G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Satyra na wampira

Autor: Katarzyna Łazarska, dodano: 06-10-2010, 16:17

Od czasu, kiedy słowo wampir przestało się powszechnie kojarzyć z uwielbianym ze mnie Hrabią Drakulą, a obraz ubranego na czarno żądnego krwi osobnika zastąpiony został przez romantycznego, a jednocześnie strasznie mało męskiego Edwarda Cullena, postanowiłam więcej o wampirach nie czytać, nie oglądać, ani nawet nie myśleć. Nastawienie zmieniłam jednak, kiedy na rynku pojawiła się książka pisma satyrycznego The Harvard Lampoon pt. „Zmrok”. Parodia powszechnie znanego „Zmierzchu” nie tylko śmieszy, ale także zadziwia umiejętnie dostosowanym językiem i inteligencją twórców.

Zmrok

Historia niby ta sama co zwykle, banalnie rozpoczynająca się opowieść o nastolatce zmuszonej do zamieszkania z ojcem w mieście, do którego wcześniej nie za bardzo lubiła przyjeżdżać. Belle Goose, bo tak właśnie owa dziewczyna się nazywa, nie jest jednak zagubiona ani nieśmiała. Można rzec, że wręcz przeciwnie – pewna swojej wartości, dumna i wyniosła próbuje w nowej szkole zaprowadzić swoje porządki. Jej życiowym celem staje się odnalezienie chłopaka – wampira, który jednym ukąszeniem zmieniłby jej przecudowne życie w wieczność. Gdy na stołówce zauważa mężczyznę swoich marzeń – Edwarta Mullena, ma wrażenie, że poczuła czym jest prawdziwa miłość. Ukochany wydaje się doskonałym kandydatem do spełnienia największego marzenia dziewczyny. Nie dość, że potrafi niespodziewanie się ulotnić w przeciągu zaledwie 10 minut, to jeszcze nosi nieziemsko piękne buty i niebywale zadziornie dziobie palcami klawiaturę swojego komputera. Niestety, mimo że wszystko na to wskazuje, Edwart wampirem nie jest.

Już sama okładka ewidentnie nawiązuje do pierwowzoru. Podczas, gdy oprawa „Zmierzchu” prezentowała soczyste, czerwone jabłko otoczone dłońmi, tutaj widzimy nienaturalnie białą rękę trzymającą jedynie jego ogryzek. Autorzy doskonale naśladują także styl Stephenie Meyer, bez skrupułów wyśmiewając patos towarzyszący większości powieści o pierwszej młodzieńczej miłości.

Przepełniona komizmem opowieść, w pewnych momentach wchodzi nawet na grunt absurdu i humoru charakterystycznego dla grupy Monty Pythona. Sytuacje, czyhające na bohaterkę i za każdym razem przypuszczające na nią zmasowany atak z zaskoczenia, wywołują u czytelnika lekkie niedowierzanie, po którym następuje napad śmiechu tak głośny, że niemalże histeryczny. Jeszcze bardziej abstrakcyjne wydają się być reakcje Belle, jej przemyślenia i podsumowania własnych zachowań, których autorzy nam nie skąpią.

Mimo, że nie wszystkie żarty w książce stoją na równym poziomie, niemal nie zauważa się wahań formy prezentowanej przez twórców. Na szczęście fragmentów niebywale zabawnych jest tak dużo, iż przyćmiewają one swoim blaskiem te mniej udane. Autorzy popisują się umiejętnościami bardzo potrzebnymi prawdziwym parodystom – posługują się ironią i doskonale wyolbrzymiają zachowania, nad którymi wzdychał i płakał ze wzruszenia cały świat współczesnych nastolatków. Przerysowani bohaterowie pokazani zostali wyjątkowo złośliwie, osoby zakochane w Belli i Edwardzie, a tym bardziej miłośnicy filmowych postaci odgrywanych przez Roberta Pattinsona i Kristen Stewart nie powinni więc po tę książkę sięgać.

Jedynym poważnym mankamentem „Zmroku”, który udało mi się zauważyć jest fakt, że do pełnego zrozumienia wszystkich gagów i żartów sytuacyjnych niezbędne jest przeczytanie oryginału. Oczywiście, można chwycić za tę książkę bez znajomości treści „Zmierzchu”, a nawet bez świadomości całej otoczki, jaka wtórowała powstawaniu poszczególnych części sagi, jednak wtedy najprawdopodobniej czytaniu nie będą towarzyszyły takie same przeżycia.

Rzadko śmieję się sama do siebie. Czasem, czytając naprawdę dowcipne książki, uśmiecham się pod nosem. Podczas pochłaniania powieści The Harvard Lampoon śmiałam się tak głośno, że nieznajomi siedzący obok w autobusie, zerkali na mnie z dziwnym wyrazem twarzy i niejaką pobłażliwością w oczach. „Zmrok” wzbudza niesamowite emocje, komiczne pomysły jego twórców doprowadzają do łez, a książkę pochłania się jednym tchem (oczywiście z przerwami wypełnianymi wybuchami śmiechu). Właśnie dlatego warto zajrzeć do powieści i dzięki niej ochłonąć trochę od nowego, romantycznego obrazu wampira rysującego w kulturze.

The Harvard Lampoon, Zmrok, Świat Książki, Warszawa 2010

Tagi: The Harvard Lampoon Zmrok Świat Książki recenzja parodia satyra Katarzyna Łazarska



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/Kultura+2.0/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator