Polska – Japonia: 14 tysięcy kilometrów. Dystans zdaje się powiększać, gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę odmienność kulturową tego kraju. Podwójnie odległa Japonia fascynuje dwa razy bardziej. A podczas lektury książki „W drodze na Hokkaido” nawet trzy, nawet cztery.

Jej autor, Will Ferguson wyrusza w podróż śladami Sakura Zensen, czyli wraz z frontem kwitnienia wiśni. Zjawisko to rozpoczyna się na Okinawie w lutym i systematycznie przesuwa się na północ: do Kioto i Tokio dociera zazwyczaj na przełomie marca i kwietnia a na początku maja osiąga Hokkaido. Wyścig z naturą Ferguson rozpoczyna na Sata Misaki, czyli przylądku wyspy Kiusiu, wysuniętym najdalej na południe. Jego celem jest dotrzymać kroku sakura aż do samej wyspy Hokkaido. O ile sam pomysł wyprawy wzbudza w jego japońskich znajomych uznanie lub chociaż akceptację, o tyle forma podróży współczucie a nawet trwogę:
Ale dlaczego miałbyś tak jechać? – pytali ze szczerym zdziwieniem – Nie ma powodu żeby jechać stopem. Właśnie po to zbudowaliśmy superszybki pociąg.
Inni niepokoili się o moje bezpieczeństwo:
- Ale przecież – argumentowałem – Japonia jest bardzo bezpiecznym krajem, nie?
- O tak. Bardzo bezpiecznym. Najbezpieczniejszym na świecie.
- No to dlaczego nie miałbym zabierać się „okazją”?
- Bo Japonia jest niebezpieczna.
Właśnie w taki zabawny sposób, Ferguson odkrywa przed nami filozofię myślenia Japończyków. Pokazuje jak bardzo ich styl życia i podejście do codzienności różnią się od europejskiego postrzegania świata. Odmienności te najdokładniej widać właśnie w momencie, gdy wraz z autorem, wsiadamy do auta prowadzonego przez zapracowanego biznesmena, nadwrażliwą matkę, profesora Uniwersytetu Tokijskiego czy lokalnego wytwórcę konnyaku. Każda z napotkanych osób to jedna historia, kilka wspomnień i mały kawałek Japonii. Ich zachowania i opowiadane historie pozwalają nam zdanie po zdaniu, odkodować ten niesamowity kraj.
Autor także poprzez opis zwiedzanych miejsc i zabytków stara się scharakteryzować Kraj Kwitnącej Wiśni. Ferguson zgodnie z obietnicą, nie zabiera nas do muzeów (oprócz muzeum seksu w Uwajimie) i nie zanudza historiami rodem z przewodnika. Nie zanudza , choć nigdy nie pozostawia bez chociaż ramowego opisania miejsca, jego historii czy pierwotnego przeznaczenia. Zawsze ma też w zanadrzu jakąś legendę czy anegdotę co sprawia, że nie można mu zarzucić zbędnego dydaktyzmu.
Najbardziej jednak bawią te fragmenty, w których opisuje jak niezdarny potrafi być „biały człowiek” w Kraju Kwitnącej Wiśni. Próby poderwania tamtejszych kobiet lub rozszyfrowania niezrozumiałych napisów po raz kolejny uwypuklają różnicę Japonia- reszta świata:
Przezwyciężając niewiedzę determinacją, przyglądałem się znakom. Moja znajomość kanji była mocno ograniczona, więc wszystko co zdołałem odczytać, było przypadkową zbitką słów, nieukładającą się w żadną sensowną całość:
UWAGA- WSCHÓD – BĘDZIE – PROSIMY – POŁUDNIE – JEST TYLKO – DZIĘKUJEMY.
Jego pomyłki udowodniają jak łatwo jest pogubić się w międzynarodowych kodach: to co u nas jest codziennością, 14 tysięcy kilometrów stąd, może być uznane za szaleństwo czy nawet obrazę. Ale autor bierze to wszystko w nawias i dalej bawi się w autostopowicza: spotyka kolejnych ludzi, wprasza się do nich na kolację, pozwala stawiać sobie piwo… Jego ogromny dystans do siebie i otaczającej go rzeczywistości – udziela się też nam. Zapewne dlatego, że wszystkie uczucia: radość i samotność, nasuwające się czasem zwątpienie i poczucie „inności” opisane są językiem autentycznym, szczerym. Bez wątpienia dużą rolę odgrywa tu fenomenalne tłumaczenie. Wiele gier słownych i żartów zostało przetłumaczonych z wyjątkową precyzją. Niekiedy humor został dostosowany do polskich realiów: dzięki czemu książkę czyta się jeszcze przyjemniej.
Książka, pomimo pokaźnych rozmiarów pozostawia niedosyt. Ferguson pozwala zakochać się w Japonii, a potem po prostu kończy książkę. A przecież tak wiele mógłby jeszcze opowiedzieć, tak wiele napisać. Jest tam zdecydowanie zbyt dużo intersujących wątków, potrafiących zainteresować od jednego do drugiego końca Japonii i z powrotem. I zbyt wiele nie skończonych haiku.
Will Ferguson, W drodze na Hokkaido, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011.
Tagi: Will Ferguson W drodze na Hokkaido Wydawnictwo Dolnośląskie recenzja Agnieszka Oszust