G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

Teatralne Transgresje 2011

Autor: Jarosław Klebaniuk, dodano: 04-01-2012, 00:39

Kończący się rok jest okazją do podsumowań w różnych sferach. Te teatralne zazwyczaj należą do najprzyjemniejszych, gdyż spośród kilkudziesięciu godzin spędzonych na widowni zazwyczaj większość dostarcza miłych wspomnień , co najmniej kilka zaś zdaje się w zimowej studni dawać  z retrospektywy dowód, że świat pełen przestrzeni i światła, owszem, istnieje.  -  Jarosław Klebaniuk gościnnie podsumowuje dla nas miniony rok we wrocławskich teatrach

"Zamek Zisa. Tancerze." reż. Emma Dante, fot. materiały prasowe festiwalu Dialog- Wrocław

Ta optymistyczna konstatacja jest łatwiejsza o tyle, że Wrocław już od jakiegoś czasu jest teatralną stolicą Polski, a to dzięki trzem znakomitym teatrom repertuarowym. Lata nieparzyste są jednak w naszym mieście szczególne, gdyż oprócz rodzimych produkcji  pojawiają się tłumnie zagraniczne, wyłowione czujnym okiem Krystyny Meissner. Poziom prezentacji na Festiwalu Teatralnym Dialog jest nierówny, jednak i tym razem, podobnie jak przy poprzednich okazjach, kilka uznać można za oryginalne, ba, wybitne.


Rok zaczął się mocnym uderzeniem. Styczeń przyniósł najpełniejsze teatralnie przedstawienie  sezonu – z ciekawą scenografią, kostiumami, choreografią, warstwą muzyczną, znakomitym aktorstwem, no i frapującym tekstem Bożeny Keff, który został nawet nieco przyćmiony całą tą nieodparcie atrakcyjną aranżacją. Jan Klata po raz kolejny udowodnił, że potrafi ważkie treści podać w sposób zaspokajający najbardziej wybredne gusta. Nierozwiązywalne napięcia pomiędzy matką a córką, kwestie antysemickie i odwołujące się do niewolnictwa, mizoandria sącząca się w pretensjach wobec nieobecnych w tej sztuce mężczyzn – wszystko to aż prosiło się, by  zepchnąć swoim ciężarem teatr na drugi plan i zdominować widowisko pretensjonalnym moralizatorstwem. Jednak wydobycie z tekstu prawdziwych literackich perełek, pomysłowe zmontowanie scen dzięki ruchomym szafom i niekonwencjonalnym dźwiękowym cięciom, wreszcie przebieranie aktorów, włożenie w ich ręce rekwizytów: warkoczy, skakanek, wagi – wszystko to pozwoliło zaistnieć widowisku o porażającym wprost pięknie. Bezbłędna obsada sprawiła, że zarówno te bardziej kameralne, jak i, dość liczne, zbiorowe sceny oglądało się z otwartymi ustami. Kinga Preis po raz kolejny pokazała klasę, a jej zdolności wokalne mogły zaskoczyć nawet najzagorzalszych miłośników jej talentu. Sam reżyser zawiesił sobie poprzeczkę tak wysoko, że prawdopodobnie niełatwo będzie mu stworzyć  tak zachwycającą całość, jak "Utwór o matce i ojczyźnie”.

Drugim wybitnym przestawieniem Teatru Polskiego, wystawionym nietypowo, bo nie na Świebodzkim, jak powyższe, lecz z tyłu sceny im. Grzegorzewskiego, była w mijającym roku „Tęczowa trybuna 2012”. W tym przypadku tekst powstał specjalnie dla teatru, a długoletnia bliska współpraca dramatopisarza i reżyserki ponownie dała doskonały efekt. To najbardziej udana produkcja duetu Monika Strzępka – Paweł Demirski od czasu „Dziadów. Ekshumacji”.  Walory wysokiej klasy teatru publicystycznego, z aluzjami do współczesnych postaci życia publicznego, z groteskowym przedstawianiem miazmatów tegoż życia, połączone zostały z transgresyjnymi pomysłami inscenizacyjnymi i aktorskimi. Piaskownica i bieżnia towarzyszące budowie tytułowej konstrukcji, olbrzymie kosmate pająki kołyszące się na drzwiach, gejowskie futerka i polackie skóry, wreszcie sam pomysł, aby nie tylko zderzyć, ale wręcz zhybrydować subkulturę kibicowską z homoseksualną – wszystko to dało znakomity efekt. Niepoprawność polityczna przedstawienia nie polegała jedynie na wyśmianiu cynicznych, konformistycznych urzędników, lecz przede wszystkim na wykreowaniu ironicznych wizerunków samych gejów. Zabawność tego spektaklu w połączeniu z ważkimi i kontrowersyjnymi treściami, jakie poruszał sprawiła, że oglądało się go z niesłabnącym zainteresowaniem. Wygospodarowanie tak olbrzymiej przestrzeni przy Zapolskiej to jak wydobycie zakopanego skarbu. Złamanie monopolu podworcowej sceny na niecodzienne widowiska dobrze zrobiło też samemu teatrowi, który dotąd nieco zbyt nachalnie szufladkował własny repertuar w trzech lokalizacjach.


W dosyć nietypowej lokalizacji wystawił najlepszą sztukę wiosny także Teatr Współczesny. Na strychu tym razem zagościł Witkacy, którego martwe, wydawałoby się, po dziesiątkach lat „Pożegnanie jesieni” nabrało nowego życia dzięki dodaniu współczesnych akcentów oraz dzięki gęstej, intensywnej grze aktorskiej, z wyróżniającymi się rolami Marty Malikowskiej-Szymkiewicz i Krzysztofa Boczkowskiego. Znakomita choreografia, między innymi w licznych, także homoseksualnych, scenach erotycznych tworzyła żywe przedstawienie. Wykorzystanie utworu zespołu Queen pozwoliło zaaranżować jedną z najbardziej zaskakujących i najzabawniejszych scen sezonu – statyczny stół budzący skojarzenia z Ostatnią Wieczerzą przerodził się w scenę pełną muzycznych i wizualnych ekstrawagancji. Nagromadzenie pomysłów inscenizacyjnych oraz niepohamowane korzystanie z niekiedy dosyć rubasznego, grubego wręcz humoru, nie przeszkodziło reżyserowi  Piotrowi Siekluckiemu w odważnym, często groteskowym, poruszeniu istotnych tematów: nacjonalizmu, roli religii i kościoła, uprzedzeń wobec różnych grup społecznych. Warto też podkreślić, iż tym razem wanna, tak często goszcząca na wrocławskich scenach, że warto by rozważyć wprowadzenie jej do godła miasta, rzeczywiście pełniła ważne funkcje, gdyż pozwoliła się rozegrać scenom zarówno zabawnym (chrzest z pozycji stojącej, wzajemne homoerotyczne karmienie się marchewką, jak dramatycznym (samobójstwo) i pięknym (nagość pewnej aktorki o idealnym ciele). Teatr programowo zainteresowany uniwersalną tematyką i wielkimi dylematami egzystencjalnymi rzadko oferuje widzowi zabawę tak szaloną, a przy tym jednocześnie wysokich lotów.

Do zabawy przyzwyczaił natomiast swoich sympatyków Ad Spectatores. Rok 2011 nie był najbardziej udanym dla tego trzeciego filaru wrocławskiej teatralności. Zabrakło wybitnych premier w rodzaju „Goryl uciekł z wybiegu w ZOO i porwał kobietę” (2007), „Trzy plus dwa” (2009) czy „Żywoty świętych osiedlowych” (2010). Owszem, można było się dobrze bawić przy „Zabójstwie przy Rue Morgue” i „Hiszpance”, czy też przeżyć coś niezwykłego podczas przedstawienia „9 – rekonstrukcja”, któremu najbliżej było do teatralnej transgresji, jednak żadna z tych produkcji nie była arcydzielna. Prawdopodobnie najbardziej udanym spektaklem było "40 000 do tyłu”, w którym wyeksploatowany został pomysł z wyobrażonymi losami późniejszych sławnych literatów (Wisłocka, Lem, Marquez) i polityka (Gorbaczow) za ich hipotetycznego młodu. Autor tekstu spotkał ich na scenie ze znanymi, również dosyć nieoczekiwanie przedstawionymi postaciami z życia publicznego (Picasso, Bierut, Gomułka). Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju, który miał miejsce we Wrocławiu w 1948 roku stworzył doskonale dobrane okoliczności kryminalnej intrygi, a znakomita rola Agaty Skowrońskiej w towarzystwie jej milkliwego partnera dodała smaczku. Czarny humor zawsze był dobrą stroną autorskiego teatru Macieja Masztalskiego i w tym spektaklu nie było inaczej. Jednak w przekroju całego sezonu wyraźnie widać, że znakomitemu, zaangażowanemu i sympatycznemu zespołowi aktorskiemu brakuje tekstów. Może warto zaprosić do współpracy jakichś nowych dramatopisarzy.  Jesteście tego warci.
Teatralna jesień w grodzie Mieszkowskiego zdominowana została przez festiwal Dialog. Jednak zanim to nastąpiło, we wrześniu miała miejsce premiera „Mikrokosmosu” Konrada Dworakowskiego. Ta piękna bajka dla dorosłych (choć i dzieci bym nie wykluczał) o Calineczce pokazała, jak bogatym medium może być pantomima. Niezwykle piękne kostiumy, bogata i różnorodna muzyka, oryginalne pomysły choreograficzne, ruch postaci, ich pantomimika i onomatopeje – wszystko to złożyło się na zachwycające i zawłaszczające uwagę widowisko. Barwne, przeobrażające się na oczach widza postaci, doskonałe operowanie światłem, pomysłowe rekwizyty i dobre wykorzystanie przestrzeni sceny sprawiły, że spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie. Odejście od surowych, ascetycznych przedstawień, niegdyś charakterystycznych dla tej teatralnej modalności nie oznaczało przy tym, iż aktorzy nie mieli okazji do zademonstrowania swoich umiejętności. Wręcz przeciwnie – odgrywanie owadów czy ptaków, przemieszczanie gigantycznych kul, wyplątywanie się z pajęczych sieci, przeistaczanie się w jaskółkę – to tylko niektóre wyzwania, którym zespół z nawiązką sprostał. Osoby złaknione uniwersalnego piękna na scenie brały udział w prawdziwej estetycznej uczcie.

W październiku odbył się Festiwal zorganizowany został wokół pewnych haseł, z którymi skojarzone zostały poszczególne pary przedstawień. Zaproszenie kilku polskich reżyserów-debiutantów wzbudziło kontrowersje, jednak z pewnością pozwoliło im pokazać swoją pracę międzynarodowej widowni. Natomiast spośród zaproszonych z zagranicy zwrócę uwagę na pięć pokazów. Oparty na pantomimie i tańcu dyptyk Emmy Dante „Zamek Zisa. Tancerze” uderzał perfekcyjnością formy. Ruch, kostiumy i muzyka tworzyły doskonałą całość, zaś temat niepełnosprawności i starości pokazany został w ciepły, życzliwy sposób. Estetyka wyrazistego ruchu i doskonałe opanowanie przestrzeni przez aktorów sprawiały, że poziom artystyczny tych bardzo malarskich przedstawień był niebiańsko wysoki. Na tej samej scenie pod koniec festiwalu pokazany został również oparty na scenicznym ruchu, układach tanecznych, bogactwie kostiumów i starannie dobranej muzyce belgijski spektakl „Gardenia”  w reżyserii Franka van Laecke i Alaina Platela. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z prawdziwą transgresją – z przychylnym pokazaniem środowiska transwestytów dzięki niesamowicie pięknym i poruszającym, chwilami pełnym życzliwego humoru, niekiedy wodewilowym scenom. Wrocławskim widzom niezwykle się to widowisko podobało. Nie wiem, czy jakikolwiek inny spektakl (a zagraniczne na tegorocznym Dialogu widziałem wszystkie) zebrał tak duże owacje.

Ze zrozumieniem i bez skandalizującej dezaprobaty, której przed rozpoczęciem imprezy trochę się chyba obawiała Krystyna Meissner, został też przyjęty spektakl „O Twarzy. Wizerunek Syna Boga” w reżyserii Włocha Romeo Castellucciego. Zarówno powolne, wielokrotne i szczegółowe pokazanie budzącej obrzydzenie fizjologii starości, jak i oskarżycielska scena rzucania granatami w tytułowe oblicze mogły wzbudzić kontrowersje. Jednak moim zdaniem to spektakl proreligijny, więc ewentualne oburzenie ze strony tradycjonalistów wiary chrześcijańskiej byłoby reakcją mało adekwatną. Znacznie bardziej kontrowersyjny, dla mnie zaś, jako zdeklarowanego przeciwnika wszelkiego nacjonalizmu (także w formie tak zwanego patriotyzmu), szczególnie atrakcyjny był spektakl słoweńskiego Teatru Mladinsko w reżyserii Olivera Frljića pt. „Przeklęty niech będzie zdrajca swej ojczyzny!”. Bezsens nacjonalizmu pokazany został w sposób nie tylko pełen nieoczekiwanej agresji, lecz także w wielu momentach – obraźliwy dla widowni. Podczas tego przedstawienia, które ja oglądałem, ta okazała się jednak odporna na nazywanie jej „polskimi piczkami” czy sugerowanie, że jej członkowie mogliby być obiektem homoseksualnych aktów dokonywanych przez aktorów. Prawdopodobnie wzięła potężną poprawkę na rozciągliwą teatralną konwencję, choć być może też, za radą naszego narodowego wieszcza – Gombrowicza Witlolda, „stłumiła w sobie”. Tak czy inaczej ten spektakl był niewątpliwie jednym z najoryginalniejszych. W buntowniczym zapale mogło z nim konkurować chyba jedynie „Simulacro” chilijskiej grupy Compañia La Resentida. Za pomocą interesujących środków poddała ona bezlitosnej analizie szereg drażliwych zjawisk społecznych: męskie epatowanie seksualnością, fałszywy świat mediów, stereotypy etniczne, a nawet teatralną polityczną poprawność. Znakomite zaangażowane aktorstwo w surowej scenografii pozwoliło poczuć smak tego, co w teatrze stanowi jego kwintesencję – głębokiego kontaktu aktora z widzem. Wieloznaczność i nieoczywistość przesłania tego spektaklu stanowiły wartość dodaną. To niezwykłe widowisko mogłoby być inspiracją także dla polskich artystów sceny. Mówienie o rzeczywistości w taki poruszający i skłaniający do myślenia sposób to nie lada sztuka. Po teatrze często epatującym samym sobą i obliczonym na przyciąganie widza wizualną atrakcyjnością takie wyostrzenie środków i próba dotarcia do istoty rzeczy rzeczywiście zrobiła wrażenie, zwłaszcza w zgrzebnym pomieszczeniu należącym do zabudowań nieczynnego od dawna Browaru Mieszczańskiego. Co nie znaczy, że spektakl ten zanegował wszystko, co zostało wyżej powiedziane o innych przedstawieniach. Na szczęście i w tym roku było miejsce na różnorodność.

Tagi: Wrocławski Teatr Współczesny Festiwal Dialog- Wrocław Teatr Polski we Wrocławiu Teatr Pantomimy Ad Spectatores



Skomentuj

DqNeIXtJQoQrFcgiyd13-01-2012, 18:52

K7oqZ6 , [url=http://ntszhfcrxzft.com/]ntszhfcrxzft[/url], [link=http://yzqjcqsdvaci.com/]yzqjcqsdvaci[/link], http://iubnrihihjcs.com/


oaPPOwUyBQaYHGWfR10-01-2012, 18:38

FWUH0C <a href="http://ckwvhptqvohn.com/">ckwvhptqvohn</a>


faZKePVin09-01-2012, 16:29

QCSHS6 , [url=http://laropzrirtmz.com/]laropzrirtmz[/url], [link=http://jhydthzebsuw.com/]jhydthzebsuw[/link], http://prebheznmbfp.com/


tswCdHBFclGCaON09-01-2012, 11:57

kyxF92 <a href="http://btsujmbskdhn.com/">btsujmbskdhn</a>


UsyfyUGLIFdpW08-01-2012, 18:19

I came, I read this atrcile, I conquered.


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator