor: Wioletta Sobieraj, dodano: 23-01-2010, 19:30

Znana i ceniona polska pisarka, najczęściej tłumaczona i wydawana za granicą, napisała kolejną powieść. Tym razem, jak sama ją nazywa, jest to thriller moralny. I rzeczywiście – trudno odmówić autorce racji, ale w zupełnie innym kontekście, niż by sobie tego sama życzyła.

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Z kartek jej książki, owszem, wieje grozą, niestety nie z powodu sprawnie poprowadzonej akcji, pełnej mrocznych meandrów i zwrotów, tajemniczej atmosfery, barwnych, pełnokrwistych postaci, bo te zdecydowanie wypadły blado, ale z powodu braku rzemieślniczych umiejętności w konstruowaniu takich powieści, a określenie „moralny” zakrawa na kpinę, zwłaszcza w odniesieniu do działań głównej bohaterki – Janiny Duszejko – obrończyni zwierząt i jedynej sprawiedliwej na całym Płaskowyżu w Kotlinie Kłodzkiej z licencją na…, ale na co – to zostawiamy już dociekliwemu czytelnikowi, który niezrażony tą recenzją postanowi przeorać się przez to kuriozalne dzieło.

W swojej powieści autorka postanowiła rozprawić się przede wszystkim z myśliwymi, którzy to osobnicy znajdują przyjemność w zabijaniu zwierząt. Uważam, że temat jest ważny i godny dobrego pióra. Doskonale pamiętamy świetne opowiadanie Bohumila Hrabala „Najpiękniejsze oczy” z tomu „Święto przebiśniegu” – kilkustronicowe, bezpretensjonalne i arcywzruszające, w którym poznajemy krótką historię życia sarny, z jej punktu widzenia. Nie jest to ani „thriller”, ani tym bardziej „moralny”, za to genialna miniatura literacka. Po przeczytaniu tego opowiadania los zwierząt na pewno staje się bliski, a wrogość do myśliwych rośnie – ich postępowanie podlega jednoznacznej ocenie. Natomiast w powieści Olgi Tokarczuk stykamy się ze zwierzętami już nieżyjącymi albo ogarniętymi żądzą zemsty – jedno i drugie w schematycznym ujęciu i nie robi wrażenia; bohaterce giną dwa psy, które do tej pory biegały bezpańsko po całej okolicy, co nie budziło jej obaw o życie dzikich zwierząt, a chyba nie trzeba wielkiego intelektu, żeby wiedzieć, jakie zagrożenie dla zwierzyny stanowią psie włóczęgi. Ta obrończyni zwierząt, niestety, niewiele o nich wie. Na przykład beztrosko wypuszcza hodowlane lisy na wolność. Tylko jak one na tej wolności mają przeżyć? Nie wiadomo. Zoologiczną ignorancję autorka próbuje zastąpić skrupulatnie zebranymi wiadomościami o procesach wytoczonych w przeszłości naszym braciom mniejszym. W jednym z listów do policji, jakie pisze główna bohaterka, czytamy m.in. o pszczołach, które w 846 roku w Wormacji zostały skazane na śmierć przez uduszenie za to, że pozbawiły człowieka życia. W innym procesie pozwano szczury, które jednak uniewinniono z powodu niemożności zapewnienia im bezpieczeństwa przy doprowadzeniu na salę rozpraw. Ten ostatni precedens miałby przemawiać na korzyść saren, które według bohaterki zabijają bezdusznych myśliwych i, co więcej, mają do tego prawo! Szkoda, że tak ważny moralnie temat został potraktowany z jednej strony ze zbędną historyczną skrupulatnością, a z drugiej z brakiem elementarnej wiedzy o zwierzętach. Zdecydowanie zabrakło w powieści ducha, który ożywiłby zarówno wydarzenia, jak i papierowe postacie.

Teraz przyjrzyjmy się Janinie Duszejko. Narratorka i bohaterka w jednym. W zamierzeniu Olgi Tokarczuk jest zapewne postacią pozytywną, a może nawet alter ego samej autorki. Janina Duszejko to kobieta pięćdziesięcioparoletnia, obarczona wieloma wadami, aż chciałoby się powiedzieć: ludzki z niej człowiek – sam niedoskonały i tak pięknie rozgrzeszający innych. W pierwszym zdaniu dowiadujemy się, że bohaterka z powodu wieku powinna wieczorami porządnie myć nogi, na wypadek, gdyby w nocy miało zabrać ją pogotowie. Niestety nie wiemy, czy to robi, ale poznając ją bliżej i jej głęboką niechęć do higieny (brudne paznokcie u rąk, niemycie zębów i nieprzebieranie się przed snem, bałagan w domu, w którym nie można nic znaleźć) dochodzimy do wniosku, że raczej chodzi spać brudna. Jedyne odstępstwo czyni raz w tygodniu na rzecz czystego ubrania (nie mylić z czystym ciałem), makijażu i staranniejszej fryzury – wtedy idzie do pracy do szkoły, gdzie z pełnym zaangażowaniem, w przeciwieństwie do innych nauczycieli, uczy języka angielskiego dzieci do lat dziesięciu – powyżej tego wieku są bardziej obrzydliwe niż dorośli, więc traci nimi zainteresowanie, a one z kolei tracą indywidualność, co dla bohaterki jest nie do przyjęcia. Nie bardzo wiadomo, jak to zamiłowanie do ludzkiej indywidualności ma się z inną jej teorią, że trzeba mówić ludziom, co mają myśleć, nie mam innego wyjścia, inaczej zrobi to kto inny. I tu ujawnia się kolejna cecha pani Duszejko, a może i całej powieści Olgi Tokarczuk – brak konsekwencji i nierozumienie rzeczywistości. Pierwszy z brzegu przykład: w jednej ze scen kobieta parzy czarną herbatę dla siebie i gościa (ortodoksyjnie pija tylko czarną, jakby inne szkodziły), ale w efekcie podaje kawę; mieszka na odludziu, w otoczeniu gór i lasów, i dziwi się, że sarny zimą podchodzą blisko pod ludzkie siedziby; według niej śnieg najszybciej topnieje w lesie (pani Duszejko, inżynier od budowy dróg i mostów, oprócz języka angielskiego, uczyła kiedyś również geografii), a zaorana ziemia zimą jest cieplejsza od tej porośniętej trawą. Wiele tam podobnych problemów, w sam raz dla czwartoklasisty. Prawda, że wieje grozą?

Olga Tokarczuk obdarza swoją bohaterkę „syndromem Leniwej Wenus” (pani Duszejko zaniedbuje się i ponoć nie wykorzystuje swoich możliwości) i jednocześnie każe jej działać pod wpływem Gniewu. Gniew to uczucie, które doczekało się w powieści teoretycznej wykładni. Dowiadujemy się, że dzięki niemu umysł staje się jasny i przenikliwy i widzi się więcej; z Gniewu bierze się wszelka mądrość, On zaprowadza porządek i przywraca dar Jasności Widzenia. Nic, tylko wynieść gniew jako kategorię moralną do rangi najwyższej wartości. Ale owa teoria gniewu dotyczy tylko głównej bohaterki, bo gniew innych bohaterów jest niesłuszny. Jedynie wobec niej sprawdza się to, co mówi nasz Blake (kilkakrotnie czytamy o naszym Blake’u, tylko nie wiemy, jakiej części wtajemniczonych czytelników ta naszość dotyczy): prawdą jest, że kto czuje gniew, a nie działa, szerzy zarazę, więc Janina Duszejko, nie mając innego wyjścia, działa. Działa w imię obrony praw zwierząt, a właściwie przeistacza się w anioła zemsty, chociaż anioły nie cieszą się jej przychylnością, bo według niej, jeżeli istnieją, to albo zrywają z nas (ludzi) boki ze śmiechu, albo stoją po niewłaściwej stronie. Niestety, ten powieściowy Gniew ma wymiar jedynie teoretyczny, jest blady jak świeżo umyte nogi Janiny Duszejko. My czytelnicy zupełnie go nie czujemy.

 

Strona: 1 z 3 | Następna »

Tagi: Olga Tokarczuk Prowadź swój pług prez kości umarłych powieść thriller moralny



Skomentuj

m.29-01-2010, 22:51

no właśnie o to mi chodzi- \"Bieguni\" to wymagająca książka i oczekiwałam,że Olga pójdzie jeszcze krok dalej, a tu taki kryminał, który nawet nie jest dobrym kryminałem, no cóż- podobno autorka szykuje coś ekstra


tsb29-01-2010, 12:34

żal, że książka nie była dwa razy grubsza, piękna robota, "Bieguni" byli trudniejsi do przebrnięcia, muszę jeszcze raz do tego podejść, ale te wcześniejsze, i "Prowadź swój pług ...".. świetne.. gratulacje dla p. Tokarczuk


m.25-01-2010, 23:15

ja też ledwo przebrnęłam przez pługa...co się z tą Olgą porobiło?


czekański25-01-2010, 21:43

Naprawdę dobra recenzja, nie miałbym tyle cierpliwości do tej książki i nie poświęciłbym jej tyle uwagi i skupienia, bo po prostu podczas czytania szlag człowieka trafia - ale rzecz dobrze opowiedziana i oceniona. Szakunec.


reklama
http://www.roe.pl/

Utwór Tygodnia

Ramona Falls - Russia


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu