G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

Słowa spuszczone z łańcucha przyzwoitości

Autor: Magdalena Wołowicz, dodano: 18-12-2009, 21:24

Janusz Rudnicki, tak jak bohater opowiadania „Śmierć czeskiego psa”, pisze jak mówi, a mówi tak jak mówi, czyli dowcipnie, sarkastycznie, kolokwialnie i wulgarnie. Krótkie fabuły zamieszczone w najnowszym zbiorze opowiadań zabierają czytelnika w surrealistyczną podróż w czasie i przestrzeni.

Janusz Rudnicki

Podobno na początku było słowo, które ciałem się stając, zamieszkało między nami. Zacznijmy więc od początku, tak jak Bozia przykazała. Słowo u Rudnickiego to podstawa, szkielet, który autor „Męki kartoflanej” powleka fabularną materią. W zbiorze opowiadań pt. „Śmierć czeskiego psa”, jak i w całej twórczości Rudnickiego, czytelnik staje się widzem umiejętnej żonglerki słownej oraz semantycznych popisów akrobatycznych. Rudnicki po mistrzowsku zestawia ze sobą zdania (zazwyczaj są to zdania pojedyncze, krótkie, informacyjne), wydobywając z nich wszelkie niejednoznaczności, ukazując przy tym nowe znaczenia. Język to giętki i mięsisty, ale też połamany i groteskowo wykoślawiony. Nic dziwnego, skoro nad tymi opowiadaniami unoszą się duchy Gombrowicza i Białoszewskiego.

Ale nie tylko. Rudnicki pełnymi garściami i bez żadnych skrupułów czerpie ze skarbca literatury polskiej. Jego opowiadania to intertekstualna gra, ale naznaczona deformacją - jak na ironistę przystało. Poza tym autor „Chodźcie, idziemy” bierze na warsztat artystyczne biografie. Czytelnik, przechadzając się fabularnymi ścieżkami, co rusz spotyka a to Hłaskę, który kładzie się do łóżka na siedem lat, by umrzeć śmiercią głodową, to znów Andersena, snującego się od teatru do teatru, by ktoś wystawił jego dramat. Pojawiają się również takie sławne nazwiska jak Joyce, Alma Mahler-Werfel czy też Heine. Czytelnik poznaje ich życie od podszewki, pytanie tylko - prawda li to czy też fikcja?

Bo u Rudnickiego granice między fikcją i rzeczywistością, groteską i powagą, absurdem i sensem są bardzo płynne. Język to niewątpliwy atut tego zbioru, dodajmy do tego jeszcze wyobraźnię, która wymyka się spod kontroli i zabiera czytelnika w surrealistyczny świat, w którym bohater jest ścigany przez karła i wpada do kanału, ponieważ miasto zostało opanowane przez bandę gulikowców, kradnących włazy do kanałów („Tu stacja Kędzierzyn-Koźle”). A to dopiero początek.

Postać, która najczęściej przewija się przez opowiadania to Janusz Rudnicki - autor z Polski. Anegdotki z jego życia stanowią przepełnione humorem sytuacje i tu należy ostrzec potencjalnych czytelników: nie czytajcie tej książki w miejscach publicznych. Obcowanie z prozą Rudnickiego grozi bowiem niekontrolowanymi wybuchami śmiechu, co w tłumie może sprowadzić na nas podejrzenie o wątpliwej kondycji psychicznej. Ale jak tu się nie śmiać, gdy czytamy o mężczyźnie, który utknął na wyciągu krzesełkowym z dzień Zaduszny i siedzi tak sam nieborak z gromnicą na głowie w nadziei, że go ktoś dostrzeże?

Rudnicki bawi się wszystkim - językiem, konwencjami, bohaterami, ale gdzieś pod tymi grami znajduje się druga płaszczyzna, skłaniająca do refleksji nad statusem rzeczywistości i naszą tożsamością. Ten niewielkich rozmiarów zbiór opowiadań jest ucztą dla wszystkich, którzy od literatury oczekują intelektualnej rozrywki, połączonej z odrobiną refleksji.

Janusz Rudnicki, Śmierć czeskiego psa, wydawnictwo W.A.B. , Warszawa 2009, 196 s.

 

Tagi: Janusz Rudnicki opowiadania wydawnictwo W.A.B. \



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/kiedy_rzeczywistosc_daje_po_pysku_mowie_dziekuje/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator