W Afryce śmierć nie jest tematem tabu. Tragedie rozgrywają się na porządku dziennym, a duchom zmarłych poświęca się bardzo wiele czasu i uwagi. Rodziny oddają hołd swoim przodkom poprzez tradycyjne rytuały, wykonywanie specjalnych masek, czy gotowanie odpowiednich potraw. Oczywiste wydaje się, że przybywający na Czarny Ląd Europejczyk również nie jest w stanie uniknąć kontaktu z umieraniem. Nie dziwi więc tytuł powieści Patricka Bessona „Lecz zabije rzeka białego człowieka”, która wprowadzając nas w tajemniczy, afrykański świat, porusza również temat śmierci.

Przedsiębiorca naftowy Christophe, wybierając się w podróż do Kongo, na lotnisku wśród współpasażerów rozpoznaje dawno zdemaskowaną agentkę francuskiego wywiadu Blandine de Kergalec. Jako miłośnik szpiegowskich powieści postanawia sam pobawić się chwilę w detektywa i zaczyna śledzić starszą, teoretycznie bezbronną kobietę. To, co na początku wydaje mu się jedynie krótką gierką, którą zorganizował sobie dla zabicia czasu, z biegiem dni wciąga go w skomplikowaną sytuację mającą swoje korzenie w dalekiej przeszłości.
Patrick Besson już na samym początku, za pomocą tytułu, rozpoczyna swoisty flirt z czytelnikiem. „Lecz zabije rzeka białego człowieka” to jeden z wersów kongijskiej piosenki ludowej pochodzącej z końca XIX wieku. Fragment ten kończy całą wyliczankę czynników mogących pozbawić przyjezdnego życia. O ile w to, że krzywdę może wyrządzić tygrys, krokodyl czy też słoń jesteśmy w stanie uwierzyć bez problemu, słońce, księżyc, albo właśnie tytułowa rzeka nie przekonują aż tak bardzo. Można by pomyśleć, że przecież jesteśmy tacy sami: my – Europejczycy i oni – Afrykanie, więc niby dlaczego cos, co jednocześnie obu kulturom daje życie, miałoby je odbierać jedynie jednej z nich? Właśnie w tym momencie w rozważania wtrąca się autor powieści, który, wbrew temu, czego nas uczono, większą uwagę niż na podobieństwa, zwraca na różnice. Na każdej stronie wyraźnie podkreśla, że w Brazzaville znajdujemy się na pograniczu dwóch skrajnie różnych cywilizacji. Jednej czystej i ułożonej, a momentami nawet nudnej, i drugiej: brudnej, dusznej i magicznej. Czarny Ląd jest barwny, ruchliwy, żądny nowych doznań, podczas gdy Stary Kontynent w porównaniu z nim wypada bardzo blado. Esencję tego stwierdzenia możemy znaleźć we fragmencie: Afryka przemienia Europejczyków w kobiety (…) Te samiczki niemające nawet odwagi chodzić po ulicach ze strachu, że zostaną okradzione lub zgwałcone, siedzą w swoich terenówkach z przyciemnionymi szybami, aby jakiś czarny osobnik nie zobaczył ich ponętnych białych krągłości.
Afrykański, przepełniony niepokojem klimat zostaje przez autora pogłębiony przez równie ciężki język, który momentami przeszkadza w zagłębieniu się w historię. Besson dosadnie opisuje wszelkie szczegóły, a mocne, czasem nawet obraźliwe i przesycone seksualnymi podtekstami fragmenty świetnie oddają atmosferę panująca na ciemnych kongijskich ulicach.
Warto zwrócić uwagę także na wielowymiarową narrację, która bez wątpienia zmusza do przeczytania powieści jednym tchem. Besson na początku do głosu dopuszcza jedynie Christophe’a, jednak w kolejnych rozdziałach widzimy wydarzenia z perspektywy różnych postaci pojawiających się w jego życiu. Ten sposób opisu świata przedstawionego nie tylko nie pozwala nam na długo opuścić książki (moglibyśmy zgubić wątek), ale także wprowadza do historii atmosferę niepewności. Mamy wrażenie, że sami zostaliśmy, trochę wbrew naszej woli, wplątani w pewną aferę szpiegowska i tylko przesłuchiwanie kolejnych świadków pozwoli nam zobaczyć sprawę w pełnym świetle.
Czytając „Lecz zabije rzeka białego człowieka” należy jednak przede wszystkim skupić się na jej przekazie. Książka ta jest przejawem zjawiska, które bardzo rzadko możemy obserwować na polskim rynku. Pod przykrywką powieści szpiegowskiej kryje się bowiem to, co najważniejsze – opis życia współczesnej Afryki. By uwypuklić to drugie dno, pisarz oprowadza nas po rozświetlonych ulicach, pozwala zajrzeć do najdroższych hoteli, ale za chwilę każe patrzeć w ciemne zakamarki i obserwować rozgrywające się tam tragedie. Niczego przed nami nie ukrywa. Kryminalna intryga staje się tylko pretekstem, by mówić o rzeczach ważniejszych, bardziej okrutnych i przede wszystkim prawdziwych. Na pierwszy plan wybijają się relacje miedzy wrogo nastawionymi Hutu i Tutsi. Choć akcja rozgrywa się współcześnie, kilkanaście lat po masakrze w Rwandzie, czytelnik dostrzega ciągłą niechęć, ból i rozgoryczenie panujące między tymi dwoma ludami. Za pomocą sprawnego pióra, Besson przenosi nas również w przeszłość, zarysowując w ten sposób historię Afryki szerzej i nie ograniczając się jedynie do obecnej sytuacji. Ten dokument-fiction pozwala zrozumieć, w czym tak naprawdę się różnimy od mieszkańców Afryki.
„Lecz zabije rzeka białego człowieka” to książka pełna dramatyzmu. Broń, śledztwo, przekręty – dzięki tym elementom bez trudu można by było zakwalifikować ją jako powieść szpiegowską i mówić o niej jedynie w tym kontekście. Jednak Besson nam na to nie pozwala. Jego specyficzny sposób narracji, wielowątkowość, złożoność przedstawionych charakterów i drugi, dokumentalny wymiar książki sprawiają, że odczytywać ją należy jako opowieść niezwykle złożoną i poruszającą realne problemy Afryki, których, bez tej lektury, nie bylibyśmy w stanie dostrzec.
Patrick Besson, Lecz zabije rzeka białego człowieka, Noir Sur Blanc, 2011.
Tagi: Patrick Besson Lecz zabije rzeka białego człowieka Noir Sur Blanc powieść document-fiction recenzja Katarzyna Łazarska
JhiZFeORbeKjzlbC08-12-2011, 18:07
1RG2Vy , [url=http://rcqlozicgbtx.com/]rcqlozicgbtx[/url], [link=http://fkxgjypmtydp.com/]fkxgjypmtydp[/link], http://twxfbispphos.com/
zBZmdYbFdpTncAH04-12-2011, 11:44
CnUx94 <a href="http://regepcwwytcu.com/">regepcwwytcu</a>
MsZEcHtvDfkqPueon02-12-2011, 17:21
52fTfA , [url=http://xttlztllbnjn.com/]xttlztllbnjn[/url], [link=http://cikmeequutpq.com/]cikmeequutpq[/link], http://excwkwsrzjah.com/
lDLeLkLM02-12-2011, 12:04
Wvouqw <a href="http://xqajllibsogw.com/">xqajllibsogw</a>
DzRGKcNEq01-12-2011, 12:59
Thanks for the great info dog I owe you bigigty.