G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Sztuka istnienia w opowieści

Autor: Marek Olszewski, dodano: 06-12-2010, 00:31

Kolejna książka Michała Pawła Markowskiego, powiększająca i tak całkiem już sporą biblioteczkę sygnowaną jego nazwiskiem, potwierdza, że jest on nie tylko wybitnym kulturoznawcą, ale również świetnym pisarzem. Na „Słońce, możliwość, radość” składają się teksty drukowane w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Autor, zbierając je w jednym tomie, nadał im miano „egzystencjalnego raptularza” – trzeba przyznać wyjątkowo trafnie. Nic bowiem nie ma dla Markowskiego większego znaczenia, niż egzystencja, która staje się zrozumiała wyłącznie w ramach prowadzonej narracji. Pisanie jest więc mechanizmem uchwytywania siebie, stanowi świadectwo niekończącego się procesu kształtowania tożsamości.

Słońce, możliwość, radość

Osobisty ton, towarzyszący zebranym tekstom, podkreśla autor już na wstępie, gdy sugeruje, że chciałby wyjść poza formę gatunkową eseju i odnaleźć „język bliższy skóry niż dotąd”. Literatura – czy lepiej powiedzieć snucie opowieści – w wydaniu Markowskiego to przedsięwzięcie wielkiej wagi. Słowa własne i cudze, wspomnienia, zapamiętane obrazy zamieniają się w egzystencję, zaś jedyną możliwą jej artykulacją jest opowieść. Ważne jest rozróżnienie, którego trzyma się autor: życie oznacza nieprzerwaną wiązkę znaczeń, której ośrodkiem jest jednostka, egzystencja to z kolei narracja, w której opowiedziane życie nabiera sensu, zaczyna znaczyć. Ów sens nigdy jednak nie jest domknięty, odgraniczony od świata. Wręcz przeciwnie, jego żywiołem jest zmienność, która napędza wszelką aktywność poznawczą otwartej na rzeczywistość jednostki. To prawdziwe wyznanie wiary w opowieść. Markowski odnawia je niemal w każdej swojej książce.

O czym opowiada tym razem? Sporo miejsca poświęca historii sztuki, swoim wizytom w amerykańskich muzeach, gdzie podziwiał obrazy Bacona, Hoppera czy wystawę malarstwa iluzjonistycznego. Niezwykle ciekawe są proponowane przez niego analizy. Przede wszystkim dlatego, że nie podąża wytartymi ścieżkami mówienia o znanych twórcach. Kiedy omawia malarstwo Edwarda Hoppera, wykorzystuje modernistyczną wykładnię dzieła sztuki, jako tego, które uobecnia nieobecność. Zaraz jednak dodaje, że nowoczesna epifania jest czymś szalenie nudnym, ponieważ przychodzi z pozaludzkiego. Woli oglądać obrazy Hoppera jako sugerowaną opowieść, w której nic nie jest przesądzone. Wówczas przejmuje go to, co wydarza się przed i po ukazanym momencie.

Na wstępie analiz autor odrzuca wytarte klisze, zaś w centrum zawsze stawia siebie i swoje doświadczenie. Owszem, Markowski jest narcyzem, rozkochanym w swoim pisaniu i... właśnie dlatego czyta się go tak znakomicie. Przypomina w tym jednego z mistrzów, któremu poświęcił niegdyś osobną książkę – Gombrowicza (w tym kontekście polecam zajrzeć do tekstu zatytułowanego „Tanger, 18 sierpnia”, który jest zbiorem luźno zebranych zapisków, podsumowujących wyprawę do marokańskiego miasta). Mało tego, autora „Słońca...” najbardziej pociąga taki sposób pisania u innych. Z tego powodu zainteresowała go książka o fotografii – „Dno oka” Wojciecha Nowickiego, której poświęca długą recenzję.

W poszukiwaniach nowego języka, wspomina poetów-renowatorów, którym udało się – zgodnie ze stwierdzeniem Rolanda Barthesa – wyprowadzić poezję z przestrzeni stadnej mowy. To, co było prawdziwą obsesją Rimbauda, w innym sensie Celana, a więc szukanie takiego, języka, który sprosta życiu, w równej mierze fascynuje Markowskiego. Mniej dziwi wówczas kolokwialny styl tekstu, relacjonującego wizytę w waszyngtońskim The National Gallery of Art, gdy autor przybiera pozę prostaczka, wprawiając czytelnika w narastające osłupienie. Tak przedstawiają się moje doświadczenia – zdaje się mówić pisarz – od ciebie, czytelniku zależy jaką narrację z nich ułożysz. Życia nie daje się utrzymać w karbach, nie można kontrolować przepływu znaczeń. Sens rodzi się dopiero w zdystansowanym spojrzeniu Innego. Autor daje wyraz temu przekonaniu bezpośrednio, pisząc o biografistyce jako sztuce interpretacji ludzkiej egzystencji, która „bez wysiłku rozumienia ze strony innych pozostałaby bezsensowna”. Faktów, które miały miejsce w przeszłości nie można oderwać od fikcji, podobnie, jak płynna i stale redefiniowana jest granica, oddzielająca sferę życia prywatnego i publicznego. Opisana biografia zawsze będzie uporządkowana w zgodzie z zasadą wykluczeń, wyborów i pominięć. Obiektywizm czy bezstronność to założenia wyjątkowo naiwne.

Oddzielną część rozważań zajmują teksty poświęcone fotografii. Pod analityczną lupę zostaje wzięty sam Henri Cartier-Bresson, któremu stawia się zarzut, że nie fotografuje świata, lecz układa go w piękne i wyzbyte rzeczywistości kompozycje. W tym sensie słynny Francuz zasługuje bardziej na miano artysty niż fotoreportera. Prawda zdaje się leżeć gdzie indziej, poza kadrem. Wiedzą o tym, podziwiani przez Markowskiego, fotografowie amerykańscy (Lewis Hine, Weegee, Walker Evans, Garry Winogrand, Diane Arbus, Lee Friedlander, William Klein, Robert Klein). W ich pracach uwagę zwracają anarracyjne detale, przełamujące jednokierunkowy dyskurs. Z trudem można przypisać im jakiekolwiek znaczenie – jak w życiu. Podobny opór przeciwko narracji bije z obrazów Francisa Bacona. Miejsce opowieści zajmuje u niego intensywność odczucia, które jest inną formą „spinania się” z życiem.

Nie bez przyczyny jednym z bohaterów „Słońca...” jest Marcel Proust, w którego życiorysie zamyka się tajemnica przejścia od lektury książek do lektury świata. O to też chodzi Markowskiemu – otworzyć samego siebie na rzeczywistość, silnie jej zapragnąć! Jaki więc sens czytania? Oddajmy głos autorowi, bo to wyjątkowo ładnie powiedziane: „czytam, by podtrzymywać swoje pragnienia, dla których najlepszym ujściem jest pisanie. Uciekam ze świata, by się w nim ponownie znaleźć, odmieniony, ale wciąż pełen pragnień”.

Michał Paweł Markowski, Słońce, możliwość, radość, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 

Tagi: Michał Paweł Markowski Słońce możliwość radość wydawnictwo Czarne esej recenzja Marek Olszewski



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/zainspirowani_swiatem/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator