Jest taki stary, suchy dowcip: Co to są mieszane uczucia? – Kiedy teściowa wpada w przepaść twoim nowym samochodem. Moją definicją mieszanych uczuć jest wrażenie po lekturze „Trójmiasta – przewodnika Krytyki Politycznej”. Najchętniej zrecenzowałabym poszczególne jego części jako osobne książki, różne rozdziały mają bowiem różne poziomy zawartości oraz rzetelności dziennikarskiej.

W Trójmieście nie byłam nigdy, więc jego problemy, chcąc nie chcą, są mi obce i to zapewne zaważyło na mojej ocenie nowej pozycji wydawnictwa Krytyka polityczna. Zabrakło mi punktu odniesienia, percepcyjnego filtru, przez który mogłabym przepuścić opisywane treści. Co prawda każdy rozdział jest poprzedzony tłem historyczno-kulturalnym, ale po pierwsze, jest ono bardzo okrojone do wybranych zagadnień (co jest całkowicie zrozumiałe), a po wtóre – ważnym elementem odbioru są emocje, a nie tylko wiedza. Nie twierdzę oczywiście, że błędem autorów jest to, że nie potrafili mnie zaczarować wizją Trójmiasta do tego stopnia, bym poczuła się rodowitą gdańszczanką czy gdynianką, bo to niewykonalne. Czynię jedynie zastrzeżenie, że mój odbiór „Trójmiasta” może być niepełny, ale to nie znaczy, że bezwartościowy. Tak Gdynia, Sopot i Gdańsk, jak i okoliczne miejscowości są w końcu częścią Polski, wraz z jej kulturą, mentalnością i problemami.
Egida Krytyki Politycznej zobowiązuje, po przewodniku spodziewałam się więc nie tyle pompowania już i tak patetycznej do granic możliwości historii wyzwalania się dzielnego, polskiego narodu spod radzieckiej okupacji czy nawet rozliczenia z PRL-em, co lekkiego odbrązowienia i zerwania z tradycją pokazywania wszystkiego przez pryzmat mitycznej już przemiany ustrojowej, jakby nastanie demokracji pozbawiło nas praw do krytykowania rzeczywistości. Niestety, pierwsza część „Trójmiasta” rozczarowuje. Plejada zaproszonych do udzielenia wywiadu jest dość przewidywalna – Lech Wałęsa, Henryka Krzywonos, stoczniowcy, intelektualiści i tak dalej, co jest całkowicie naturalne. Zabrakło jednak jakiegoś głosu prawdziwie krytycznego, pokazującego rzeczywistość z innej strony ot tak, dla kontrastu i skłonienia do przemyśleń.
Co więcej, przeprowadzający wywiady momntami zadbali o to, by nie odbiegać od konkretnej linii, jakby na początku założonej, co jest działaniem na pograniczu etyki dziennikarskiej. Pytania nakierowują na konkretną odpowiedź – w niektórych rozmowach wątki powracają po kilka razy jakby dlatego, że przeprowadzający wywiad nie uzyskał na dane pytanie odpowiedzi wskazującej na szlachetne pobudki, nie zgrywającej się z upowszechnionym obrazem PRL-owskiej walki narodowowyzwoleńczej. Prowadzenie rozmowy momentami narzuca interpretację całości, co może nie spodobać się zwolennikom „przezroczystego” dziennikarstwa. Może w takim razie lepszą i bardziej owocną od wywiadu formą byłaby w tym przypadku dyskusja? Mimo niedociągnięć trzeba jednak przyznać, że to, o czym mówią Ewa Graczyk czy Joanna Banach broni się przed zakwalifikowaniem, a bohaterowie rozmów pozostają żywymi ludźmi, a nie postaciami wyciętymi z papieru. Nie da się jednak uniknąć wrażenia, że z tych żywych ludzi można było wyciągnąć dużo więcej zindywidualizowanych, wartościowych historii. Oscylowanie wokół konkretnych tematów samo w sobie jest dobrą strategią – pozwala na pokazanie danego wycinka świata różnymi oczami. Konieczne byłoby jednak wyzbycie się skrystalizowanego już w naszym społeczeństwie obrazu Polski przed 1989 rokiem na rzecz skupienia się na rozmówcy. Trochę żal niewykorzystanego potencjału.
Znacznie lepiej wypadają te części książki, które nie są związane z politycznymi wspominkami, skupiające się na obecnej sytuacji. Dobrym przykładem jest tu debata „Diagnoza trójmiejskiej architektury”. Forma debaty nadaje tej długiej rozmowie z udziałem kilku autorytetów dynamizmu i pozwala na poruszenie paru wątków na różne sposoby. Co do treści, wychodzi tu wyraźnie problem, o którym wspomniałam na początku – brak zanurzenia w trójmiejskiej atmosferze, jednak nie przeszkadza on w odbiorze, co najwyżej w obiektywnej interpretacji, jeśli w ogóle można o takowej mówić. Jednak pewne kwestie są frapujące same w sobie, chociażby problem zagospodarowania ogromnych, postyczniowych połaci w centrum miasta. Czytelnik poznaje też bardzo prozaiczne sprawy, takie jak nierozsądne i nieprzemyślane architektonicznie zagospodarowanie trójmiejskiej przestrzeni. Samo nasuwa się pytanie retoryczne – czy mówimy tu tylko o małym fragmencie Polski, czy też może diagnoza Trójmiasta jest świetnym ze względu na jego warunki naturalne i historyczne case study, uwidoczniającym bolączki całego kraju? I ta uniwersalność bez zatracania cech właściwych dla omawianego przypadku Gdańska, Gdyni i Sopotu sprawia, że przewodnik Krytyki Politycznej przeczytać warto. No, może nie w całości.
Trójmiasto - przewodnik Krytyki Politycznej, wydawnictwo Krytyka Polityczna, Warszawa 2011.
Tagi: Trójmiasto - przewodnik Krytyki Politycznej Krytyka Polityczna debata dyskusja recenzja publicystyka Martyna Garbacz