G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Śmiejące się bestie nie chodzą do kościoła

Autor: Grzegorz Kurka, dodano: 13-12-2010, 15:35

No i mamy od dawna wyczekiwane nowe dzieło Mariusza Szczygła. Apetyty na „Zrób sobie raj” były wilcze. Jego poprzedni reportaż - „Gottland” okazał się bestsellerem zarówno u nas, jak i za granicą. Głównie południową. Mniemam, że nowa książka Szczygła zrobi podobną karierę.

Zrób sobie raj

Od czasu ukazania się „Gottlandu”, czytelnicy spragnieni wiedzy o Czechach, mogli się dokształcać przy innych lekturach. Ostatnio w księgarniach pojawiły się „Pepiki” Mariusza Surosza. Z kolei Janusz Rudnicki opublikował, tu i ówdzie docenione, opowiadania pod zbiorczym tytułem „Śmierć czeskiego psa”, które także podejmują temat naszych sąsiedzkich relacji z Czechami. W ten nurt literackiego czechofilstwa wpisuje się również „Zrób sobie raj” - książka ważna, ciekawa i starająca się zmienić nasze stereotypy.

Mariusz Szczygieł twierdzi, że marzyła mu się książka o jego ulubionym kraju bez napinania się, która nie odzwierciedla, nie obiektywizuje i nie syntetyzuje. Generalnie, „Zrób sobie raj” powyższe postulaty spełnia. Skoro jednak nie obiektywizuje, to w takim razie jak bardzo ucieka od rzeczywistości?

Z Czechami braćmi jesteśmy od czasu gdy Lech, Czech i Rus błąkali się po europejskich równinach. Za komuny radośnie udzielaliśmy sobie braterskiej pomocy. Zgrzyty się owszem zdarzały, ale nieznaczne. Pod Grunwaldem jedni Czesi stali u boku Witolda i Jagiełły, inni walczyli ramię w ramię z Krzyżakami. Dodatkowo, Matka Historia traktowała nas niesprawiedliwie. Dziś spoglądając na Czechów oczami Szczygła, mam wrażenie że jedynie genetycy mogą się doszukać między nami podobieństw. Chyba, że autor celowo w swojej książce eksponuje różnice.

Okazuje się, że w XXI wieku Polaków i Czechów łączy już tylko miłość do piwa. Polakom ponoć w jednym oku siedzi etos, a w drugim patos. Natomiast u Czechów, kultura unika patosu i wzniosłości. Woli dowcip, bo Czesi żyć bez dowcipu nie mogą. Kręcą same komedie, a na nie śmieszny film kulawy pies do kina nie przyjdzie. Skutkuje to deficytem filmów pełnych moralnego niepokoju, o holokauście, okupacji, zdradzie i pokrewnych tematach, o których u nas nakręcono już kilometry celuloidu.

Także z religijnością u Czechów krucho. W rankingach najbardziej zlaicyzowanych państw znajdujemy się na dwóch biegunach. Mimo, że wielu Czechów to ateiści, ogromną popularnością cieszą się u nich różne nowe idee i wyznania. Okazuje się, że oprócz garstki chrześcijan, całkiem sporo naszych południowych sąsiadów w coś tam jeszcze wierzy. W poszukiwaniach absolutu pomagają im religie wschodu i odłamy nurtu New Age. To zjawisko dotyczy wszystkich warstw społecznych. Nawet prominentni politycy przyznają się do wiary w energię drzew. U nas taka deklaracja ze strony polityka, byłaby chyba bardziej samobójcza niż jawny homoseksualizm.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Podstawową kwestią poruszaną przez Mariusza Szczygła, jest życie w państwie z którego wymieciono Boga, przepędzono religię i wygnano powagę. Autor pyta wprost, jak się zwykłym Czechom żyje bez Boga? Okazuje się, że brak religii wcale ich nie przeraża. Życie społeczne się nie rozpada, ludziom nie brakuje moralności, choć w większości nie wiedzą jaką formułę należy wypowiedzieć gdy czyni się znak krzyża. Natomiast opisywani przez Szczygła katolicy zachowują się niemal jak prześladowani geje, w zaufaniu i szeptem ujawniający swą orientację.

Bardzo interesującą częścią książki są fragmenty poświęcone dwóm ważnym czeskim artystom: Janowi Saudkowi i Davidowi Czernemu. Ten pierwszy to wiecznie nietrzeźwy, wybitny fotograf. Ten drugi jest rzeźbiarzem, którego każde kolejne dzieło wywołuje uśmiech na twarzy, a czasem głosy potępienia [głównie za granicą] za szarganie świętości i obrazę dobrego imienia. Saudek fotografował akty pulchnych kobiet w konwencji malarstwa barakowego i XIX-wiecznej pornografii. Jego twórczość przez lata komunizmu była nie tyle niepoprawna politycznie, co kompromitująca. W efekcie władze nie przyznawały się do jego istnienia. Z kolei Czerny słynie z tego, że na co dzień wyśmiewa swój kraj, a ostatnio całą Unię Europejską, i to w samym jej centrum – gmachu Rady Europy. Uważa jednak, że przez brak tabu w Czechach nie udaje się żadna prowokacja artystyczna. Co innego w Polsce.

Jak wypada „Zrób sobie raj” w porównaniu z „Gottlandem”? Przede wszystkim są to całkowicie inne książki. „Gottland” było reporterską opowieścią o Czechach w konfrontacji z komunizmem. Najnowsza książka Szczygła ucieka od literatury faktu. Więcej w niej eseju, dziennika i encyklopedii. Podejmuje całkowicie inne problemy, koncentrując się na kwestii wiary, przemijania i stosunku do zmarłych.

Z jednej strony „Zrób sobie raj” ucieka od stereotypu Czecha - sklonowanego Szwejka. Z drugiej, obawiam się, że może wykreować nowy stereotyp Czecha - ateisty. Wiadomo, że fikcja jest w literaturze czymś naturalnym. W reportażu zaleca się okiełznać fantazję. Być może „Zrób sobie raj” leży gdzieś po środku, co nie znaczy, że zarzucam Szczygłowi kłamstwa. Po prostu jego najnowsza książka jest tak niesamowita, że momentami trudno mi jej wierzyć.

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010. 

Tagi: Zrób sobie raj Mariusz Szczygieł reportaż wydawnictwo Czarne recenzja Grzegorz Kurka



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator