G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Romans z Williamem Blake'em

Autor: Wioletta Sobieraj, dodano: 23-01-2010, 19:30

Po niewłaściwej stronie, w świecie Janiny Duszejko, stoi również Bóg, bo świat nie został stworzony dla człowieka, ku jego wygodzie i przyjemności – jak stwierdza pani inżynier w pewien zimowy poranek. Poza tym Bóg nie byłby w stanie unieść takiego cierpienia (ta kategoria dotyczy w powieści jedynie zwierząt, ludzi pomijamy), tylko maszyna byłaby w stanie udźwignąć cały ból świata. Tylko maszyneria prosta, efektywna, sprawiedliwa. Więc słowo „Bóg” biorę w cudzysłów – odważnie wyznaje orędowniczka braci mniejszych, z pominięciem jednak żab. Żaby są paskudne – obrzydliwa jest ta siła, która kazała wchodzić Żabom jedne na drugie i bez końca kopulować w stawie Matogi. Czyżby ta obrzydliwa siła to cudzysłowowy Bóg? To z pewnością kolejny argument przemawiający za tym, że ta książka to swoiście pojmowany thriller moralny. Jeśli chodzi o akt kopulacji zwierząt, do których i człowiek się zalicza, to przychodzą mi do głowy jeszcze psy, tak bezczelnie uprawiające ten niecny proceder na oczach wszystkich. Ale Olga Tokarczuk w tej kwestii zachowuje daleko posuniętą czujność – w powieści swobodnie biegają tylko suki, a te, jak wiadomo, na siebie seksualnie nie nastają. Natomiast ludzie zabawiają się pod kołdrą, tak jak Janina Duszejko. Robiła to już z protestantem i z katolikiem, ale najwyraźniej ci mężczyźni się nie sprawdzili – szczęśliwie, kolejny okazał się ateistą, nie wiemy, czy żonatym. Zaprosiła go pod kołdrę, ale ponieważ nie jestem Czułostkowa ani Sentymentalna – mówi – nie będę się nad tym dalej rozwodzić. Pewnie dobrze było – zgadujemy, i cieszy czytelnika, że w sumie można dopuszczać się tych żabich „obrzydliwości”, byle nie z katolikiem czy protestantem (bo to marni kochankowie); grunt, żeby po cichutku i pod kołderką. Amen. Ot, thriller moralny rozgrywający się w łóżku emerytowanej pani inżynier.

Gniew, poparty cytatami z Williama Blake’a, przywodzącymi na myśl dawne makatki z ludowymi mądrościami (np.: "Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść" albo "Na świętego Hieronima jest śnieg albo go ni ma", w powieści zaś czytamy: "Beczenie, Wycie, Ryk, Szczekanie/ To jak o pomoc łomotanie" albo: "Wypytujący z chytrą miną siedzi. Sam jednak nigdy nie zna odpowiedzi") miał usprawiedliwiać działania pani Duszejko. Natomiast Astrologia miała ją w tych działaniach wspierać. Astrologia, oczywiście pisana w powieści przez wielkie A, kładzie się cieniem na całym świecie przedstawionym, można nawet zaryzykować twierdzenie, że nie Janina Duszejko, nie bezbronne zwierzęta, słuszny czy niesłuszny Gniew, tylko właśnie Astrologia jest w tej powieści najważniejsza, że wszystko zostało jej podporządkowane – krótko mówiąc, jest to pean na jej cześć. Wyjątkowa nadgorliwość Olgi Tokarczuk w podejściu do astrologii powoduje, że owa pseudonauka przeradza się mimochodem we własną karykaturę. Na stronie 72., po długim wywodzie na temat astrologii, działającej narkotycznie na swoich adeptów, czytamy: (…) najmniejszy nawet fragment świata związany jest z innym skomplikowanym Kosmosem korespondencji, które trudno jest przeniknąć zwykłemu umysłowi. Tak to działa. Niczym japońskie auto.Prawda, że to japońskie auto chwyta za serce, zważywszy, że Janina Duszejko swój samochód (japoński!) nazywa pieszczotliwie Samurajem i czuje się z nim emocjonalnie bardzo związana? Ów samochód wie, kiedy się zatrzymać, co ominąć, kogo obryzgać błotem: Jest to pewna lojalność. Jak się żyje razem tyle czasu i jest się na siebie nawzajem zdanym, rodzi się coś w rodzaju przyjaźni. I tu uważnemu czytelnikowi przychodzi do głowy kolejna myśl. Jak to się dzieje, że bohaterka, która nienawidzi piły czy kosiarki do trawy, bo to zbrodnicze narzędzia, tak roztkliwia się nad samochodem? Przecież tyle zwierząt i ludzi (chociaż o ludzi w tym thrillerze moralnym mniejsza) ginie każdego dnia pod kołami samochodów. Ale widać ten aspekt moralny umknął uwadze autorki, zresztą nie pierwszy i nie ostatni.

Ustępów poświęconych astrologii w powieści jest bardzo dużo, więc zainteresowanych odsyłam bezpośrednio do książki, uprzedzając, że i tak miejscami albo są nudne, albo niewiele można z tego zrozumieć bez podstawowej wiedzy z tej dziedziny. Ufamy jednak, że Olga Tokarczuk wie, o czym pisze, bo konsultowała się z Leszkiem Weresem (informuje o tym na końcu książki), polskim autorytetem od czytania przyszłości w gwiazdach. A jeśli ktoś poczuje się zażenowany swoją ignorancją w tym zakresie, to proszę się nie martwić, i o to Olga Tokarczuk zadbała, przypominając czytelnikowi co jakiś czas o Najważniejszej Książce pod Słońcem, mianowicie o „Efemerydach planet. 1920 – 2020” (pozwalamy sobie złośliwie zauważyć, że pachnie to kryptoreklamą). Janina Duszejko wyznaje, że właśnie "Efemerydy..." wzięłaby na bezludną wyspę i za pomocą suwaka logarytmicznego stawiałaby horoskopy na lewo i prawo. Pytanie – komu? – pozostaje bez odpowiedzi. Ale póki nie jest na bezludnej wyspie – uwaga: „bez dotacji unijnych”! - prowadzi badania nad datami urodzin i śmierci, a że datę swojej śmierci zna, czuje się kobietą wolną. I korzysta z tej wolności, wulgaryzując swoimi działaniami w słusznej sprawie słynne kantowskie zdanie: niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie. Drugi teren jej poważnych badań to analiza wpływu gwiazd na programy telewizyjne: Tym razem uważnie analizowałam program telewizyjny możliwie największej liczby kanałów i badałam współzależności między treścią filmów wyświetlanych danego dnia a konfiguracją Planet. Wzajemne związki były bardzo wyraźne i wydawały się oczywiste. (…)Zauważyłam na przykład, że pewien film o tytule „Medium”, bardzo poruszający i dziwny, pojawiał się w telewizji, kiedy tranzytujące Słońce wchodziło w jakiś aspekt do Plutona i Planet w Skorpionie. (…) Podobne prawidłowości udało mi się zaobserwować w przypadku serii filmów o Obcym, tym statku kosmicznym. Tutaj wchodziły w grę subtelne zależności między Plutonem, Neptunem i Marsem. Gdy tylko Mars aspektował jednocześnie te dwie powolne Planety, telewizja powtarzała którąś część „Obcego". Czy to nie fascynujące? Aha, i jeszcze jedno – bohaterka postuluje wprowadzenie astrologii do szkół policyjnych! Co tak nieśmiało?! A może do szkół w ogóle! Taka astrologia mogłaby z powodzeniem zastąpić znienawidzoną historię, fizykę czy geografię. Jednak coś za coś – suwak logarytmiczny bezwzględnie do opanowania i na dodatek matematyka. Na szczęście o obowiązkową matematykę na maturze zadbały już władze oświatowe, więc pierwszy krok zrobiony.

 

« Poprzednia | Strona: 2 z 3 | Następna »

Tagi: Olga Tokarczuk Prowadź swój pług prez kości umarłych powieść thriller moralny



Skomentuj

m.29-01-2010, 22:51

no właśnie o to mi chodzi- \"Bieguni\" to wymagająca książka i oczekiwałam,że Olga pójdzie jeszcze krok dalej, a tu taki kryminał, który nawet nie jest dobrym kryminałem, no cóż- podobno autorka szykuje coś ekstra


tsb29-01-2010, 12:34

żal, że książka nie była dwa razy grubsza, piękna robota, "Bieguni" byli trudniejsi do przebrnięcia, muszę jeszcze raz do tego podejść, ale te wcześniejsze, i "Prowadź swój pług ...".. świetne.. gratulacje dla p. Tokarczuk


m.25-01-2010, 23:15

ja też ledwo przebrnęłam przez pługa...co się z tą Olgą porobiło?


czekański25-01-2010, 21:43

Naprawdę dobra recenzja, nie miałbym tyle cierpliwości do tej książki i nie poświęciłbym jej tyle uwagi i skupienia, bo po prostu podczas czytania szlag człowieka trafia - ale rzecz dobrze opowiedziana i oceniona. Szakunec.


reklama
Prowadź swój pług przez kości umarłych

Utwór Tygodnia

Fever Ray - Mercy Street


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu