G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Ta przeklęta wolność

Autor: Marek Olszewski, dodano: 17-11-2010, 19:12

Przełomowy dla polskiej historii rok 1989 nie dla wszystkich oznaczał przebudzenie w „nowym lepszym świecie”. Uzyskana wolność miała okazać się tyleż wybawieniem, co wyrokiem. Początkowo trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę ogólnie przyjęty ton mówienia o tej granicznej dacie, jako momencie wkroczenia Polski na właściwe tory rozwoju, skutkującego pogonią za uciekającą europejską czołówką państw zachodnich. Jeśli jednak przyjmiemy punkt widzenia, proponowany przez narratora powieści „Apokalypsis ‘89”, przekonamy się jak trudnym wyzwaniem może być wolność. Jarosław Maślanek upomina się o tych, którzy nie potrafili odnaleźć swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Opowiadając ich historię, dekonstruuje wielki narodowy mit roku ’89.

Apokalypsis '89

Narratorem powieści jest Frencz – przeciętny mieszkaniec prowincjonalnego miasteczka, pozbawiony szczególnych ambicji magister ekonomii. Jego losy rozpatrywane są niejako w dwóch planach – rodzinnym (mikro) i społeczno-politycznym (makro). Jedno nie ulega wątpliwości – bohaterowi niewiele się w życiu udaje. Wiwisekcję tej postaci można by rozpocząć od analizy jego relacji z ojcem – trębaczem w lokalnej przyzakładowej orkiestrze, człowiekiem głęboko rozdwojonym. Walczyły w nim: poza inteligenckiego życia według przedwojennej kindersztuby, której rygoryzm szczególnie dawał się we znaki młodemu Frenczowi, oraz wyparta przeszłość, spędzona w sierocińcu. Pierwszą cezurą w wewnętrznej historii rodziny był rozwód rodziców, wskutek którego ojciec zamienił się w pijanego lumpa, wiecznie zamkniętego w czterech ścianach cuchnącego pokoju. Drugą cezurą była jego śmierć, decydująca o metamorfozie matki. Odtąd również jej obraz ulega rozdwojeniu. Narrator charakteryzuje zmienne stany rodzicielki dwoma skrótami: MDWS (Mama Depresyjnego Wręcz Spokoju) i MZMN (Mama Zagłuszającej Myśli Nadaktywności). Panaceum na depresyjne stany matki okazuje się zaangażowanie w raczkujący kapitalizm, co skutkuje tym, że całą swą energię poświęca ona na handel sznurówkami po okolicznych bazarach. Jej historia nie może prowadzić do szczęśliwego zakończenia...

Frencz wcale nie chce wolności. Odpowiada mu skromna posada w archiwum zakładowym połączonym z biblioteką i redakcją fabrycznej gazetki. Jest typem introwertycznym, nie lubi zmian, zamyka się w kręgu ciągle tych samych znajomych. Jak sam twierdzi: najlepiej czuję się wtedy, gdy mnie nie ma tam, gdzie mnie oczekują. Jego młodość i lata dojrzewania przypadły na okres komunizmu, który zawsze wspomina z nostalgią. Poza tym systemem nie widzi dla siebie miejsca. Być może potrzeba odczuwania nad sobą opiekuńczego spojrzenia łączy się w jego przypadku z kompleksem utraconego ojca. To pewnie jedno z możliwych wyjaśnień. Wydaje się jednak, że Maślankowi chodzi o wyjście poza jednostkowość losu bohatera i objęcie szerokim spojrzeniem także grupy jego rówieśników, która w przerażającej większości ma te same, co on problemy. Spotkamy więc m.in.: „prawie burmistrza” Jacka Siateczkę – szkolnego kujona, który początkowo znakomicie przystosowuje się do przemian politycznych, kiedy jednak na wysokim szczeblu podejmuje błędną decyzję, traci szansę na dalszą karierę; Tomka Bez Kości, marzącego o wstąpieniu do Legii Cudzoziemskiej, którego marzenia szybko przekreśliła wpadka z dziewczyną, później wódka i ciemne interesy. Nie wszystkim jednak idzie tak źle – kontrprzykładem dla tej czarno-białej wizji jest Anna, która po wielu mało pocieszających perypetiach, stabilizuje się na stanowisku dyrektorki Miejskiego Ośrodka Kultury.

Pisarz wspominał o tym ciężkim losie pokoleniowym w wywiadzie: Jego losy [Frencza – przyp. M.O.] podzieliło wielu urodzonych w latach 60-tych, i chyba to pokolenie najbardziej straciło na przełomie, przynajmniej w środowisku, które znam, czyli małych miast. Młodsi przenieśli się do większych aglomeracji lub za granicę, starsi wegetują na emeryturach, średniakom po upadku utrzymujących miasta państwowych zakładów pozostało wyłudzenie renty lub prace dorywcze, przeplatane okresami utraty świadomości (do wykorzystania cokolwiek pod ręką – wino, piwo, wódka, leki itp.). Charakterystyka tego środowiska w „Apokalypsis ‘89” to jednocześnie próba genezy zjawiska rozrastającego się po transformacji ustrojowej marginesu społecznego.

Apokalipsa znajduje całkiem dosłowną realizację w powieści. Kiedy Frencz podejmuje pracę na etacie stróża terenów po upadłych zakładach przemysłowych, prowadzona przez niego narracja przypomina opisy prawdziwie postapokaliptycznej przestrzeni. Tereny dawnej fabryki kurczą się – zarastają dziką roślinnością (natura odbiera to, co jej wydarto), co chwila zawala się kolejny fragment zardzewiałej konstrukcji. Podobny los spotyka miasto, które pogrąża się w inercji, nie nadążając za postępującą komercjalizacją. Szybko przechodzi faza hurrakapitalizmu, zostawiając po sobie prawdziwy „krajobraz po bitwie” (Amerykański sen został zastąpiony przez rodzimy kac. Fortuny okrojono do zasiłków, rent, emerytur, prac dorywczych). Bohater, znieczulony tanim alkoholem, stacza się po równi pochyłej, sięgając w końcu dna.

Dopełnieniem jego historii jest wątek syna, owocu jednonocnego szaleństwa z koleżanką z pracy, za której ciążę nie chciał wziąć odpowiedzialności. Tak naprawdę zresztą nie wie, czy Adaś (przez otoczenie nazywany Grzesiem) to na pewno jego syn. Istotne jednak, że Frencza trawi niepokój o to, że chłopiec mógłby stanowić część przegranego życiorysu „ojca”. Adaś staje się powoli jego obsesją, jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym. W nim pokłada resztki zawiedzionych nadziei. Mimo to, nie zdobędzie się na rozmowę, ograniczając swą „ojcowską” aktywność do obserwowania zza siatki lekcji wuefu i kibicowania Adasiowi, który ku jego przerażeniu, odgrywa rolę klasowej ciamajdy. Cała uwaga „ojca” koncentruje się na myśli o tym, by chłopak nie wypadł poza orbitę szkolnej rzeczywistości. W ten sposób bohater zdaje się liczyć na możliwość zaleczenia własnych kompleksów.

Jarosław Maślanek podejmuje problemy polskiej demokracji, które można skwitować jako kłopoty z uzyskaną wolnością. Bohater jego powieści nie radzi sobie w radykalnie odmiennych okolicznościach, ponieważ zmiana przyszła w tempie rewolucji (nie ewolucji), wypychając za burtę tych, którzy nie zdołali wystarczająco szybko zaadoptować się do nowej sytuacji. Demokracja w Polsce została ustanowiona niejako in medias res, zmuszając obywateli do odbycia przyspieszonego kursu wolności. W ten sposób pominięty z konieczności został etap dojrzewania do niej, co skutkowało (i chyba wciąż skutkuje) wybuchami frustracji i lęku. Historia Frencza, podobnie jak losy Pawła – bohatera Stasiukowego „Dziewięć”, a później także „Taksim”, obrazuje w jaki sposób mieszkaniec Europy Środkowo-Wschodniej próbował przystosować się do systemu kapitalistycznego, godząc się za niebyt wygórowaną cenę na rezygnację z jakichkolwiek ambicji i upokorzenie (bazar – u Maślanka nazwany nawet „targiem niewolników” – jest symptomatyczną areną tego procesu).

Autor planuje już trzecią z cyklu powieść, domykającą tzw. „trylogię wolności” (przypomnę, że pierwszą jej częścią były wydane w 2008 roku „Haszyszopenki”), w której zamierza zająć się kwestią tego, w jaki sposób wolność samoograniczamy. Biorąc pod uwagę sporą dozę krytycyzmu, zdystansowanie, a także celne i wyraziste diagnozy społeczne, których Maślanek nie boi się formułować, można czekać na kolejną jego książkę z niecierpliwością.

Jarosław Maślanek, Apokalypsis ‘89, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010.

Tagi: Jarosław Maślanek Apokalypsis ‘89 wydawnictwo W.A.B. powieść recenzja Marek Olszewski



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator