Wakacje w pełni, upały sięgają zenitu. My zajmujemy się tematami ważkimi i trudnymi bez względu na warunki atmosferyczne. Rozmowę o rewitalizacji Nadodrza i jego problemach odbyliśmy w trakcie Śniadania Mistrzów. Zapraszamy do lektury pierwszej części dyskusji, która odbyła się w Łokietka 5 – miejscu dedykowanym rewitalizacji Nadodrza. O rewitalizacji rozmawiali Małgorzata Wyrzykowska, Tadeusz Sawa-Borysławski, Michael Fleischer i Sławek Kurałowicz.

Maja Zabokrzycka: Chciałabym żebyśmy porozmawiali o rewitalizacji Nadodrza i koncepcjach miejskich na działania w tym obszarze. To, co w tej chwili się dzieje to rewitalizacja infrastruktury, inwestycje, które pozwalają na przeprowadzanie remontów. Przeważnie remonty te dotyczą tylko i wyłącznie fasad budynków, rzadko kiedy wymieniane są instalacje, czy remontowane są klatki schodowe, co wywołuje silny sprzeciw mieszkańców. Nawet jeżeli przeprowadzane są na przykład wymiany stropów, mieszkańcy są przesiedlani i bardzo często już w ogóle to swoich mieszkań nie wracają. Czy to jest dobra praktyka? Czy jest to jedyny sposób na zajęcie się dzielnicą z szeregiem problemów społecznych? Czy na Nadodrzu można mówić o zjawisku gentryfikacji?
Małgorzata Wyrzykowska: Proces rewitalizacji, w jakimkolwiek miejscu by się nie odbywał, wymaga na początku dyskusji i planowania. Trzeba przemyśleć funkcje danej przestrzeni. Dobrym przykładem jest Łódź. Tam myśli się kwartałami o pewnej specyfice zabudowy. Dzięki temu najpierw powstała Manufaktura, a teraz planuje się powstanie kwartału sztuki – EC1.
Mówiąc o Nadodrzu trzeba też brać pod uwagę problemy społeczne, które tutaj się skupiają. Zdaje się, że tu nikt nie zadał pytania na ile sama funkcja tej dzielnicy będzie pasowała do miejsca i czy jej mieszkańcy będą nią zainteresowani.
Czy fasadowość procesów renowacji kamienic może odpowiadać na potrzeby mieszkańców? Rewitalizacja Nadodrza to make up. Drugiej strony nie widać, a ona się sypie. Tymczasem mieszkańców nie interesuje tylko odnowienie fasady, bo mają toalety na półpiętrze.
Przystosowanie dziewiętnastowiecznej zabudowy do współczesnych potrzeb, modernizacja kamienic wiąże się z ogromnymi kosztami, a to oznacza w efekcie podniesienie czynszu. Mieszkańcy nie wracają, bo jest im zwyczajnie wygodniej w nowych miejscach. Standard ich życia się poprawił, tym czasem tutaj nie byliby w stanie opłacić czynszu. Nadodrze to worek problemów. Potrzeba wielotorowego myślenia o tym i poszukiwania rozwiązań przy współudziale Urzędu Miejskiego, który spełnia kluczową rolę.
Tadeusz Sawa-Borysławski: Na Nadodrzu problemów mamy tak samo dużo jak i w całym mieście. dfPierwszy z nich to problem świadomości. Dopiero od niedawna wiemy, że zabudowa dziewiętnastowieczna jest ważna i wartościowa. We Wrocławiu jest niewiele tego rodzaju miejsc. Ten obszar, nazywany przez architektów Polem Maciejowym, pomiędzy obecnym hotelem na Drobnera a Dworcem Nadodrze, był skrojony według jednego projektu na wzór angielskiej urbanistyki z centralnym skwerem. Wcześniej wartość tego obszaru widzieli niektórzy architekci i część historyków. Moja praca dyplomowa z 1976 roku, dotyczyła właśnie Pola Maciejowego. Jej pomysłem było odtworzenie zabudowy kwartalnej. Tym czasem moi profesorowie publikowali rok wcześniej w miesięczniku „Miasto” Towarzystwa Urbanistów Polskich projekt ublokowienia tego obszaru, czyli stworzenia osiedla funkcjonalistycznego. Zgodnie z tymi założeniami powstały przedszkola i szkoły w różnych miejscach i jakieś dziwaczne parterowe budynki w samym środku kwartału, na osi głównej tego zespołu.
Drugi problem to problem ludzki. Zamieszkali tu wszyscy Ci, którzy przyjechali z Mazowsza, z łódzkiego i Kresów. Stworzone zostały tu mieszkania komunalne, bo innych form wówczas nie było. Oczywiście, że jeśli mieszkanie o powierzchni stu i wysokości 4 metrów dzieli się na trzy, a ma klopik na półpiętrze, to jest to anachronizm, ale najgorszym skutkiem powojennej polityki mieszkaniowej jest przedziwna struktura własnościowa. Nie wiemy czyj jest kwartał w środku. Kwartały podzielone są na działki takie, jaki jest podział na kamienice. Teoretycznie można remontować całe kwartały, ale nie wiadomo, kto miałby ponieść koszty, bo własność jest niejasna. Natomiast nie przejmowałbym się tym, że ludzie, którzy tu mieszkali dostali mieszkanie z łazienką na Maślicach i nie chcą tu wrócić. Niech wracają Ci, którzy kochają takie miejsca. Wbrew pozorom jest w tym jakaś logika. Wysokie mieszkania, ładne sienie, przepiękne schody. To wszystko da się wyremontować. Ale niestety dzieje się to kawałkami. Myślę, że to robota na minimum dwa pokolenia, ale dobrze, że się zaczęło.
Warto obszar Pola Maciejowego potraktować jako wzorcowy – to dobre posunięcie skupić wysiłki grupy specjalistów w jednym miejscu. Kiedyś krytykowano Zdrojewskiego za to, że przy szeregu ważniejszych rzeczy do zrobienia, on wybrał Rynek. Ale Rynek promieniuje, w przeciągu dwudziestu lat powolutku ciągnie sąsiadujące obszary. W tej chwili pięknieje obszar pomiędzy Antoniego a Włodkowica. To by się nie działo gdyby nie Rynek.
Michael Fleischer: Ja jak zwykle nie zgadam się ze swoim przedmówcą. Bardzo cenię jego optymizm i wiarę w to, co dzieje się w tym mieście, ale nie wierzę, że to się da we Wrocławiu zrobić. Próbujemy wyważać otwarte drzwi. Wszędzie na świecie już przeprowadzano rewitalizację. Istnieją procedury i sprawdzone wzory. Możemy sprawdzić, które z nich pasują do Wrocławia.
Zasadniczy problem dotyczy ojców miasta, których uważam za niezbyt rozgarniętych. Zwłaszcza prezydent, który miastem w ogóle nie jest zainteresowany i jedynie przy pomocy miasta próbuje sobie załatwić polityczną karierę. Dla niego na tym się kończy Wrocław. My mamy remontować miasto, nie mając wsparcia w jego władzach? Zrobiony został Disneyland, czyli Rynek. Tak jak Pan Borysławski wspominał - to bardzo dobrze. Problem w tym, że to jest Disneyland. I według mnie nie ma on żadnego wpływu na resztę miasta. Ludzie przychodzą do Rynku, jak do Disneylandu pod Paryżem. Idą do knajpy, a potem wracają do normalnego miasta.
Procedura powinna być brutalna, czyli taka jak wszędzie. Wszystkie kamienice na Nadodrzu trzeba sprzedać. Ustalić ich własność albo aktem państwowym wywłaszczyć. Tak jak to zrobiono w Berlinie, gdy zawaliła się NRD. Struktury własności nie da się zrekonstruować, bo to trwa setki lat. W związku z tym sprzedano wszystko. Ci, których nie stać na kupno mieszkań, wyprowadzą się. Dowcip polega na tym, że to co tutaj mieszka zaczyna dominować w całej dzielnicy. Ja też mieszkam w takim miejscu – na Hubach, czyli Bronxie. Jak się tam wprowadzałem, obowiązywała jeszcze jakaś równowaga. Teraz dresiarze przejęli władzę i psują wszystko, co się da. To nie jest zjawisko polskie, na całym świecie tak to działa. W związku z tym trzeba ich usunąć z tych dzielnic. Nie ma innego wyjścia, jak tylko przez wysokie ceny mieszkań.
Tak komfortowe mieszkania kupią ludzie, na których nam w mieście zależy, czyli wschodzący przedsiębiorcy. Ludzie, którzy mają świadomość, że chcą mieszkania, które ma czety metry. Przeciętny wrocławianin myśli tylko, że to oznacza drogie ogrzewanie i że trzeba te sufity obniżyć. Żeby usunąć taką mentalność trzeba po prostu brutalnie oczyścić dzielnicę z ludzi, których w niej nie chcemy. Nie mam nic przeciwko nim, to są tacy sami ludzie, jak ja, ale oni się nie nadają do kultywowania takich miejsc jak Nadorze, czy mój Bronx. Po pierwsze , dlatego że ich na to nie stać, po drugie, dlatego że zdewastują te miejsca wcześniej czy później. Na całym świecie się tak robi. Taką dzielnicę, ogłasza się jako tak zwaną ‘lepszą dzielnicę’ i ściąga do niej kreatywnych i młode przedsiębiorstwa. Za nimi pojawiają się knajpy, sklepy, w których można kupić francuskie sery i wina. Oni napędzają rozwój całego kwartału. Tak trzeba zrobić, nie dlatego, że taka jest moja recepta, tylko dlatego, że tak się to wszędzie robi, a my prochu nie wymyślimy.
MZ: Czy Pan się zgadza z takim podejściem?
Sławek Kurałowicz: Ja się w gruncie rzeczy zgadzam ze wszystkimi przedmówcami. Zajmuję się designem. Każde projektowanie jest designem, również projektowanie miasta. U nas, niezależnie od tego we Wrocławiu, czy w Polsce, czy w tej części Europy, pierwszą wytyczną w projektowaniu do przestrzeni publicznej jest idiotoodporność. To odpowiedź na to, o czym mówił pan Fleischer.
W związku z tematem nasunęło mi się takie jedno przemyślenie, które chciałbym tu dodać. Jakiekolwiek projektowanie dla ludzi, czy w miastach, musi się zamykać w jednym słowie identyfikacja. Identyfikacja z miejscem, które zamieszkuję, w którym przebywam i śpię. Tutaj wyremontowana fasada w ciągu pół roku będzie źle wyglądała, bo obecni mieszkańcy się z tym nie identyfikują. Od 1945 roku na Nadodrzu nastąpiła kompletna wymiana ludności. Ci, którzy tu trafili myśleli jedynie o tym, że koszmar wojny chcą mieć już za sobą. A trafili do piekła zniszczenia.
Władze, które budowały tę część miasta bardzo dbały o tę identyfikację. Tu na placu stał pomnik jednostki wojskowej, mający upamiętniać żołnierzy I wojny światowej. Mniejsza z tym, że w gruncie rzeczy była to gloryfikacja państwa agresywnego. Obecnie tej identyfikacji nie ma. Ci ludzie tylko tutaj przebywają i nijak nie utożsamiają się z miejscem. Może to kontrowersyjna opinia, ale moim zdaniem to władza, wybierana i popierana, nie podejmując żadnych działań, doprowadziła do sytuacji, gdzie dewastacja jest normą.
Ale chodzi również o identyfikowanie się urzędników z tym problemem. Wystarczyłoby zaprosić do działania ludzi z zapałem i pomysłami. Przedstawicieli mojego środowiska takie rzeczy interesują. To jest kwestia emocji, uczuć i pasji, a nie tylko oschłych tabelek.
Na pewno podejście wielu ludzi, którzy tu mieszkają, nie jest takie, jakie pierwotnie zakładano tworząc taką zabudowę. Więc chyba mimo pewnych oporów, które początkowo miałem, muszę się zgodzić z profesorem Fleischerem. Do sprawy trzeba podejść pragmatycznie, jeśli rewitalizacja ma się udać, są na nią potrzebne potężne pieniądze.
Strona: 1 z 3 | Następna »
Tagi: Śniadanie Mistrzów rewitalizacja Nadodrze Łokietka 5
prawie nikt13-09-2010, 11:48
Ja jako jeden z mieszkańców tego rejonu nie czuję, że jestem w subkulturze marginesu. Nie stać mnie jednak w polskich realiach na mieszkanie. Jeśli to się ma odbywać tak, że dzisiaj nie mogę wykupić mieszkania preferencyjnie ze względu na głupie przepisy i różne przeszkody administracji, a jutro grubas z walizką pieniędzy kupi kamienicę i przeszkód nie będzie - to dziękuję za takie rozwiązanie. Wolę koktajl mołotowa - jako lepszy argument swoich racji - też nie będzie sprawiedliwie. Lubię teorię komunikacji i wyprawy w świat corporated identity, ale nie lubię myślenia korporacyjnego, które jest całkowicie bezduszne. Nie jesteśmy Niemcami, Amerykanami itd (stety i niestety) żeby mieć zapewniony socjal jak nas wysiedlą na lokale w których nie mieszka nawet zwierzę (to jest dopiero design) - i otworzą tutaj sklepy z francuskimi serami. Zawsze można powiedzieć, że panuje wolny rynek, prawda? No i wygrywa silniejszy, tak? Nie liczę na opiekuńczość Państwa, ale jest jeszcze taki wskaźnik jak stosunek średniej krajowej do ceny mieszkania za metr kwadratowy. Bywa to barierą nie do przeskoczenia. Co jeszcze Niemcy robią inaczej niż my? Może jakieś inne przykłady z innych dziedzin? Jestem żywym przykładem (jednym z wielu) na to jak MF się potrafi mylić. Kierunek jest dobry, ale metoda toporna jak stado słoni. W tej dzielnicy też są ludzie kreatywni, trochę bardziej uczciwi niż niektórzy pseudo PR-owcy, bez przeszkód kończący studia - jadąc na samym sztucznym wizerunku - może dlatego ci pierwsi nie dorobili się mieszkania, bo nie potrafią kłamać w oczy i sprzedawać badziewia, mówiąc że to lukrowane pączki. Brakuje mi tutaj ludzkiego podejścia. Można robić cięcia, ale nie jesteśmy w dzikiej dżungli żeby brnąć z maczetą przed siebie po to by krajobraz był przyjemny. Był taki \\\"myśliciel\\\" OSHO, który mówił, że łatwiej i przyjemniej się medytuje jadąc limuzyną. Widzę pewne podobieństwo. Się zdenerwowałem...
Unknown13-09-2010, 09:34
Osoby zajmujące się markami terytorialnymi są zainteresowane książkami, publikacjami badaniami Michaela Fleischera. Często ludzie przyznają się, że nie mogą nadążyć za MF, bo walczą oporem szarej, ciężkiej masy na rynku. Od kilku lat (też w tej branży) spotykam ludzi za głupich, na rozróżnienie projektowania tożsamości i pozycjonowania terytorialnego od reklamy i marketingu. Cieszę się że MF dodał łyżeczkę dziegciu w tej beczce miodu. Mieszkam w tej dzielnicy od ponad 10 lat i zgadzam się poglądami MF. Nie wyobrażam sobie innej drogi! Oczywiście, że ważny jest człowiek na Biskupinie też tak myślą...no ba, nawet siłownie mają na skwerkach :)
Gomułkowiec07-09-2010, 23:25
Tow Wiesław wiedział by co robić z tym pożal się Borze \"profesorem\" szwabem... Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. NARODOWA LEWICA
tru07-09-2010, 20:17
I tak źle i tak nie dobrze. Wystarczy spojrzeć na nowe budynki Ganta przy skwerku na Pomorskiej czy nawet nowy budynek na pl. Bema. I tak i tak japiszony będą kupować tu mieszkania coraz chętniej, bo blisko centrum, klimatycznie itd. Trochę to potrwa, ale proces, o którym mówi Felischer i tak się dokona, tylko bez masowych wysiedleń, które on proponuje. Ten człowiek powinien się przejść na podwórko przy ulicy Ptasiej i zobaczyć ile dało mieszkańcom tych kamienic zwykłe zainteresowanie. Mieszkańców Nadodrza można zachęcić do zmian, bo oni wierzcie lub nie też nie chcą mieszkać w brudzie, trzeba tylko dużo dobrej woli. Ale wiadomo edukacja, rozmowa uczenie ludzi troski o przestrzeń zajmuje mnóstwo czasu, wysiedlenie natomiast idzie rach ciach. Nie wiem jak Uniwersytet może zatrudniać takiego człowieka
mieszkanie prawem - nie towarem30-08-2010, 11:31
Gratuluję rozmówcom podejścia do sprawy...czy należy rozumieć że "nie elitę" należy zesłać do kontenerów socjalnych za miastem, niech tam dogorywają? Proponuję w miejsce zabytkowych kamienic wybudować piękne nowoczesne galerie handlowe dla najbogatszych, niech znikną z nadodrza pasmanterie, sklepy z art. gospodarstwa domowego, szewcy,kaletnicy i szklarze, po co to komu , przecież wszystko mogą robić wielkie firmy. Ech ludzie, nauczcie się szanować to co macie, to co ma tradycję, a przede wszystkim nauczcie się szanować innych ludzi. A Panu profesorowi,proponuję ogrodzone drutem kolczastym strzeżone elitarne osiedle, dla tych których tylko elita nie brzydzi...
Anna28-08-2010, 11:28
\"Neofaszysta\" to zdecydowanie na duże słowo. Jednak dziwi że w całej tej dyskusji zabrakło troski o ludzi.
Anna28-08-2010, 11:26
"Neofaszysta" to zdecydowanie na duże słowo. Jednak dziwi że w całej tej dyskusji zabrakło troski o ludzi.
u27-08-2010, 11:10
brawo dla redakcji za zapraszenie neofaszysty do dyskusji
rabbe27-08-2010, 10:34
Dyskutanci wychodząc z pozycji liberalnych dochodzą do bardzo niebezpiecznych wniosków. Uzasadniają gettoizacje społeczną, a to na pewno nie zrewitalizuje Nadodrza. Istotą problemu przywracania miastu witalności nie jest kamienica ale człowiek...
m27-08-2010, 09:50
Radzę wszystkim "uczonym", żeby najpierw nauczyli się odróżniać dwa procesy: rewitalizację i gentrfikację, a następnie zorientowali się, który z nich z perspektywy nauk społecznych (mam tu na mśli tendencje w rozwiniętych krajach europejskich) ma pozytywne skutki i powoduje ozywienie tkanki miasta, a który prowadzi napiętrzania się problemów. Podobne do uczestników dyskusji poglądy wyrażała moja babcia, która "przecież ogląda telewizor i wie!". Wstyd mi jako osobie wykształconej, że przedstawiciele świata nauki reprezentują tak prymitywny i zaściankowy poziom wiedzy o świecie.
telemach27-08-2010, 02:14
"Tak trzeba zrobić, nie dlatego, że taka jest moja recepta, tylko dlatego, że tak się to wszędzie robi, a my prochu nie wymyślimy." Wie Pan co panie Fleischer? A może by Pan gdzieś wyjechał, trochę pouczył się, porozglądał? Np. mógłby Pan przyjechać tu, do Niemiec, do Berlina. I zobaczyć na własne ooczy co to znaczy "Sozialverträgliches Wohnen" Może wówczas przestał by Pan wciskać ludziom kit w Polsce. Fakt, że napisał Pan pracę dyplomową nt. poezji Stachury, nie predystynuje Pana jeszcze do roli fachowca d/s. rewitalizacji zabytkowych dzielnic. Ja mam wrażenie że Nadodrze jest niebywale witalne. Problemem jest uratowanie substancji budynków, przy jednoczesnym zachowaniu zastanych i organicznie wyrosłych struktur społecznych. To trzeba istotnie umieć robić. W jeleniej Górze Pana tego nie nauczyli? Ale jeśli Pan chce zobaczyć że sukces jest możliwy (pod warunkiem, że zabiorą się za to ludzie z wiedzą, socjalnym sumieniem i wyobraźnią) to niech Pan spojrzy tutaj: http://chamissoplatz.de/
Student27-08-2010, 00:07
Biblisto nie ględź o Niemcach, bo kompromitujesz się nacjonalisto.
Biblista2827-08-2010, 00:00
Niemiec, \"profesor\", chce wyrzucić z mieszkań mieszkańców, aby przejeli je \"bogatsi\" [czyt. Niemcy]. Jestem człowiekiem, który pamięta jak robili to faszyści. Nie możemy pozwolić na to! Tadeusz Winiarz
Blejk26-08-2010, 23:59
Słowa prof. Fleischera są niegodziwe, bezczelne, pozbawione zwykłej ludzkiej wrażliwości, zaś nasycone chamską pogonią za kasą. Wstyd dla tytułu profesora i wstyd dla uczelni, która takiego \"specjalistę\" zatrudnia.
conejoinfernal26-08-2010, 23:54
Wypowiedzi pana Fleischera mnie przerażają. Miasto jest tym czym jest również ze względu na ludzi, którzy w nim mieszkają. Miasto z "młodymi przedsiębiorcami" z importu jest tym, czym z niszczona kamienica z odnowioną fasadą - zwykłą atrapą, w której nie jest dobrze żyć.
przeciw wyzyskowi26-08-2010, 23:48
mieszkanie jest prawem - nie towarem. profesor powinien wrócić do podstawówki i nauczyć się szacunku do drugiego człowieka, do bliźniego czy jakkolwiek to nazwiecie. a tymczasem - przestać pierdzielić głupoty, bo kompromituje naukę, humanistykę i uniwersytet
www.KaszebskoRewolucejo.pl26-08-2010, 23:46
Ciekawe czy profesor Michael Fleischer się załapuje do tej "elity" którą będzie stać na wykup mieszkań... A jeśli tak - to czy jest to wystarczająca podstawa aby czuć się lepszym? Czy "mieć" jest ważniejszejsze niż "być"?
groźny nick26-08-2010, 21:50
ten profesor to niezła Krwa. Trzeba powiedzieć jasno i dosadnie, to groźny typ, z którym trzeba zrobić porządek. W imię walki klas, której jak widać jest fanem.
smętny zwis26-08-2010, 21:26
Jak to są mistrzowie, to wolę być śmieciem.
Student26-08-2010, 21:21
Jedyną rewitalizację, jaką trzeba tu przeprowadzić to rewitaliacja mózgu wszystkich dyskutantów. Co mam na myśli? Powszechne przyzwolenie na tak antyludzkie rozwiązania i to jeszcze przy pseudo-modernistycznym dyskursie klas posiadających: \\\"tłumaczymy ludziom, jak głupiemu, czym jest miasto\\\", \\\"ludzi, których potrzebujemy, czyli wschodzących przedsiębiorców\\\"- my, czyli kto? Piarowcy, którzy chcą sobie popijać winko, patrząc na ładne kamienice? A reszta, co? Won do baraków - bo brudzą. Typowa zgniła burżuazyna hołota, której do głowy nie przyjdzie, że jest coś więcej niż ich zafajdane designy - np. problem gettoizacji miast, masowej biedy, bezrobocia i deprywacji materialnej ludzi, jaka się w tym kraju odbywa od cirka dwudziestu lat. Poza tym jaki \\\'sound dzielnicy\\\'? O czym my mówimy? Dzielnica to ludzie tam zamieszkujący, a nie banda dupków, którzy będą wprowadzać segregację, bo im sound nie pasuje do ludzi. Tfu! Jedynym problemem Fleischera i spółki jest to, że chcą mieć tak, \\\"jak na Zachodzie\\\", ale metodami stalinowskimi, bo jak widać bez wykluczania i tak już wykluczonych \\\"Mistrzowie\\\" nie są w stanie sobie poradzić. Jak na Zachodzie, ale bez zawracania sobie głowy ludźmi i ich problemami. Jedyny problem ze świadomością, jaki tutaj widzę, to brak świadomości klasowej w tym kraju, ale mam nadzieję, że się to jeszcze zmieni. Ktoś zapyta - to co Pan proponuje? Proponuję zastanowić się nad tym, co się mówi: skoro wszyscy widzimy, jak jesteśmy biedni, to nie stać nas na ekskluzywne dzielnice w centrum. Kropka.
Anna26-08-2010, 19:46
Bez rozwiązywania problemów społecznych, aktywizacji ludzi do samodzielnej pracy, niczego się nie osiągnie. Nic nie da wyrzucenie ludzi na bruk i otworzenie winiarni (sic!) - jak proponuje pan Fleischer, poza pogłębieniem wzajemnej nienawiści i patologii. Tu trzeba pracy u podstaw - w tym Fleischer ma rację. Niestety proponuje on pracę w złym kierunku
KK21-07-2010, 21:37
POLECAM LINK http://www.scr.pl/oferta.html DLA MNIE O WIELE LEPSZE PODEJSCIE DO TEMATU
KK21-07-2010, 18:12
my tu sobie rozmawiamy a czy kiedykolwiek ktos z ZZK które defakto moze zrobic cos z tym bajzlem był na takiej debacie? chyba nie czyzby nie byli zainteresowani? nie sprzedaja lokali bo gdyby sprzedali to zzk nalezaloby rozwiazac a tacy glupi to oni nie sa ;) gdzies czytalem ze ludzie nie sa zainteresowani kupnem calych kamienic. Otoż są, tylko miasto nie sprzedaje. Poza tym nie widac konsekwencji w dzialaniu miasta. sprzeda 1 a wkolo zostana slumsy. to jest przyczyna dla ktorej nie ma inwestorow. pomijajac klopoty zkoneserwatorem zabytkow
B21-07-2010, 15:26
Biorąc pod uwagę zróżnicowanie mieszkańców Nadodrza, to moim zdaniem budowanie tożsamości nie rozwiąże problemu. Jak najbardziej potrzebne są akcje, które zwrócą uwagę mieszkańców ale będą to mieszkańcy zainteresowani. Niestety sporej części nie zależy. Jeżeli obecni mieszkańcy mieliby zostać, należy posiadać misternie utkany plan działania. Wszystko zależy od tego, jaki charakter ma mieć dzielnica. Nie oszukujmy się, sporo w mistycznej dzielnicy patologii.
B21-07-2010, 15:23
Biorąc pod uwagę zróżnicowanie mieszkańców Nadodrza, to moim zdaniem budowanie tożsamości nie rozwiąże problemu. Jak najbardziej potrzebne są akcje, które zwrócą uwagę mieszkańców ale będą to mieszkańcy zainteresowani. Niestety sporej części nie zależy. Jeżeli obecni mieszkańcy mieliby zostać należy posiadać misternie utkany plan działania. Wszystko zależy od tego jaki charakter ma mieć dzielnica. Nie oszukujmy się sporo w mistycznej dzielnicy patologii.
billy20-07-2010, 17:05
Gdyby chociaż połowę mieszkań w remontowanych przez miasto kamienicach przeznaczyć na sprzedaż, to już by wiele zmieniło. Nie można zasiedlać remontowanych budynków tymi samymi ludźmi, bo oni i tak ich już nie polubią. I jeszcze okna ukradną, instalacje wyrwą, przecież to nie ich tylko miasta. Mieszkania w wyremontowanych kamienicach rozejdą się jak świeże bułeczki wśród artystów, architektów, pasjonatów architektury i sztuki. Gwarantuję! W chwili obecnej na rynku wtórnym naprawdę nie ma w czym wybierać. Urzędnicy! apelujemy, pójdźcie po rozum do głowy, miasto może na tym tylko skorzystać. Środki ze sprzedaży można przeznaczać na dalsze, sukcesywne remonty.
kk20-07-2010, 08:30
zgadzam sie z Michael Fleischer. bylem ostatnio w Szczecinie. tam miesto wykaterowalo ok 8 kamienic i sprzedaje po koleji. widzialem caly czworobok zrobiony na TBSy z pieknie zagospodarowanym podworkiem. Wspolnoty sprzedaja strychy z pozwoleniami na rozbudowe nawet na balkon!! i konserwator sie na to zgadza. A we wroclawiu... dobrze by bylo gdyby nie przeszkadzal bo o pomocy nawet nie marze. Podczas wizyty w ZZK zostalem potraktowany w sposob skandaliczny. Miasto nie wspiera wspolnot bo musialo by z nimi rozmawiac. A wiadomo nie od dzis ze z wladza sie nie dyskutuje. Wiec wydaje bezsensownie pieniadze na kamienice w 100% komunalne bo tam nikt z nimi nie dyskutuje a potem dziwi sie z piaskownica zasikana ze okna ukradzione ze tralki w piecu wyladowaly. jestem mieszkancem nadodrza z wyboru. nie wiem jak dlugo tu jeszcze wytrzymam. i nie chodzi tylko o pozostala smietanke ale brak perespektyw na zmiany
m19-07-2010, 21:53
Jako mieszkanka Nadodrza z wyboru - dziękuję za inicjatywę:) Nie wszyscy mieszkańcy ją docenią, większość pewnie nie zauważy. Ważne jest żeby zacząć promować to magiczne miejsce. Przyciągnąć ludzi, którzy niekoniecznie dobrze czują się na Rynku. Aczkolwiek, z tego co widzę nie wierzę aby moi liczni sąsiedzi zmienili podejście do życia - wódka w magicznych zakamarkach smakuje im przecież wyśmienicie i nie ma nikogo kto by im to wybił z głowy :)
Aga19-07-2010, 12:00
Doskonałym pomysłem była podjęta dyskusja. Teraz do dzieła:)