Śmieszna sprawa z tym swagiem. Dzisiaj to słowo, którego nadużywają wszyscy, choć nikt tak naprawdę nie wie, co znaczy. Kiedy kilka lat temu pojawiało się w tekstach raperów z Young Money/Cash Money, kiedy Soulja Boy nieśmiało przebąkiwał o "podkręcaniu swagu", kiedy Gucci Mane błyskał złotem (z wiadomym słowem na ustach), wreszcie kiedy określano styl Lil B "rapem dla swagu" - nikt nie przykładał wielkiego znaczenia do śmiesznego, niedefiniowalnego w gruncie rzeczy terminu. 2011 rok obfitował w mixtape'y artystów, którzy "SWAG" wpisali sobie na sztandary. W takiej sytuacji wypada mi powołać się na najlepszą definicję tego słowa, która wyszła z ust nieocenionego Michaela Scotta z "The Office" - Stuff We All Get. A o tym, ile dostaliśmy w tym roku, najlepiej świadczy fakt, że najlepsze hip-hopowe albumy w tym roku to darmowe mixtape'y. Ale po kolei.

Pierwszą ekipą, która w 2011 zaczęła robić nawet nie tyle szum, co prawdziwe tornado wokół swojego swagu (bo muzyka nie zawsze idzie z tym w parze...), była Odd Future Wolf Gang Kill Them All. Bardzo ciekawy Tumbler, propsy na twitterze Kanyego, kilka mikstejpów, afera z Earlem, deskorolkowe widea, teledysk do "Yonkers" - wszystko budowało hype, jakiego świat muzyki dawno nie widział. Wielki kontrakt był kwestią czasu, a na Tylera zaczęto patrzeć jak na zbawcę rapu. Czy słusznie? Miał tego dowieść "Goblin" - album, który powstał bardzo - zaskakująco - szybko. Ekipa Odd Future nigdy nie kryła punkowych inklinacji, stąd brzmienie "Goblina" było niechlujne, a bity miejscami niesłuchalne. Sam koncept płyty - patologiczna autoterapia, rozszczepienie osobowości, dramatyczna narracja z równie dramatycznym (i pretensjonalnym) finałem - był bardzo sprytny i pomimo kilku mielizn liderowi OF udało się wymanewrować poza terytoria kompletnej artystycznej klapy. Z drugiej strony ciężko "Goblina" uznać za sukces, bo oprócz "Yonkers" i kilku lepszych utworów album potrafi zmęczyć. Publika i krytycy byli raczej zgodni - "Goblin" to zawód. Tylerowi lepiej wyszły kooperacje (szczególnie ta z Pusha T) i należy liczyć na to, że w 2012 roku będzie korzystał z usług lepszych od siebie beatmakerów.
Jeden z najlepszych mixtape'ów ekipy OFWGKTA nagrał Earl the Sweatshirt, który niestety zniknął na jakiś czas, czym spowodował falę domysłów i akcję społeczną "Free Earl". Dla hype'u nic lepszego nie mogło się zdarzyć. Earl był również świetnym partnerem dla Tylera i jednocześnie prawdziwym talentem - z niezapomnianym flow i świetnie skonstruowanymi tekstami ("Earl"!). Zresztą, jako syn sławnego afrykańskiego poety był niejako skazany na inteligentną zabawę słowem. 2012 powinien być rokiem Earla, a jeszcze lepiej, żeby oba złe duchy OF połączyły ponownie siły - kooperacja Earla z Tylerem może przynieść najlepsze owoce, jakie wyrodzić może OFWGKTA, w którym niestety nie obowiązuje równość w utalentowaniu.
Zaskakująco jak na przerażający background (Odd Future dla swagu głosi pochwały każdego chyba bezeceństwa) udało się przebić Frankowi Oceanowi, który razem z The Weeknd stanowił najnowszą falę niezależnego R'n'B. "Nostalgia, Ultra." balansuje kilka razy na granicy kiczu, ale jest bardzo udanym zbiorem piosenek. Sukces Franka nie zaskakuje - dzisiaj wypada słuchać R'n'B, więc publika nastawiona bardzo afirmatywnie znalazła się sama.
W połowie roku zaczęło dziać się coś dziwnego. O ile bańka Odd Future nie pękła, nadmuchiwana trasami wyprzedawanymi na pniu (nie ma się co dziwić - widziałem ich w akcji i to był jeden z najlepszych koncertów w tym roku), o tyle powoli do szerszej świadomości słuchaczy zaczęła przesączać się druga grupa, również prowadzona przez charyzmatycznego lidera. A$AP Rocky wiedział, że droga do serca dzisiejszego melomana prowadzi przez Tumblr/YouTube, zatem nie dziwi popularność klipów do "Purple Swag" i "Peso" (oba zresztą świetne), a także mocne akcenty tamblerowe i nieco "memiczna" forma autopromocji. A$AP nie popełniło błędu Tylera - to dzięki bitom Clamsa Casino Rocky i jego posse wyszli na nowatorów. Rozmyte i rozmarzone podkłady stanowiły znakomitą bazę dla tekstów o niczym (zresztą w formie wielokrotnie powracających catch-phrases) i zwolnionych wokali (w czym zresztą też lubowało się OFWGKTA). Nie bez znaczenia jest tu drugi po Rocky'm w A$AP, czyli Spaceghost Purrp. Oprócz własnego mixtape'u (sygnowanego ultrahipsterską nazwą Blvcklvnd Rvdix 66.6 (1991)) produkował bity dla całego gangu i załapał się na "LIVELOVEA$AP" - swoiste podsumowanie mixtape'owej drogi nowojorskiej odpowiedzi na Odd Future. Załapał się zresztą na drugą część "Purple Swag", stając się niejako namaszczoną przez Rocky'ego prawą ręką lidera ekipy. Purrp odpływa jednak dużo dalej niż Rocky, mieszając lo-fi z silnymi wpływami witch-house'u i bardzo mocno kombinując ze strukturą kawałków. Choć geograficznie jest ziomkiem Ricka Rossa (Miami), to muzycznie bliżej mu do mrocznych piwnic ze starymi kasetami aniżeli do bulwarów i luksusowych samochodów. Oczywiście, i tutaj "swag" jest obowiązkowy, a wyraża się w specyficznej pisowni i obowiązkowych atrybutach w postaci blingów, grilli (tych na zębach) i fajnych teledysków.
Z Florydy przenosimy się do Oakland, gdzie urzęduje "best duo ever", jak o sobie piszą Main Attrakionz. Ziomki Purrpa, cieszący się zarówno produkcjami od niego, jak i od samego Clamsa Casino (warto tu też wyróżnić bity Squadda B, który nawet wymyślił nazwę dla tej muzyki - cloud rap). Ich mixtape "808s & Dark Grapes II" dołączył do pochodu udanych i darmowych swaggerskich wydawnictw. Ciężarem dorównują Rocky'emu, bity czerpią z podobnych źródeł – fani A$AP powinni być zaspokojeni twórczością duetu z Oakland.
Warto wspomnieć o Lil B, który jako jeden z pierwszych poznał się na bitach Clamsa Casino. Lil B, który porzucił porządne rymowanie w rewelacyjnym składzie The Pack na rzecz anty-flow stylu "based", wypuścił w 2011 sporo muzyki i świetnych klipów, a jego dziwaczne teksty stały się kopalnią niecodziennych użyć języka angielskiego. Co prawda Lil B funkcjonuje trochę jak środowiskowy żart, ale nie można jego muzyce odmówić uroku.
Ukłony w stronę noworodzącego się nurtu składał Soulja Boy, który spróbował czegoś bardziej eksperymentalnego (także w tym maczał palce Clams Casino), ale nie był to zbyt udany krok. Soulja najlepiej czuje się w pełnym blichtru mainstreamie, który z pewnością generuje większe obroty niż eksperymentalne mixtape'y swaggerów z ulicy. Przynajmniej na razie.
2 miliony dolarów dla Odd Future, 3 miliony dla A$AP Rocky'ego (z czego 1,3 miliona na budowanie ogólnoświatowej marki), kooperacje z Nike (Rocky) - świat wielkich wytwórni płytowych, czy po prostu wielkiego biznesu, sięga do eksperymentalnego podziemia. Co odrobinę dziwi, bo to, co straszne dzieci swagu wyrabiają jest bardzo często trudne do słuchania, jeszcze częściej trudne do oglądania. Nie do końca rozumiem kontrakt, jaki Polo Grounds/RCA zaoferowało A$AP Rocky'emu. To oferta o jeden milion przebijająca kontrakt Drake'a, którego muzyka jest idealnym produktem dla każdego. Czy to nagłe i intensywne zainteresowanie wielkiego przemysłu muzycznego podziemną, internetową sceną (ze wszystkimi tego dobrymi i złymi stronami), która gra na własnych zasadach jest pewnego rodzaju desperacją? Przecież "swag generation" wypłynęło na tym, z czym walczy wielki biznes - darmowy obieg własności intelektualnej, radykalny recykling sięgający od sampli z Björk po tumblery pełne kolaży, pełna kontrola własnej drogi artystycznej. Wytwórnie hojnie sięgają do kieszeni w nadziei na to, że mając w swoich szeregach młodych, świeżych i modnych wykonawców, za którymi stoi "autorytet Internetu" (wątpliwy zresztą, o czym świadczy choćby rozdźwięk między hajpem na "Goblina", a jego rzeczywistą wartością...) mogą powstrzymać koła czasu, które powoli i sukcesywnie mielą model rynku muzycznego obowiązujący przez ostatnich kilka dekad. Nic, tylko się cieszyć, że w stanie agonii wspierają eksperymenty w obrębie tak skostniałego gatunku, jak hip-hop.
Ciekawe, czy rok 2012 również będzie stał pod znakiem SWAG (Stuff We All Get/mixtape'ów), czy bardziej „swag” – produktu zrodzonego na przecięciu rapowego mainstreamu i siły z podziemia, który będzie pchany dzieciakom z przedmieść w formie regularnych albumów i singli, których zadaniem jest mimo wszystko wypracowanie zysku. Wierzę w undergroundowy etos, który przyświeca większości z bohaterów tego tekstu, wierzę też w ich kreatywną siłę, która zdominowała cały 2011 rok - najpierw w postaci Odd Future Wolf Gang Kill Them All, później w postaci A$AP. Swaggerzy nie bali się wywrócić hip-hopu do góry nogami, wprowadzając nową jakość dzieci Internetu, dla których geografia to abstrakcyjne pojęcie, podobnie jak pionowe hierarchie tradycyjnego rynku muzycznego i gatunkowe zasady. Numery takie, jak "Bass", "Peso", "Stoner Gang", "Pheel Tha Phonk 1990", "Yonkers", "Earl", "Motivation" i wiele innych, to wybitny wkład w historię gatunku, który od dłuższego czasu tkwi w martwej formule. Swaggerzy nie proponują najlepszej technicznie nawijki, ich "przekaz" rzadko wychodzi poza żarty, autoironię i niepoważne konstrukcje słowne, a numery często błagają wręcz o lepszy mix/mastering. Mają zamiast tego cholernie kreatywną muzykę, która pomysłami i nowatorstwem nadrabia techniczne mankamenty. I chyba tego trzeba było hip-hopowi, aby nabrał świeżego oddechu.
Tagi: Paweł Klimczak swag Odd Future Wolf Gang Kill Them All OFWGKTA A$AP Rocky Frank Ocean Clams Casino
emanko12-01-2012, 21:47
wielkie propsy za ten artykuł. zarówno strona merytoryczna jak i stylistyczna stoją na najwyższym poziomie, sam bym tego lepiej nie ujął.